piątek, 26 września 2014

Rozdział 28 ,, Wulkan "

Luke
Kurde ,że też muszę iść z osobami ,których nie znam  . Nie mam najgorzej Percy idzie z dziewczynami ,współczuje mu ,one go tam zniszczą .Jedna woli to druga tam to .  Szkoda gadać ja idę z Reyną i Carterem ,a właściwie już poszedłem. Włóczymy się już  prawdopodobnie po starożytnym Rzymie . Musimy dojść do miasta . Trawiłam nam się ciężka osoba dokładnie Reyna po zdradzie Jasona przestała w cokolwiek wierzyć uważała go za prawą osobę ,a on z zimną krwią zabił swoją dziewczynę . Syn Jupitera . Co się dzieje ? Moja zdrada była usprawiedliwiona ,a on sława mu chyba uderzyła do głowy . Szczęście ,że nie zdradził Percy w tedy to by się chyba wszyscy załamali . On jest takim symbolem spokoju i dobra .
-Ruszcie te suche dupy.-powiedziała -Nie zamierzam wrócić z tej misji ostatnia . Wsiadajcie!
Zatrzymała jakiegoś rolnika by ten zawiózł nas do jakiejś wsi lub miasta.Z Carterem świetnie mi się rozmawiało ,ale Reyna udawała nie dostępna .Widać ,ze boi się ,że ją jeszcze ktoś zawiedzie , znowu krzywdzi już wiele razy zaufała ludziom ,a oni ją krzywdzili . Przed ostatnią osobą był Nico . Po czym zniknął bez słowa wyjaśnienia .
-To Reyno wiesz gdzie jedziemy ?-spytałem z nadzieją ,że choć trochę zaciekawi się rozmową .
-Nie wiem gdzie jedziemy .-odpowiedziałam -Ja się tylko spytałam czy nie mógł by nas zabrać .
-Żeby nas tylko nie wywiózł do niewoli .-powiedział Carter -Fajne te wdzianka nie ?
-Normalne jak na Rzymian.-odpowiedziała oschle Reyna ucinając w ten sposób rozmowę .
jechaliśmy tak cały dzień i dopiero następnego dnia dojechaliśmy do miasta . Chcieliśmy się dowiedzieć gdzie jesteśmy ,ale tak ,żeby nas nie uznali za wrogów ,szpiegów .
Im pardziej zagłębialiśmy się w miasto tym większe obawy we mnie narastały, bo podejrzewam gdzie wylądowaliśmy ,a jeśli to prawda to modlę się żebu to nie był ten . Po twarzy Reyany widziałem ,ze też się domyśla gdzie jesteśmy .
-To ktoś mnie oświeci  gdzie my jesteśmy ?-spytał Carter .
-Naprawdę nie wiesz ?-spytała trochę zdezorientowana Reyna .
-No wiesz mnie uczono o Egipcie nie Rzymie.-powiedział- Spędziłem pół  życia w tamtym kraju  .
-Opowiedz mu -poleciła - Ja nie mam siły . Idę znaleźć jakiś nocleg .
-Ja mogę spać pod gołym niebem .-powiedzieliśmy w tym samym  czasie .
Reyna tylko powiedziała coś pod nosem i poszła w swoją stronę , a ja z Carterem w drugą . Za pewne lepiej żebyśmy się nie rzucali w oczy i  zachowywali naturalnie .
Carter
Nie przyjemna ta rzymianka ,a Luke jest spoko opowiedział mi ta całą historie. Ta tuk ze mnie nie słyszałem nigdy tak ważnej historii i tyle istnień zginęła . Fajnie by było zrobić w takim miejscu wykopaliska chociaż dużo juz w tym miejscu takich badań było tak przynajmniej wnioskuje z wypowiedzi Luke. 
-A tak w ogóle to gdzie mieliśmy się spotkać z tą dziewczyną ?-spytałem.
-Znajdzie nas .-odpowiedział . 
Nie minęło kilka minut ,a Reyna do nas dołączyła . Miała bardzo przygnębioną minę ,która zwiastowała kłopoty .
-Nie mów złych wieści !-krzyknąłem do niej gdy była blisko nas .
-To tak nie możemy nigdzie nocować ,bo to by było podejrzane.-powiedziała - I jeszcze  jutro jest ten dzień . To znaczy ,że mamy  nie całe 24 godziny na znalezienie serca bogów .
-Musimy jutro udać się do tego Koloseum .-powiedział Luke - A ty nie  możesz używać mocy . Umiesz walczyć mieczem prawda  prawda ?
-Nie często mi się to zdarza .-powiedziałem szczerze .
Reyna załamała ręce i usiadła przy drzewie ,a Luke pokazał mi kilka chwytów ,które mogą mi się jutro  przydać ,po czym poszliśmy spać .
Reyna 
Następnego dnia gdy wstaliśmy udaliśmy się praktycznie  prosta do Koloseum oczywiście musieliśmy się pierw wstąpić na chwilę do karczmy ,bo oni bez śniadania umrą . Prawdziwy wojownik umie nie jeść kilka dni , tygodni byle by przetrwać . Zajęliśmy miejsca na trybunach .
-Nie interesujcie się walkami .-powiedziałam -Musimy znaleźć serce Rzymskich Bogów i to szybko .
-Wu przestrzegaliście prawa  i jesteście sprawiedliwy tak ?-spytał Carter.
-Zgadza się,a czemu pytasz?-spytałam tym razem jego .
-Ja chyba wiem co jest sercem Rzymu .-powiedział -Dzisiejsze trofeum .
Spojrzałam w stronę pretora był jeden ,ponieważ drugiego zamordowana w przed dzień naszego przybycia . To oznacza ,że ten sprzedał swoją dusze diabłu .Trofeum była waga ze znakiem Jupitera .
-Pójdziemy po nie w czasie trwania walki Gladiatorów .-powiedziałam - W tedy publiczność jest bardzo skupiona .
Myślałam ,że te walki z lwami nigdy się nie skończą chociaż każdy wiedział jaki jest los człowieka w tym starciu ,ale i tak większość oglądała to z zaciekawieniem . W końcu zaczęły się walki Gladiatorów.
-Dobra chodźcie .-powiedziałam na nas już czas  -Na nas już czas .
Powoli zaczęliśmy się zbliżać zbliżać do miejsca ,w którym znajdował się pretor oczywiście była tam straż  . Wyciągnąłem i na pięłam łuk . Trafiłam jednego z nich automatycznie reszta się odwróciła . I zobaczyli chłopaków ,bo ja się schowałam za filarem jak kazali . Mam nadzieję ,że sobie dadzą radem . Pobiegli przed siebie ,a ja poszłam do pretora z mieczem.
-A ni drgnij ,bo pożałujesz .-powiedziałam przykładając miecz do jego gardła . Oczywiście ,że nie mogłam go zabić tak jak tego strażnika ,bo zmieniła bym bieg wydarzeń .
-Myślisz . Nie uda ci się ze mną wyjść nie zauważenie .-powiedział -Kto cię wynajął .
-Nikt .-powiedziałam - I to nie ciebie chce ,chcę trofeum .
Nic nie odpowiedział tylko sięgnął po nie ręką .Odstawiłam trochę miecz ,od jego gardła ,by móc bezpiecznie sięgnąć i to był mój błąd ,bo on wtedy sięgnął po swój miecz i mnie rozbroił,ale miałam trofeum.
-Czemu chcesz mieć to trofeum ?-spytał .
Cisza co mu się z pewnością nie podobało . Jego twarz przybrała maskę gniewu . Wciąż czekał na odpowiedz ,której i tak nie dostanie .
-Czemu ?!!!-tym razem podniósł głos .
-Pozwól ,że ja ci na to pytanie odpowiem.-powiedział stojący za nim Carter -Bo zdradziłeś Pompeje .A teraz proszę odsuń się od niej .
Mina mu zrzedła,a ja bezpiecznie sobie przeszła ,ale przed tym podniosłam mój miecz . Za Carterem stał Luke .
-Gdzie strażnicy ?-spytałam .
-Zgubiliśmy ich w tłumie .-powiedział .
Nagle Koloseum się zatrzęsło . Trzęsienie ziemi . Nie !!! Wybuch wulkanu .
-Nie zbyt wcześnie?- spytał  Luke- I jak mu mamy stąd wrócić da naszego świata ?
-Nie wiem na razie uciekajmy .-odpowiedziałam .
***********************************************************************************
Na reszcie go napisałam . Rozdział nie jest najwyższych lotów . Wiem . Ale powstał . Ostatnio jestem nie w humorze ,dlatego moja głowa już wymyśla plany jak zemścić się na bohaterach o tuż wpadłam na nienormalny pomysł zakończenia ,, Krwi Olimpu ''. O tuż Percy zginie ,a Nico opisze jego  śmierć . Kolejny za tydzień .
Radosna


No nic zapraszam do wyrażenia swojej opinii :D

piątek, 19 września 2014

Rozdział 27 ,, Prawda ,która boli"

Sally
No tak jak zwykle mój syn musiał iść na misję . Posejdon poinformował mnie o tym dwa dni temu . Musiałam wracać do kraju i zamieszkać w obozie ,bo zło staje się coraz silniejsze i Posejdon boi się ,że mógłby mnie wykorzystać by osłabić Percy 'ego i jego . Teraz grzecznie spacerowałam sobie po parku ,bo do obozu mam dopiero jutro jechać . Towarzyszył mi Steve,którego wezwali , więc musiał mnie dwie minuty temu opuścić .  Od kilku miesięcy nie dają mi spokoju pewne sprawy,dlatego wyjechałam by znaleźć na nie odpowiedzi  . Poznałam już moją historie ,która mnie zaskoczyłam . teraz praktycznie ufam tylko nielicznym osobą ,bo zrozumiałam ,że niektórzy będą mnie chcieli zabić by moja siostra Emma wróciła do tego świata ,a przecież my nie możemy żyć w jednym świecie razem i to się już nie zmieni . Wcześniej mogłyśmy ,bo dopiero poznawałyśmy swoje dary .  May jest najlepszą wyrocznią współczesnych czasów  jak do tej pory . Przewiduje same mroczne scenariusze ,ale nie zna całej historii . Co się wydarzyła tak naprawdę tego wieczoru ? Kto tak naprawdę zdradził ? Kto tak naprawdę się poświęcił ? Do tej pory wszystkich wciskana ten sam kit ,bo wszyscy widzieli co się działa w tym czasie ,ale nikt nie wiedział co się stało przed tragedią . Coś mi mówi ,że się pomyliliśmy .
-Sally uważaj !-krzyknął ktoś prawdopodobnie Ares .
Dopiero teraz zauważyłam co się dzieje Ares i Apollo byli po drugiej stronie parku ,a za mną stał Ladon smok . Jeden zły ruch i po mnie . Powolutku zaczęłam wycofywać się do tyłu ,ale to nic mi nie da ,bo ktoś nasłał tego smoka  na mnie . Powoli otwierał paszcze ,by zionąc ogniem . Już po mnie Ares i Apollo nie zdążą ,chociaż są  bogami i mogę się teleportować ,ale i tak nie zdążą  . Szczęście ,że mnie ostrzegli przynajmniej na chwile się zdekoncentrował  ,ale  i tak wiem ,że skończę jako proch ,bo mnie spali żywcem.
Gdy zionął ogniem nie zaczęłam uciekać , nic tych rzeczy ,bo wiedziałam ,że to na marne tylko się skuliłam  . O dziwo nie poczułam ,bólu tylko stało się cieplej . Otworzyłam oczy prze de mną stał Steve i osłonił mnie tarczą .
-Na ogień też jest odporna ?-spytałam .
-Jak widać .odpowiedział -Ciebie to na chwile nie można spuścić oka ,bo już pakujesz się w tarapaty .
Wywróciłam  tylko oczami . W końcu smok przestał ziać ogniem w tedy Steve pociągnął mnie w stronę zatłoczonej ulicy New Yorku . Zastawiłam tam Aresa i Apollo samych ,ale są bogami  dadzą  sobie radę . Są przecież nieśmiertelni nic im nie będzie .
-To skąd wiedziałeś ,że coś mi grozi ?-spytałam gdy się trochę oddaliliśmy od parku .
-Przeczucie ,-powiedział -a w ogóle obiecałem ,że cię odprowadzę do domu .
Dalej szliśmy w ciszy . To mi w sumie wystarczało jako odpowiedź . Zaufałam mu ,a on mnie nie zawiódł jeszcze oni razu .Robiło się strasznie zimno na szczęście już dochodziliśmy do mojego domu .
-Dzięki za odprowadzenie .-powiedziałam otwierając drzwi -Nie bałeś się?
-Bywałem w gorszych tarapatach .-powiedział śmiejąc się -A ratować piękną Panią zawsze wypada .
W moim domu było ciemno i cicho jak nigdy . Brakowało mi Percy'ego ,a może tylko towarzystwa innych osób . Tak bardzo przejęłam  się to sprawą i dotarciem do prawdy ,że zapomniałam o tym co najważniejsze.Czasem lepiej nie rozgrzebywać starej historii ,bo może się natrafić na bardzo nie przyjemne fakty. Osobą ,którym  ufałaś możesz już nigdy nie zaufać .
-Idź spać .-powiedział Steve - Popilnuje cie jeszcze trochę .
Clarisse
No i znowu zostałam sama . Znaczy się mam rodzeństwo jeszcze i Chrisa ,ale to nie to samo.Im nie mogę robić krzywdy. Idę właśnie na arenę po Chrisa ostatnio nie ma dla mnie czasu . I musiałam się z nim pogodzić,bo mnie ładnie dziewczyny poprosiły . Wchodząc na arenę doznałam szoku . Chris obściskiwał się z córeczką Demeter. Bez słowa wybiegłam z niej szybko , nawet chyba mnie nie zauważyli . Rozpadało się ,a ja w obozowej bluzce i  spodniach opuściłam granice obozu , bez parasolki ,ani kurtki. Do oczu napłynęły mi łzy nie chce go już więcej widzieć ,a ja jeszcze pomogłam mu uwolnić się od Kronosa   . Zatrzymałam się w jakiś parku byłam przemoczona do suchej nitki ,ale usiadłam na ławce i zaczęłam ryczeć jak małe dziecko. Nikogo w pobliżu nie było ,bo kto normalny w taki deszcz idzie do parku . Zostałam sama .
-Hej ?-nagle usłyszałam dość znajomy głos podniosłam głowę do góry przede mną stał Tom kuzyn Percy'ego też nie miał parasolki ,ale miał kurtkę.
-Coś się stało ?-spytał  z przejęciem .
-Ciebie to nie dotyczy.-odpowiedziałam jego przyjście spowodowało ,że przestałam płakać-Mój facet to dupek . 
-Zamierzasz tu tak siedzieć i użalać się nad sobą ?-spytał . Jesteś Clarisse La Ru córka Aresa ,a płaczesz przez chłopaka . Nie zasługuje na ciebie .
Nic nie powiedziałam ,a on się nie ruszył . Kilka minut tam stał ,a potem przysiadł się do mnie na ławkę i moknął razem ze mną .Już nie płakałam ,ale siedział tam z 20 minut po czym dał mi swoją kurtkę i czekał na moją reakcje .
-Jeśli myślisz ,że dzisiaj wrócę do obozu to się mylisz .-powiedziałam .
-A ktoś ci każe .-odpowiedział -Możesz iść do kina ,do domu cioci Sally lub do mnie ,albo do Jacoba . 
Spojrzałam na niego jak na wariata . Mama wrażenie ,że mnie zrozumiał  i mnie nie ocenia . Ja pusta przejęłam się Chrisem. Tom ma racje nie zasługuje na mnie .
-Mam uznać to za zaproszenie ?-spytałam no co on się uśmiechnął .
Sally 
Nie posłuchałam go zamiast  tego siedzieliśmy na kanapie w salonie i rozmawialiśmy do czasu przybycia Aresa i Apolla.
-Widzisz mówiłem ci ,że jest cała i zdrowa .-powiedział Apollo.
-Ta jasne widzę -odpowiedział mu bóg wojny -Sally zbieraj się Idziemy do obozu .
Poszłam po torbę ,którą dzisiaj rano przygotowałam . Ares chyba już znienawidził Steva ,a ja nie wiem dlaczego tak na niego zareagował .
-Panu już dziękujemy.-powiedział Ares na co Steve się zebrał.Jeszcze tylko się ze mną pożegnał . Bogowie  zwiększyli się do większych rozmiarów i po chwili byliśmy już w obozie .
-Masz tą zdradziecką szuje .-powiedział Ares dając mnie Posejdonowi . Po prostu wepchnął mnie w jego ręce  jak jakąś zabawkę . Widocznie bóg Wojny był podminowany tym ,że to nie on mnie uratował tylko śmiertelnik .
Narrator
Nasi dzielni Herosi nigdy nie wiedzą co i ich spotka ,ale w najbardziej nieprawdopodobnym momencie życia przychodzi do nich miłość ,która daje  im skrzydła i nadzieje na lepsze jutro . To miłość ich uskrzydla,ale i ich zabija .
**********************************************************************************
Rozdział 27 już jest !!! Jak tam w szkole ? Szykuje się nowa parka :D Na razie nie powiem kto z kim . Mam nadzieję ,że sami się domyślicie . Nie zanudziłam was nim prawda ? Ktoś usnął podczas czytanie tego rozdziału ? Kolejny będzie za tydzień dużo ciekawszy przynajmniej mam taką nadzieje . I Przepraszam fanów Marvela nie wiem co mnie podkusiło .Dziękuję za komcie bardzo motywują .

                                                                                                                    Radosna


sobota, 13 września 2014

Rozdział 26 ,,Potępienie "

Percy
Mój tata postanowił przemilczeć sprawę znamienia . Pewnie odbędzie poważną rozmowę z mama . Ups ! Carter nawet szybko się zjawił ze swoją siostrą . Okazało się ,że ona i Annabeth się znają. Co mnie trochę irytowało ,bo miała więcej tajemnic niż sadziłem w sumie ja nie byłem lepszy . Nigdy jej nie zdradziłem mojego największego sekretu mojej zguby . Miałem iść na misję z Sileną i Thalią . Znowu baby .Co ja z nimi mama one są jak przekleństwo z wyjątkiem mojej mamy  .Ona jest Aniołem  w ludzkiej postaci . Z Certerm ma iść Luke Reyen'a ,a z Ann Seidie i Charlie . Miał iść Nico ,ale  on zapadł  się pod ziemie nikt nie wie co się z nim stało ,a ni gdzie jest . Po prostu jak by się rozpłynął .Jeszcze przed wyjściem na Arenę poszedłem do domku Ateny zostawić tam pewien drobiazg . Na Arenę przybyłem ostatni ,a swoją drogą było dzisiaj piekielnie zimno .
-Dobra to jest portal ,który przeniesie was w miejsce bliskie sercu ,którego z rodów bogów nie wiemy gdzie .-powiedział Zeus -Więc miejcie się na baczności. Nie ważne co się wydarzy ma choć jedno z was wrócić całe .
-To kto pierwszy?-spytał Ares -Percy przepuść panie przodem .
Z niechęcią je przepuściłem,chciałem iść sprawdzić w co się pakujemy , gdzie idziemy  .Jak wszedłem do portalu myślałem ,że przejdę po prostu na drogę ,żwir czy coś takiego ,ale nie ja musiałem spadać z nieba .
Nie wiem jak dziewczyny ja nie chciałem krzyczeć ,bo ba kem się ,ze jakiś owad mi wleci do buzi . Ca było ciężkie . W pewnym momencie żółta wyspa ,dużo wyspa zaczynała się przybliżać ,a raczej ja do niej . Pomyśleć wpadłem do Tartaru ,a bałem się upadku z wysoka . Na szczęście wylądowałem na piasku , gorącym . Szybko ściągnąłem z siebie jedną bluzę ,bo tu pył żar ,a u nas tak zimno co się dziwić był luty . Rozejrzałem się dziewczyny wylądowały parę metrów o de mnie .
-Gdybym wiedziała ,że wylądujemy w Egipcie na pustyni .Wzięła by więcej wody . -powiedziała Thalia
podchodząc do mnie przy okazji pomagając wstać Silenie .
-Fajnie wylądowaliśmy w Egipcie i gdzie mamy tego szukać i co to jest ?-powiedział .
-Tam -powiedziała Thalia pokazyjąc na  piramidę ,której wcześniej nie było . Piramida widmo normalnie jak w filmie .
-Dobra chodźmy .-powiedziałem wstając- Im szybciej tym lepiej .
Na pierwszy rzut oka wyglądała jak normalna piramidy w środku wyglądała zwyczajnie . Niczym się nie różniła od innych ,ale im dalej wchodziliśmy tym bardziej odczuwaliśmy dziwną esencje . Im bardziej zmierzaliśmy do jej serca tym bardziej czułem się jak bym była zamknięty w klatce
Thalia
Czemu mam wrażenie ,że te ściany się przesuwają co jest grane ? Padam już  z nóg nie wiem ile przeszliśmy już ,ale mam wrażenie ,że z 10 km dobra może to przegięcie 5-3 .
W pewnym momencie usłyszałam krzyk Sileny odwróciłam się w jej stronę ,ale jej już tam nie było . Percy też się odwrócił nawet trochę zawrócił ,ale Sileny nigdzie nie było.
-Dobra co tu jest grane ?-spytałam .
-Nie wiem ,ale proponuje znajdźmy ją szybko.-powiedział - Coś czuje ,że wpadliśmy po uszy . Tu coś sie dzieje .
-Nie musisz mi mówić .-powiedziałam -Widzę .
On nie lubi jak się do niego zwracam tak ostro ,wręcz nie znosi . Nie wiem jak Annabeth z nim wytrzymuje .
Szliśmy dalej w ciszy . O proszę już się nauczył ,że mojego zdania się nie podważa . To już nie jest wrażenie ta podłoga się rusza i a później  rozpadła.  Zaczęłam krzyczeć .Nie mieliśmy czego się złapać to koniec.
Silena
Szłam sobie spokojnie za Percy i Thalią gdy ktoś mnie chwycił od tyłu za włosy . Zaczęłam krzyczeć ,ale moi przyjaciele za późno się odwrócili . Później zemdlałam i dopiero teraz się obudziłam   . Miałam związane nogi i ręce ,a koło mnie chodzili jacyś ludzie . Dokładnie mężczyźni byli ubrani jak dawni Egipcjanie  tylko ci jeszcze mieli  tatuaż na przed ramieniu ,który przedstawiał twarz ,ryjek szakali . Zauważyli,że się im przyglądam ,ale nic nie powiedzieli . Po kilku minutach zaczęło mi się nudzić ,ale usłyszałam krzyk Thalie spojrzałam w górę . Spadała ,a wraz z nią Percy już po nich . Na szczęście tym co mnie porwali  za chciało się ich ratować i złapali Thalie ,a Percy sam wylądował na nogach ,ale od razu ich pojmali o co tu kurde chodzi .Wsadzili nas do lochów .
-Co robimy ?-spytałam mając nadzieje ,że oni mają plan . Thalia wzruszyła tylko ramionami ,a Percy ich obserwował .
-To jest to .-powiedział -Szukamy serca Egiptu ,a jednym z najstarszych bogów jest Anubis ,oni są strażnikami.
-Skąd wiesz ?-spytałam .
Nic nie odpowiedział tylko razem z Thalią odwróciłyśmy się w  ich kierunku .Rzeczywiście strzegli posągu szakala . Anubis bóg śmierci ,piramida zagłady , strażnicy Chaosu układanka ułożona.
-Co robimy?- spytała Thalia.
Percy tylko spojrzał w dół i już zrozumieliśmy co chce zrobić .Tam była woda
Thalia 
Ten to ma pomysły . Ja wolę Ann już nigdy nie powiem ,że jej plan jest niebezpieczny . Mój kochany kuzyn wysadził kraty wodą ,a nam kazał wspiąć się na czubek piramidy mądre to nie jest na pewno dobrze ,że to piramida była budowana jak schody  . Ryzykowne ? Tak. Percy wysadził kraty wodą i znokautował kilku strażników nią ,a  my pobiegłyśmy do  ściany . Nie tak nie będzie  jestem córką Zeusa żaden syn Posejdona nie będzie mi rozkazywał . Wystrzeliłam jedną strzałę w stronę strażników ,celnie . Percy sprytnie unikał ich ataków , w końcu dotarł do posągu ,a Silena była już w połowie drogi ,ale jak tu wrócić ? Znowu pojawiła się wielka fala i zalała wszystko i mnie też przy o kazi  ,ale szybko pojawił się Percy i dogoniliśmy Silene . Ciekawe ile jeszcze zbiorników z woda moją w tej piramidzie . 
-No i co teraz ?-spytałam gdy strażnicy zaczęli się do nas zbliżać .
Co oni są nieśmiertelni czy tylu ich jest sama już nie wiem ?
-Schodzimy na dół i uciekamy .-odpowiedziała Silena . 
Oni wszyscy dzisiaj ogłupieli .Przecież my zdechniemy na tej pustyni ,a najszybciej Percy się usmaży .
Annabeth
Percy , Thalia i Silena wyruszyli jako pierwsi . Ja jeszcze raz poszłam do domku Ateny sprawdzić czy wszystko wzięłam .Ostatni raz rzuciłam na niego oko . w tedy zauważyłam ,że coś leży na moim łóżku . Liścik i pudełko  .
          Kochana Annabeth 
Nie jestem mistrzem pisania listów ,więc mi wybacz jeszcze go piszę na szybko . Kto by przypuszczał ,że tak to wszystko się skończy nie . Ostatnio ogólnie wszystko się woli . Wystarczy się tylko rozejrzeć . Chciałem ci tą bransoletkę dać na walentynki ,ale sama widzisz co się między nami teraz dzieje . Myślę ,że lepiej zakończyć to tu i teraz jako przyjaciele niż później jako wrogowie ,ale niech ta bransoletka ci o mnie przypomina . Ja o tobie będę zawsze pamiętać .
Twój Percy                              
     Czytając ten list łzy spływały mi po policzku . Szybko odtworzyłam pudełko była w nim srebrna bransoletko z niebieskim kryształem .  Wybiegłam z domku .  Nie mógł tego wcześniej zastawić , musiał to zrobić jakieś dwie minuty prze  de mną wbiegłam na arenę ,ale tam już czekała na mnie moja ekipa . Percy'ego już nie było ! Przeszłam przez portal bez rozmowy z moim byłym ukochanym chłopakiem .
***********************************************************************************
Akcja trochę się szybko dzieje nie ? No ,ale tak musi być . Nie bijcie za ten list. Jeszcze wszystko się wyjaśni . Tylko trzeba być cierpliwym . Kolejny za tydzień .
No to na tyle w tym tygodniu . Komentujcie i wyrażajcie swoją opinię :D

piątek, 5 września 2014

Rozdział 25,,Przepowiednia "

Clarisse
Minęło już dwa tygodnie odkąd  Tom przekazał mi złe wieści . Co temu leszczowi strzeliło  do głowy to ja nie wiem ,bo nikt nie chciał mi nic powiedzieć . Byłam właśnie w zbrojowni  gdy zobaczyłam ,że Percy idzie przez Pola truskawek  chyba ,że to Tom ,ale on by się nie podszywał pod Percy'ego gdyby nie było to ważne  . Szybko wybiegłam mu na przeciw oczywiście musiałam wziąć ze sobą swoją włócznie  . Na szczęście to był cały i zdrowy syn Posejdona . Nauczyłam się już ich rozpoznawać . Szczerze ulżyło mina jego widok . Ostatnio bogowie bardzo się niepokoją ,a zniknięcie Percy'ego uświadomiło mnie ,że jest coraz gorzej .
-Gdzieś ty się kurde szlajał ?-spytałam - Brakowało mi już wymówek .
-Dobra są ważniejsze sprawy -odpowiedział .
-Ta . Na przykład to ,że przejąłeś klątwę Chrisa za co ci dziękuje .-powiedziałam - I masz teraz swoją.
Percy chciał coś mi jeszcze powiedzieć ,ale w naszą stronę biegła już Annabeth , Zagrodziłam jej drogę moją włócznią . Nie żebym była o nią zazdrosna nic z tych rzeczy mnie podoba się ktoś inny i niestety nie jest nim Chris ,ale i tak go kocham ,ale on jest poraniony ,a ona z pewnością rzuciłaby mu się na szyję . Oboje spojrzeli na  mnie pytająco . A Ann z urazą .
-Clarisse ?-spytał Percy .
-Dobra ,ale tylko na chwilkę .-powiedziałam- zaraz wracam i chcę dostać jakąś twoją zabawkę .Może być ten miecz wiesz ,o który mi chodzi .
Udałam się do zbrojowni .Ta chłopak Sileny rzucił mi tylko pytające spojrzenie 
Percy
Wciąż wszystko mnie bolało ,ale miałem szczęście ,że żyję. Clarisse się o mnie martwi ,ale naprawdę   nie ma czym przecież żyje chodzę po tym świecie . Jeszcze sprawa z Ann mają Annabeth.
-To wszystko już w porządku ?-spytała nie wiedziałem  co odpowiedzieć ,bo nie wiem co Clarisse im nagadała  .
-No tak można powiedzieć .-odpowiedziałem .
-Słuchaj Net dla mnie nic nie znaczy .-powiedziała biorąc moje ręce -Liczysz się tylko ty tak było jest i będzie .
Nie chciałem jej odepchnąć  , ani nic tylko byłem lekko skołowany . Przecież ona  się z nim całowała ,ale w głębi serca wierzyłem ,że ona by mi tego nie zrobiła . Co ja mam jej powiedzieć .Mama by wiedziała .
-Percy chodź już !-krzyknęła Clarisse było to dla mnie wybawieniem. 
-Przepraszam  muszę iść .-powiedziałem ,a ona pocałowała mnie w policzek .
Clarisse stała przy zbrojowni i machała do mnie . Szybko do niej podbiegłem .
-To co się dzieje ?-spytała.
-Pani księżycu nie żyje i na razie nikt jej nie zastąpi jest z byt wielkie ryzyko.-powiedziałem -Wiesz gdzie jest ta dziewczyna ,którą Jack zabił ?
-Tak chodź za mną .-powiedziała -A co z nim ?
-Nie żyje .-powiedziałem bez żadnych emocji w głosie -Spoczywa w Gondorze na razie .
Clarisse poprowadziła do domku Apolla gdzie podobno ma być ta dziewczyna .
-Tylką bądź na kolacji -powiedziała Clarisse i odeszła rzeczywiście zbliżała się pora wieczorna . Wziąłem kilka wdechów na uspokojenie i wszedłem na szczęście w domku była tylko ona .
-Hej mogę zająć ci chwilkę ?-spytałem .
-Cześć !Tak jasne.-powiedziała odwracając się w moją stronę . Stałem wciąż przy drzwiach .
-Chciałem spytać jak się czujesz .-powiedziałem -Wiem ,ze Jack zadaje ciosy ,które nie zabijają ,ale boi .
-Dziękuję za troskę już lepiej .-powiedziała -Ale nie po to do mnie przyszedłeś . Widzę to .
No tak ona jest córką Apollo mogłem się tego spodziewać ,chociaż wiem ,ze to rzadki dar . I jak tu do tej rozmowy się zabrać .
-Jack już ci krzywdy nie zrobi . I weź to .-powiedziałem podając jej sztylet - Należał do Jacka, a pierw do jego siostry .
Zapadła głucha cisza ,ale dziewczyna wzięła sztylet ,obracała go przez chwile w dłoniach .
-Ale dlaczego mi go dajesz ?-spytała - I czemu ten Jack go nie ma ?
-Bo Jacka już nie ma .-powiedziałem -A sztylet przechodzi na ostatnią osobę ,która miała z nim kontak oczywiście prócz właściciela .
Przyglądała mu się tak jeszcze z zamyśloną miną .
-Zabiłeś go z naszego powodu ?-spytała .
-Nie ja . Nie miałbym odwagi zabić przyjaciela .-powiedziałem -Ale dawny Jack by jej za to podziękował . Nie jego winna ,że się zgubił .
-On zawsze będzie dla ciebie przyjacielem .-powiedziała- Zbierajmy się już do pawilonu jadalnego .
-Pomóc ci ?spytałem gdy zauważyłem ,ze jest lekko jeszcze osłabiona . 
-Nie dzięki .-odpowiedziała -Ty też ostatniego czasu cierpiałeś . 
Praktycznie całą drogę do stołówki przemilczeliśmy .Tylko gdy wszedłem do jadalni wszystkie rozmowy ucichły przyzwyczaiłem się już do tego .Bez słowa pomyślałem co chce zjeść złożyłem mojemu tacie ofiarę .
W pewnym momencie zawiał tak dobrze znany mi zimny wiatr ,a oczy Rachel rozświetliły na zielono 
dzieci Apollo odsunęły się od stołu . Dziewczyna ,której dałem sztylet stanęła blisko stołu Posejdona 
Relikwie trzeba odnaleźć skłóconych Bogów
Trzy grupy ,po trzy osoby wyruszą na misję by odnaleźć serca skłóconych rodów 
Zbliża się to co nieuniknione 
Serce ciemności zastanie odnalezione 
Kłamstwa i tajemnice wyjdą na jaw
Jak zwykle po wymówieniu przepowiedni panowała taka sama atmosfera . Przerwała ją niespodziewanie córka Apollo dziwne nie znam jej imienia muszę podpytać się Clarisse jak ma na imię . Bawiła się sztyletem i w pewnym momencie otworzyła funkcję miecza . Szczęście ,że zrobiłem unik ,bo by było po mnie .
-Ups Przepraszam.-powiedziała niewinnie gdy podnosiłem się z klęczków .
-Willow skąd masz taką zabawkę ?-spytał jeden z synów Aresa -Luke ci go dał?
-Tu się zdziwisz . Percy mi go dał.powiedziała pokazując na mnie - I należy do mnie z tego co zrozumiałam .
-Jackson ty obłudna świnio.-powiedziała Clarisse -Ja chce ten miecz ,o który cię proszę .
Boże co ja z nią mam i to ja sam się w to wpakowałem . 
-A ja chcę tą bransoletkę ,która kupiłeś Ann-powiedziała Thalia -Przecież już i tak nie jesteście razem ,a jest śliczna .
-Ej ja chce ją pierw zobaczyć -powiedziała Annabeth 
Baby co z nimi jest nie tak czy to ja jestem dziwny . Nie raczej one .
-Dobra tymi sprawami zajmiecie się później .-powiedziała Atena - Teraz są ważniejsze sprawy przepowiednia . To jasne ,że mają być Herosi rzymscy i greccy ,a co z resztą .
-Jeszcze Magowie Egipscy .-powiedziałem - I posłańcy bogów starej religii.
-No to mamy komplet .-powiedziała Clarisse . Percy wzywaj Cartera.
Wszyscy spojrzeli w naszą stronę  nie sądziłem ,że spotkam się z nim tak szybko . Ale coż lubię go wiec nie wiedze problemu .
-Carter .-powiedziałem ,a mój hieroglif się ukazał i zaświecił !
-A co z bogami starej religii ?-spytała Afrodyta -Przecież jesteśmy z nimi skłóceni .
-Ja mogę iść znam starą religie i jeszcze to Semeno.-powiedziałem podwijając rękaw bluzy ukazał się znak Bogów . Bogów starej religii ,ukazały się im złote runy .
**********************************************************************************I o to rozdział 25 coś dużo ostatnio tych rymów u mnie . Kolejny za tydzień . Jak się wam podoba ?Cieszcie się ,że go napisałam ,bo w ten weekend mam napisać jeszcze trzy rozdziały ,ale jest :D
Dziękuje za ponad 10 000 wyświetleń .
                                                                                      Radosna

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości