piątek, 31 października 2014

Rozdział 33 ,,Anioł"

Pod rozdziałem czeka na was bonus !

Annabeth
Rano obudziłam się leżąc na torsie Percy ‘ego . Od ostatniego czasu jak go widziałam bez  bluzki wyrzeźbił sobie bardziej mięśnie ,ale bez przesady . Mnie zastanawiały jego blizny przed tę  ich nie miał i o dziwo nie oślinił mnie przez tą noc . Dobra o nigdy tego nie robi jak śpię z nim . On od gania  o de mnie moje koszmary ,a ja jego .
-Mądralińska już wstała ?-spytał otwierając oczy –Zawsze musisz być prze de mną ?
-Ależ oczywiście wtedy nie byłabym sobą –powiedziałam śmiejąc się –Teraz wybacz muszę na chwilę cię opuścić .
Poszłam prosto do jego łazienki na szczęście zostawiłam tu moją szczoteczkę do zębów jak byłam tu ostatnio . W trakcie szczotkowania usłyszałam ,ze ktoś dzwoni do niego . Biedaczek musi zejść na dół ,bo tam została jego kurtka .Wcale mi go nie żal . Przynajmniej wstanie z łóżka ,a nie tylko ja . Po umyciu zębów i przemyciu twarzy wskoczyłam jeszcze do łóżka . Mojemu chłopakowi przedłużyła się rozmowa przez telefon . Jak wrócił do pokoju poszedł jeszcze  umyć zęby ,bo dobrze wie  ,że inaczej go nie pocałuje .
-Kto dzwonił ?-spytałam –Mamy przechlapane nie . Prawda ?
Powoli do mnie dochodziło co się wczoraj wydarzyło wcale tego nie żałowałam . Tylko trochę bałam się reakcji  mojej mamy ,bo tam o panią Jackson się nie martwię . Może tylko troszkę na nas na krzyczy , że nic jej nie powiedzieliśmy i opowie nam jakie to są konsekwencje .
-Mama.-powiedział wracając do mnie – O 10 mamy już być w obozie .
-To znaczy ,że mamy jeszcze godzinę dla siebie .-powiedziałam zbliżając się do mojego ukochanego . Składając na jego ustach namiętny pocałunek .
-Kiedyś mi opowiesz co ci się stało .-powiedziałam między przerwami w pocałunkach
Clarrisse
Całą noc przegadałam z Tomem na wet nie wiem kiedy usnęłam w jego ramionach . On też ,bo tak jak leżeliśmy wczoraj leżymy dzisiaj . Nie chciałam  się zbytnio wiercić ,żeby go nie obudzić ,a po za tym było mi wygodnie . Chociaż noc była zimna nie czułam tego .
-Ktoś wie ,że wyszłaś z obozu ?-spytał  nie otwierając oczu .
Pewnie jak mu powiem prawdę nie spodoba mu się ,ale chyba w głębi serca się ucieszył ,że do niego wpadłam o takiej późnej porze .
No wiesz .-zaczęłam –Wykorzystałam okazje ,że Percy ‘ego i Annabeth nie było .
-Na twoim miejscu pewnie zrobił  bym tak samo  zrobił.-powiedział –To mówisz ,że mój kuzynek zniknął z dziewczyną ,z którą się pokłócił . Oby się tylko nie pozabijali .
Spojrzałam mu w oczy miał identyczne jak  pani Jackson  czasami naprawdę się zastanawiam czy oni nie są braćmi .
-Zrobimy im niespodziankę .-powiedział-Ale przed tym zrobię ci śniadanie .
Wstał  ,a ja posmutniałam . Chciałam tylko leżeć w jego ramionach. Nachylił się do mnie jakby chciał mnie pocałować ,ale w ostatniej chwili się odsunął za to ja złapałam go za rękę i pociągnęłam do siebie . Tak ,że mogłam go pocałować .
Percy 
Wychodziliśmy już z domu gdy przed nami stanął Tom wraz z Clarissa .Annabeth o mało się nie przewróciła jak zobaczyła  mojego kuzyna . Nie mój koszmar właśnie się spełnił .
-Nie proszę nie mówcie tego.-powiedziałem .
-No cóż kuzynie . Z sercem się nigdy nie wygra .Zabierz ją też do obozu .-powiedział rzucając  mi kluczyki od auta .-Ja nie mogę jechać sam wiesz dlaczego ,ale na pewno tam wpadnę w najbliższym czasie .
Przedstawiłem Tom'owi  Annabeth , Jeszcze Clarisse się z nim pożegnała . Załamka mam La Ru w rodzinie  . Dziewczyny nie mogły powstrzymać śmiechu taką miałem minę . Dojadę do obozu i idę zaszyć się do domku.
-To wcale nie jest śmieszne .-powiedziałem gdy dojechaliśmy na  wzgórze .
-Też by się śmiał gdybyś widział swoją minę.-powiedziała Annabeth .
Bez słowa wyszedłem z auta . Po prostu je zostawiłem i poszedłem do domku nr 3 . Tam już czekała na mnie mama .
-Macie jej pilnować .-powiedziała -Postaram się to załatwić szybko .
-A ja to co .-uraził się tata  -Niewidzialny duszek Kacperek .
Sally
Za raz po tym jak Percy wrócił . Posejdon teleportował nas do Jake i Kate . Czemu mnie to spotyka obiecałam sobie ,że już nigdy się z nimi nie spotkam . Ale muszę ,bo oni sami by nie przyszli . Posejdon był w rozmiarze ludzkim ,a szkoda mógłby ich trochę postraszyć .Weszliśmy do zamku ligi cieni .Wcześniej należała do mojego brata ,ale wszystko się posypało  od śmierci Emmy .Wślizgnęliśmy się do sali gdzie przebywali nie postrzeżenie ,w ogóle tu było pusto ,a zazwyczaj było masę ludzi . O co się kłócili .
-Przepraszam-powiedział Posejdon zwracając na nas uwagę trójki osób . Była z nimi Gabrillela . Naszym widokiem byli zaskoczeni ,widocznie nie powiedziała im o naszej rozmowie .
-Co was tu sprowadza ?-spytał Jake wychodząc na wprost nas . Spojrzał na Posejdona.
-Amanda .-odpowiedział głos jeszcze miał spokojny - Jest u nas w Obozie i opowiedziała nam całą historie .
-Uprowadziliście moją córkę !-krzyknęła Kate . To było do niej podobne . Zawsze szybko się denerwowała ,a jak coś źle zrobiła odwracała winę w drugą stronę . Wkopując inną osobę w jej błąd . Miała na sobie zbroję dość podobnej do tej ,którą miałam 23 lata temu .
-Sama przyszła .-powiedziałam - Nie wiedziałam ,że byłabyś do tego zdolna  . Do zabrania czyjegoś dziecko. Tak robią tylko największe potwory .
-Nie znasz mnie !-krzyknęła -Nic o mnie nie wiesz . Nie wiesz dlaczego to zrobiłam ?
 -Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz . Byłaś moją najlepszą przyjaciółką !-teraz ja krzyczałam Posejdon ,Jake  oraz Gabi przyglądali się tej sytuacji -Daruj sobie . Nie chce słuchać twoich wyjaśnień . Dla mnie już nie żyjesz . Przyszliśmy wam tylko powiedzieć ,że Amanda zostaje w obozie.
Spojrzałam na Posejdona przyglądał mi się . Zawsze uważał ,że jestem miła i bezbronna . Nie umiem nikomu życzyć źle ,a tu takie zaskoczenie .
-To tylko tyle .-powiedział po chwili przerwy - I przepraszam za Sally zwykle się tak nie zachowuje . No ,ale sami widzicie jaka jest sytuacja . 
Spojrzałam na niego gniewnie . Wciąż nie mógł chyba uwierzyć ile jest we mnie nienawiści . Tak naprawdę coś we mnie dzisiaj pękło .
-Nie możecie nam zabrać dziecka .-powiedziała spokojniej już Kate .Ja już też troszkę się opanowałam .
-Możemy ,bo ona nie jest wasza . To po pierwsze .-powiedziałam -A po drugie od was uciekło .
Z oczu mojej przyjaciółki poleciały łzy ,ale ja już jej nie umiem współczuć . Nie zasługuje na litość i moje wybaczenie .Odwróciłam się i zmierzałam do wyjścia . Posejdon szybko mnie dogonił i teleportował blisko obozu .
-Nie musiałaś być dla niej taka ostra .-powiedział -Wiem skrzywdzili cię ,ale ona musiałam mieć jakiś powód nie . Mogłaś jej przy najmniej wysłuchać .
-Nie znasz jej Posejdonie -powiedziałam -Nie wiesz jaka jest naprawdę .
*********************************************************************************
W tym rozdziale ,więcej było Sally . Z racji tego ,że odegra w opowiadaniu dużą rolę . Większość myślała ,że będzie dużo KRWI ,a tu takie zaskoczenie nie ?  Temperamentu dodałam Sally . Błędy jutro poprawię ,a teraz przyszedł czas na spam .Już wiem jak pisać byś cie komentowali .
 Bonus
-Nie patrz tak na mnie też  byś tak wyglądała gdybyś była wariatką .-powiedziała blond włosa próbując rozluźnić atmosferę – Przyszłam ci ostrzec .Nim oni dowiedzą się o tej przepowiedni będzie za późno .
-O czym ty mówisz . –powiedziała przestraszona brunetka , przepowiedni nigdy nie wróżą nic dobrego .
Zło w śnie przewidziane
Zaatakują bogów dusze opętane
Przekażą wiadomość
Zadrży starożytność
Serce syna Posejdona ucichnie
Może go uratować tylko miłości odebranie

Jeśli jesteście ciekawi tej historii zapraszam na http://wszystko-i-nic-by-radosna.blogspot.com/
Blog będzie zbiorowiskiem historii więc możecie się  spodziewać tam dziwnych historii jak i zaskakujących wydarzań .
I jeszcze  tego  http://thalia-gracee.blogspot.com/
                                                                                                                 Radosna

piątek, 24 października 2014

Rozdział 32,, Randka"

Wszyscy stracili nadzieję i się z tym pogodzili ,lecz ona w najmniej oczekiwanym  napisała To . Zapraszam do czytania !!!
Percy
Fajnie ,że Amanda jest moją siostrą . Trytonowi się to trochę nie podoba ,bo jest jedyną córką Posejdona co oznacza ,że będzie jego oczkiem w głowie . Zazdrośnik jeden . Ja mam dużą rodzinę ,dlatego ,że mama ma dużo znajomych i są dla nas jak rodzina ,więc można powiedzieć ,że mam już trzecią siostrę ,ale ona nigdy nie będzie drugą .Mama powiedziała mi co zamierza zrobić . Wybłagałem ją ,ze by poczekała z tym jeszcze dwa dni . A jak się dowiedziałem o Clarisse i Tomie to mi szczena opadła . Na szczęście już od pięciu godzin byliśmy w obozie ,więc mogłem spokojnie iść przed kolacją pogadać z Chrisem .Właśnie miałem wchodzić do pawilonu jadalnego gdy ktoś mnie przewrócił i usiadł na mnie .Zobaczyłem tylko blond włosy i szare oczy i już wiedziałem kto to .
-Znowu to samo ?-spytałem rozbawiony tą sytuacją .
-W pewnym sensie odpowiedziała . Nie rób mi tego więcej!-powiedziała -I nie ładnie zostawiać list w moim domku .
Chciałem jej odpowiedzieć wyjaśnić ,ale już zatopiła swoje usta w  moich . Pachniała malinami. 
Annabeth
Przez dłuższą chwilę się całowaliśmy na leżącą ,ale uznałam ,że lepiej nie ryzykować gniewem mojej mamy wstałam z Percy'ego .  On zaraz się podniósł .Nic nie powiedział ,ani nie zrobił tylko patrzał na mnie jakby się zastanawiał co ma w tej sytuacji zrobić. Postanowiłam mu to ujawnić . Przycisnęłam usta do  jego usta jeszcze mocniej trzymając go za kark ,bo w pierwszej chwili starał się odsunąć . Potem już nie chciał mnie puścić jedną ręką przytrzymał mi  twarz ,a drugą rękę położył na plecach . Niestety ten jak ,że cudowny pocałunek musieliśmy przerwać ,gdyż zbliżali się już obozowicz,oraz bogowie .Weszliśmy do stołówki trzymając się za ręce . Usiadłam przy stole ,W cale jeszcze nie było tak dużo obozowiczów . Percy jeszcze podszedł do Chrisa .
-Co ci strzeliło do tej głowy?- spytał Percy .
-Nie wiedziałem ,że ona to widzi .-tłumaczył się Chris-A w ogóle od dłuższego czasu nam się nie układało .
Nie mogli dalej kontynuować rozmowy ,ponieważ w pawilonie robiło się tłoczno  . Mój chłopak rzucił mi jeszcze uśmiech po czym dołączył do rodziny . Amanda jeszcze nie miała obozowej koszulki . Ciekawe dlaczego pani Jackson była tak wstrząśnięta i zszokowana . Kolacja ciągnęła się niemiło siernie długo . 
Chciałam jeszcze z Percy', dzisiaj pogadać wszystko wyjaśnić na spokojnie ,ale bogowie ogłosili ,że dzisiaj odbędzie się ognisko  na plaży . Muszę go dorwać przed nim .
Prze kilka minut go szukałam ,ale później zauważyłam ,że stoi przy boisku do siatkówki z Thalią . Szczęście ,że posłuchał się rady mamy i Sielna dochodzi do siebie gdzieś tam .
-Wybierasz się na ognisko?-spytałam podchodząc do niego gdy Thalia odeszła .
-No jasne .-powiedział -Moja siostra będzie w tedy uznana przez mojego tatę.
Nagle centymetry nas dzielące się zmniejszyły ,aż w końcu nasze usta się spotkały jak zwykle mój chłopak pachniał oceaniczną bryzą .Zaplątałam moją dłoń w jego włosy . Nie przestaliśmy się całować nawet jak grupka młodych herosów zaczęła nam się przyglądać z rozdziawionymi buziami . O dziwo nie mieliśmy naszych obozowych koszulek . Tylko zwyczajne  ubranie . Z nie chęcią odsunęliśmy się od siebie ,wiedząc ,że jak za chwile nie wyjdziemy Atena po nas wyślę Cerbera .
-Brakowało mi tego .-wyznał Percy .
-Nawet nie wiesz jak bardzo .-szepnęłam mu do ucha - Na prawdę musimy iść na to ognisko.

-Naprawdę aż tak ci się nie chce iść na to ognisko –spytał .
-Tak .-powiedziałam robiąc słodką minkę co mi się nie zdarza dość często . Muszę dawać przykład przecież jestem córką Ateny .
-Dobra to choć .-powiedział i pociągnął mnie w stronę lasu za rękę . Kilka minut szliśmy nim doszliśmy do miejsca.
W lesie nie daleko obozu stał motor czarny . Trzeba powiedzieć robił wrażenie ,ale skąd on się tam znalazł .
-To co chcesz jechać ?-spytał Percy –Kino ?Lodowisko ?
-Chce być tylko z tobą sam na sam .-powiedziałam co pewnie głupio zabrzmiało. Oblałam się rumiencami . Percy się tylko do mnie uśmiechnął .
-Załóż kask .-powiedział gdy wsiadał na motor .Wykonałam grzecznie jego polecenie ,bo jeszcze by się rozmyślił .
Chwilka minęła za nim wyjechaliśmy z lasu ,,maszyną ‘’ ,ale później  już tylko uliami New Yorku i byliśmy już u Percy’ego szkoda ,że nie mógł jechać szybciej i myśli to córka Ateny .
Zaparkował motor przed swoim domem i powoli otwierał dom ,a we mnie emocje ,aż wrzały . Wszystko buzowało . Co się ze mną dzieje ?
Percy był tak słodki ,że mnie przepuścił przodem  ,zamykając za nami drzwi . Chciałam mu tyle rzeczy powiedzieć ,ale nie wiedziałam od  czego zacząć ,więc tylko rzuciłam się mu na szyję on objął mnie w tali  . Moje nogi zacisnęły mu się w okół  bioder . Zaczęłam go całować . Już na schodach pozbyłam się jego kurtki i bluzki . Szczęście ,że gdy się przeprowadzili z bloku do  domu . Pani Jackson kupiła duże łóżko .Delikatnie mnie na nim położył i zaczął mnie obsypywać pocałunkami .  Po chwili i mojej bluzki nie było wylądowała na podłodze .Zapowiedała się przyjemna noc.
Clarisse
Zastanawiałam się nad tym od kąd wróciłam do Obozu . Czy Tom mówił prawdę nie dawało mi to spokju . A skoro Jackson i Chase nie pojawili się  na ognisku postanowiłam zrobić to sam. Nie przeszkadza mi to ,że będę musiala iść pieszo jestem córką Aresa . W New Yorku byłam o 21:30 postanowiłam zamówić taksówkę ,bo przdemną była długa jeszcze droga . W końcu dojechałam do jego dzielnicy . Zapukałam niepewnie . Nikt  nie otwierał pewnie już śpi .  Już stałam przy schodach gdy drzwi się otworzyły .Wstanął w nich on i wtedy zrozumiałam ,że dobrze postąpiłam .Podeszłam do niego i go pocałowałam .Zawsze myślałam ,że to Chris będzie  miłością mojego życia ,ale gdy poznałam Toma wszystko się zmeniło.
*********************************************************************************
Radosna jednak umie pisać Radosne rozdziału  . O tak . Pewnie spowodowany jest tym ,że wyszła ,, Krew Olimpu'' Przepraszam błędy jutro poprawię .
Radosna 

piątek, 17 października 2014

Rozdział 31 ,, Welkie wejście"

Thalia
On zgłupiał  każe nam skakać ,ale miał racje Strażnicy się do nas zbliżali . Ja jestem córką Zeusa i boję się latać ,oraz wysokości . Nienawidzę go dobrze o tym wiedział . Tylko się nie połamać jasne on sobie mówić może .
-Żartujesz ?-spytała jeszcze raz Silena.
-Nie macie skoczyć dosłownie.-powiedział z iskrami determinacji z oczach -Macie sunąć po tej powierzchni jak na desce snowboordowej lub fali .
Na znak tego co mówił pierwszy zjechał sobie z piramidy i nic nie sobie nie zrobił ,może tylko trochę zdarł buty . Później była Silena udało jej się tylko do połowu . Percy ją musiałam łapać na dole . Teraz moja kolej . Thalia spokojnie to nic takiego uspokajałam samą siebie. Raz kozi śmierć . Przez chwile się  mi nawet dobrze mi nawet na początku  szło ,ale później zaczęłam się chwiać,ale na szczęście nie upadłam . Percy złapał mnie na dole ,ale długo nie mogliśmy rozmawiać w ogóle nie mogliśmy rozmawiać ,bo już gonili nas ci Egipcjanie . No to po nas dziękuje ci Jackson za tak wspaniałomyślny plan .Cholera jeszcze przywołali skorpiony . 
W pewnym momencie usłyszeliśmy cichy jęk Sileny .Odwróciliśmy się jeden z skorpionów wbił jej kolec jadowy w plecy . Wywołałam burzę ,a co tylko Jackson ma się bawić mocami ,o nie Zagrodziłam im dojście do Sileny wtedy Percy wepchnął mi posążek i pobiegł po córkę Afrodyty .
Wziął ją na ręce i od razu podbiegł do mnie . Nie mogłam już dłużej trzymać ich z dala od nas  . Nie mam już siły . Jakby mi coś wstrzyknęli jak mnie złapali .
-Nie damy rady im uciec!-krzyknęłam w tedy on spojrzał za siebie .
-Thalia wytworzyłaś burzę piaskową ?-spytałem .
-Nic takiego nie zrobiłam .-powiedziałam -Nie mam już siły .
Percy 
Jak to Thalia nie ma już siły . Spojrzałem na nią ledwie trzymała się na nogach strasznie się pociła . To przegrana walka z tego miejsca nie da się uciec . Jak na zbawienie przed nami pojawił się rydwan zaprzężony w szakale . Spojrzałem na Thalie była blada jak śmierć ,jakby ten rydwan był naszą ostatnia deską ratunku  .Nie mieliśmy wyboru musieliśmy zareagować . Weszliśmy na rydwan , ja wciąż trzymałem Silene ,a Thalia posążek . I szakale ruszyły .
-Percy one nie dolecą na czas do obozu .-powiedziała Thalia -Przejmij kontrolę i zabierz ją szybko do elfów
Moja przyjaciółka była wycieńczona zaryzykowałem ,ale czy uda nam się nie wiem ?
Luke 
Nagle wszystko zaczęło się walić . Ludzie zaczęli uciekać w panice nie patrząc na nic i nikogo ,a ja musiałem uważać ,żeby nie zgubić Reyny i Cartera ,bo nie uda mi się samemu .W grupie siła .Erupcja wulkanu zaczęła się dość szybko ,lewa w szybkim tempie pochłaniała miasto . Z minuty na minute moja nadzieja gasła . Mam nadzieję tylko ,że innym się udało ,bo my mamy marne szanse na przeżycie . Reyna i Carter to zauważyli .
-My tutaj zginiemy  !-krzyknął Carter.
-Wreszcie coś sensownego powiedziałeś .-odpowiedziała Reyna -Miło było poznać .
W tym momencie lawa nas dogoniła najpierw pochłonęła Cartera ,a później mnie,a na końcu Reyna  . Przez chwilę czułem ból .Całe moje ciało płonęło . Kocham cię Willow !!!
Annabeth
W naszą stronę zmierzała wielka fala .W tym momencie zrozumiałam co miała na myśli ta nimfa. Przed żywiołem nie ma ucieczki to koniec .Cała misja poszła na marne . Nawet jeśli innym się udało potrzeba trzech artefaktów .
Woda nas pochłonęła nie broniliśmy się przed tym ,bo to na nic. Nawet miłość Percy'ego mnie teraz nie obroni . On nie żyje w tych czasach .Przez chwile udawało nam się złapać powietrze ,ale później coraz ciężej było złapać powietrze . Teraz wiem jak się czuje ryba w czasie wyławiania .
Clarrise
Pora wracać do obozu . Już jestem w drodze .Tom mnie odwiezie pod granice . Fajnie mi się z nim rozmawiało przez ostatnie dwa dni. Potrzebowałam dystansu od mojego domu od otaczających mnie tam ludzi .
-Wiesz gdzie mnie znaleźć gdybyś potrzebowała jeszcze pomocy .-powiedział gdy wysiadałam z auta .
-Tak wiem.-powiedziałam śmiejąc się -Do zobaczenie .
Udałam się prosto na arenę mając nadzieje ,że tam znajdę Chrisa . Nie było go tam zamiast niego była tam wielka trójka i pani Jackson oraz dziewczyna bardzo podobna do Percy'ego .
Miałam już odejść gdy otworzyły się dwa portale ,z których wypłynęli Beckendorf , rodzeństwo Kene , Reyna i Annabeth . A gdzie w tym wszystkim grupa Percy'ego . No nic wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki . Bogowie dali im ręczniki .
-A gdzie Percy i dziewczynki?-spytała pani Jackson jak zwykle zatroskana .
-Trzeba przyjąć ,że .....-zaczął Zeus .
-Nie waż się tego powiedzieć .-przerwała mu mama Percy'ego -Hadesie wyczuwasz im w swoim królestwie.
Ona to zawsze ma jakiś pomysł . Pewnie już jej mózg wymyśla milion powodów dlaczego ich portal się nie otworzył .
-Nie .-powiedział pan umarłych -Tylko córka Afrodyty jest bardzo osłabiona.
Trochę wszystkim ulżyło ,ale oby Silenie nic nie było Beckendorf się spiął bardzo mu zależało na córce Afrodyty . Tak jak i mi była moją siostrą .
Kilka minut tam jeszcze postanowiliśmy powstać . Grupy przekazały artefakty bogom . Gdy zaczynaliśmy się zbierać . Zauważyłam czarnego pegaza nadlatującego w naszą stronę . Lecz na pegazie były tylko dwie osoby .  Był tylko Percy i Thalia .
- Co się stało ?-spytała Annabeth gdy wylądowali . Opowiedzieli nam całą historie .
-I tak o to mamusi wykorzystałem twoją cenną radę.-powiedział kończąc- O hej Amando co tu robisz ?
-Jest twoją siostrą .-powiedział Zeus .
Po prostu nie  wiem co o tym wszystkim myśleć , powiedzieć  .Ta rodzina ma dużo tajemnic . Inni byli w szoku .
**********************************************************************************
Rozdział 31 melduje się . Wiem krótki ,ale mam co do tej historii inne plany ,dlatego musiałam go troszkę skrócić . Jak tam w szkole ? Stosik książek na biurku ? Kolejny jak zwykle za tydzień . Jeszcze tylko 5 dni do ,, Krwi Olimpu ''
Radosna 

piątek, 10 października 2014

Rozdział 30 ,, Siostra "

Sally 
Rano następnego dnia . Posejdon chciał mi wszystko wytłumaczyć i oprowadzić,ale w końcu zrobiła to Amfitryta ,która ostatnio często u nas bywała jeszcze przed tym jak wyjechałam .
-To znowu cię Steve uratował .-powiedziała nie chciało jej się mi wszystkiego wyjaśniać wolała pogadać nie poplotkować -Ares jest wściekły .
-Wiem widziałam wczoraj .-powiedziałam -Miałam nadzieję ,że mu do dzisiaj przejdzie .
-Żartujesz.-powiedziała-Jest ogłoszony bogiem wojny . Nigdy nie może zawieść . Jeszcze cię uratował śmiertelnik .
-A tu moja droga  Amfitryto miałaś ją wprowadzić.-powiedział Ares ,a my odwróciłyśmy się w jego stronę -A nie zdawać relacje z narady .
Amfitryta tylko wzruszyła ramionami  miała coś powiedzieć ,ale koło nas pojawił się Posejdon . Z czego Ares się ucieszył .
-Fajnie ,że się dogadujecie ,ale ona musi wiedzieć co robić w danej sytuacji .-powiedział Posejdon .
-Ale ona nic nie musi robić .-powiedziała Amfitryta -Tylko uciekać ,bo ją zawsze uratuje Steve . 
Uśmiechnęła się do męża cwaniacko , na co on przeniósł wzrok na mnie . Miałam szczęście . Przyszedł SmS  od May ,, Nowa przepowiednia .Wpadnij do mnie na herbatę" .Znowu !  Z przyjemnością się wybiorę na herbatę tylko wydaje mi się ,że tym chciała mi polepszyć samo poczucie .
-Posejdonie za niedługo wrócę .-powiedziałam i już zmierzałam do wyjścia z obozu .
-Nie wyjdziesz nigdzie z obozu bez ochrony .-powiedział . Aresie pójdziesz z nią .
-A ni mi się śni .-powiedział i odszedł .
-Amfitryto ?-spytał z nadzieją .
-Przykro mi nie mogę . Mam zajęcia.-powiedziała -Inni bogowie też . Tylko ty i Ares macie wolne .
Posejdon spojrzał na mnie ,a mi mina zrzedła ,bo zdałam sobie sprawę ,że zobaczy May z świetle dnia . Zobaczy jej runy . No to po nas . Panika we mnie narosła ,bo wiem ,że to będzie moja winna .
-Ale nie róbcie sobie problemu . Mogę iść później ,a najlepiej sama .-powiedziałam starając się by mój głos brzmiał pewnie . Pewnie nie brzmiał ,bo Posejdon podszedł do mnie i przeczytał SmS .
-Tak jasne .Idziemy teraz .-powiedział przyjmując wielkość  człowieka - Chyba nie karzesz jej czekać ? Musimy niestety chyba normalnym pojazdem śmiertelników ,bo Zeus uważa ,że nie powinniśmy rzucać się w oczy potwory są wszędzie i czuwają .

Posejdon 
Sally właśnie zapinała pasy ,a ja odpalałem silnik gdy biegł w naszą  syn Hermesa . Postanowiliśmy na niego poczekać może to ważne .
-Chodźcie szybko do jadalni .-powiedział chłopak.
Nie chciałem tam iść ,bo wiedziałem ,że jak May Castellan przewiduje nie wróży to dobrze . No cóż ,ale nie było innego wyjścia .
-Co się dzieje ?-spytałem wchodząc do pawilonu . Moi bracia się rozsunęli  ,a nam ukazała się dziewczyna podobna do Percy 'ego .
Sally po prostu zemdlała . Upadła by na ziemię gdybym jej nie złapał . Dla niej to pewnie duży szok ,ale Percy chyba o tej dziewczynie wspominał.
-Amanda Destiny tak ?-spytałem -Percy i Annabeth o tobie wspominali .
-To miło.To może ja ten uzasadnię czemu się tu pojawiłam  .-powiedziała no co ja jej dałem znak by mówiła a Sally położyłem na  ławce .
-To tak jak zapewne pan już wie byłam z Percy'm i Annabeth u Pani śmierci .-zaczęła mój brat prychnął -I ona mi pokazała przeszłość . Jej przeszłość .
Słuchałem tego wszystkiego zaciekawienie opowiedziała nam wszystko do końca. Gdy doszła do momentu tej wizji Apollo jej przerwał ,
-Pozwól ,że zajrzę teraz do twojego umysłu -powiedział Apollo -Chcemy mieć pewność ,że mówisz prawdę.
Kilka minut tam szperał . Po czym odstawił ręce od jej głowy . I spojrzał na mnie dając znak ,że mówiła  prawdę .
-Zostań z nią .-powiedziałem do dziewczyny by pilnowała Sally .
Za chwilę się do wiem jak to się stało ,że Sally nie wiedziała ,że ma córkę . Przez to nie pojechaliśmy do May . Co się tu  dzieje czuję ?
Amanda
Zostałam sam na sam z moją prawdziwą  mamą była dość młoda i ładna jak na swój wiek . Podobno dużo przeszła .  Mam nadzieję ,że ja też będę wyglądać w jej wieku . W pewnym momencie do pomieszczenia wszedł mój wujek .
-Amando co tu robisz ?-spytał zaniepokojony moim przybyciem tu ,więc opowiedziałam mu całą historie .
-Wracaj do rodziców już !-powiedział gdy opowiedziałam mu całą historie .
Nawet nie zauważył kiedy Sally się obudziła przysłuchiwała  się tylko całej rozmowie z za interesowaniem .
-Myślisz ,że Emma by ci to wybaczyła ?-spytała w końcu .
-Emma kochana o tym wiedziała i popierała ten romans .-powiedział -A teraz wybacz obowiązki i nie myśl ,że mi pasuje przebywanie z tobą .
-Mam podobnie .-powiedziała po czym  bez słowa wyjaśnienia wyszła z pomieszczenia . Poszłam za nią .
-Gdzie pani idzie ?-spytałam .
-Do jedynej osoby ,która powie mi prawdę .-odpowiedziała i przeszła prze barierę . Chciałem za nią pójść ,ale nie mogłam . Choć bardzo chciałam za nią pójść . Oby nie poszła  do moich rodziców ,bo tu wpadną jak burza .Po kilku minutach bogowie mnie znaleźli .
-Oby nie zrobiła nic głupiego -powiedział jeden z bogów -Posejdonie do domku z nią .
Sally
Nie mogę iść do miasta pieszo . Nie dam rady ,ale musiałam wyjść z obozu . Za raz by przyszedł Posejdon i zabronił iść ,a ja wcale nie wybieram się do jej rodziców .Tylko jak tu dojść do tego miasta . Kto by mnie mógł wziąć do miasta ? Steve ! Szybko wybrałam do niego numer . Zgodził się po mnie podjechać bez wyjaśnień . Wyszłam mu na przeciw . Nie mogłam czekać na niego tam gdzie chciałam ,bo by mnie złapali . Wiec Steve był przy mnie już po 10 minutach .
-Mogę wiedzieć co się dzieje czy nie ?-spytał gdy wsiadałam .
-Moje życie jest nienormalne .-odpowiedziałam .
I więcej już nic nie powiedziałam do póki nie dojechaliśmy do wyznaczonego prze ze mnie miejsca.
Skorpion w obozie to nie wróży nic dobrego dla mnie . Zawsze wolałby ,żebym to ja w tedy zginęła ,a nie Emma ,ale to on się przyczynił do jej  śmierci . Tego już nie pamięta ,woli obwiniać wszystkich tylko nie siebie prawdziwego winowajcy . To ja opiekowałam się jego synem .
-Hej Sally dojechaliśmy.-powiedział Steve machając mi ręką przed oczami ręką -Poczekać tu na ciebie .
-Nie dzięki raczej dam radę .-powiedziałam zamykając drzwi -Dziękuje .
Teraz stałam przed małym domkiem rodzinnym. Światła się świeciły .Kilka razy przed drzwiami chciałam odejść,ale w końcu zapukałam . Otworzyła mi blond włosa kobieta .Mój widok jej nie zaskoczył .
-Hej Sally .-powiedziała -Wejdź tutaj nie będziemy rozmawiać .
Weszła do środka ,a ona poprowadziła mnie do salonu . Wydaje mi się ,ze jest sama w domu ,ale z nami to nigdy nic nie wiadomo .Mam dość tych chorych tajemnic. Chce poznać prawdę .
-Wiem poco przyszłaś .-powiedziała Gabriell -Już dawno im radziłam żeby powiedzieli ci prawdę .
-To chociaż ty mi ją powiedz .-powiedziałam -Kłamstwo boli za każdym razem gdy je sobie przypominamy . Prawda tylko raz .
-To krótka historia .-powiedziała -Zapewne pamiętasz ,że przyszli do ciebie w dniu porodu . By powiedzieć ci całą prawdę o ich związku . Nie zdążyli ,bo tym zemdlałaś . Pierw wezwali mnie ,bo bali się ,że karetka nie dojedzie na czas . Przyjęłam Amandę . Percy'ego już lekarze . Wiesz w tedy jeszcze nie było dobrych USG nie wiem czemu jej nie wykryło ,a może dlatego ,że była dzieckiem boga . Naprawdę ja i  Jake chcieliśmy ci  oddać ,ale Kate z nią z nikło wróciła dopiero po pół roku . W tedy kiedy zniknęłaś bez śladu .
Zapadła cisza .Dopiero teraz zauważyłam jej torbę i przyszykowaną broń .Telefon podczas tego spotkanie nie przestawał wibrować widocznie jej do m też był chroniony i nie mogli mnie namierzyć.Zauważyła ,że przyglądam się jej torbie .
-Wyjeżdżam każdy grupuje teraz swoje siły .powiedziała - Chciałabym dołączyć do Aragorna ,ale siostra uzna to za zdradę . Szykuje się wojna Sally'eno o,której nam się nie śniło .
Od tak dawna nie słyszałam mojego bojowego imienia .
-A teraz jeśli pozwolisz. -powiedziała- Zabiorę cię do obozu .
Nie czekając na moją odpowiedź teleportowała mnie i siebie na  wzgórza herosów .Jeszcze tylko spojrzałyśmy na siebie i znikła . Szybko pobiegłam do pawilonu jadalnego. Wszyscy tam byli . Gdy mnie zauważyli widocznie im ulżyło 
- Sally kurde gdzieś ty była... -zaczął Ares ,ale  wszedł mu w słowo Skorpion
-Sally nie byłaś jeszcze u nich .-powiedział -Po coś ty w ogóle uciekła oni tam siedzą i na ciebie czekaj.
-Wcale się nie dziwie ,że i powiedziałeś.-powiedziałam .-Posejdonie musimy z nimi pogadać z chęcią bym się do nich do końca życia nie odezwała ,ale muszę .
-Poczekajmy na Persy'ego. powiedziała Amfitryta,która z nie dowierzaniem wpatrywała się w dziewczynę jakby była duchem -Ktoś musi jej pilnować .
-Gdzie moja córka ?-spytał Ares .
Narrator
W tym całym zamieszaniu Posejdon i Sally zapomnieli o przepowiedni dość ważnej .Od nią zależą losy ich bliskich . W tym czasie Clarisse La Ru świetnie bawi się  z kuzynem Jacksona . Znowu czuje ,że żyje i chyba zaufała tym razem dobrej osobie .
***********************************************************************************
I rozdział 30 jest . Za dziesięć rozdziałów będzie koniec serii ;( Jak ten  czas szybko leci ,a nie tak dawno założyłam tego bloga . No nic jak widzicie ja o nikim nie zapominam . Amanda stara znajoma Percy i Annabeth . Początku nie mieli udanego ,ale okazało się ,że są rodziną . Kolejny za tydzień .
Radosna



piątek, 3 października 2014

Rozdział 29 ,, Ocean "

Sadie
Fajnie mi się trafiło idę z Annabeth . Przeszliśmy przez portal zaraz za resztą ciekawe gdzie ich wysadziło nas na  blisko plaży ,a dokładnie na wzgórzu  wystarczy zejść i jesteśmy na ciepłym piasku w starożytnej Grecji . Mi się nawet ten wariant podoba poznam nową kulturę ,a nie tylko ten Egipt i upały . 
-Myślałem ,że serce bogów Greckich powinno znajdować się na Olimpie.-powiedział Beckendorf . 
 Zapamiętałam jego nazwisko ,ale dziwie się ,że tylko jedna osoba w obozie mówi do niego po imieniu ,a reszta po nazwisku .
-Ja mało się znam na waszej kulturze.-powiedziała-Ale Olimp to jedyne z czym mi się kojarzą bogowie Greccy .
-Tak ,ale nie bez powodu się tu znaleźliśmy.-powiedziała Annabeth .
-To może przejdziemy się po tej plaży?-zaproponowałam -Może  na coś natrafimy .
Wszyscy się zgodzili ,a ja dopiero teraz zauważyłam ,że mamy na sobie inne stroje . My z Ann mamy białe sukienki ,a Charlie togę . Zejście z tego wzgórza zajęło nam zaledwie porę minut . Szliśmy brzegiem morza ,rozglądaliśmy się i nic . Po co my tu jesteśmy ? Widać było ,że na tą część plaży nikt praktycznie nie zagląda ,a ni się nie zbliżą  ,o co tu chodzi w takim razie ? Może tu jest jakaś pułapka . W każdy razie każda opcja jest możliwa .
-Ciekawe jak sobie radzą inni ?-spytał Beckendorf .
-Mam nadzieję ,że lepiej od nas .-powiedziałam . 
Annabeth chyba się wyłączyła ,bo nie zwracała na nic uwagi . To dobrze ,bo ja na pewno nie wiem ,o co tu chodzi . 
-,, Wyruszą by odnaleźć serca skłóconych rodów " -zaczęła recytować Annabeth - Może tu nie chodzi o coś związanego z Bogami Greckimi . Może ty chodzi tylko o jednego .
-Posejdona .-powiedział Beckendorf .
Spojrzeliśmy na morza  Tam musi być jakaś wskazówka ,albo nawet i relikwia .Tylko ,że teraz jest prawie noc było by ryzykownie teraz wchodzić do wody .
-Woda , morza .-powiedziała -Posejdon jest najbardziej przyjaznym bogiem ze wszystkich .
-Nie idziemy teraz prawda?-spytałam .
-A czemu nie .-powiedział .
-Po pierwsze nie wiemy jaka jest głębokość .-powiedziałam -Po drugie mogą tam grasować jakieś morskie potwory . Po trzecie w dzień będzie lepsza widoczność .
-Beckendorf wygrała- powiedziała Annnabeth- Czas rozpalić ogniska .
Charlie
Musiałem zgodzić się z Sadie ,o tej porze schodzić do morza jest to ryzykowne . Zwłaszcza ,że w tych czasach potwory morskie były o wiele potężniejsze. Jakoś nie byliśmy głodni woleliśmy  zostawić sobie jedzenie na jutro rano . Pływanie w morzu potrafi wykończyć. Mam nadzieję ,że Silenie nic nie będzie . Nie wiem może jestem nad opiekuńczym chłopakiem ,ale martwię się o nią . Ona się ucieszyła jak ją bogowie wybrali , ja niestety nie .Wolał bym ,żeby była bezpieczna w obozie . Dość szybko się położyliśmy się spać . A Silenie na pewno nic nie będzie jest z nią Percy . Następnego dnia zjedliśmy śniadanie  . Przeczekaliśmy chwile i dopiero weszliśmy do wody . Boje się ,że nam się nie uda zejść na  wystarczalną głębokość. Z początku wiedzieliśmy tylko ryby . Później nad płynęły Syreny i zaczęły nas  atakować . Wyciąłem miecz,ale to jest na marne ,bo nie mam skrzeli ,a Sadie nie mogła rysować hieroglifów . Syreny wycofały nas oboje na ląd ,ale Annabeth nie wypływała .
Annabeth
Tu było zbyt spokojnie ,dlatego pojawiły się Syreny . Charlie i Sadie wypłynęli na powierzchnie ,bo nie mieli innego wyboru ,a mnie za to mieszkańcy morscy umieścili w bańce powietrza i zabrali na dno .
Zabrali mnie do podwodnego miasta . Zatopionego miasta . Atlantydy ! Przepłynęliśmy przez łuk vna ,którym znajdował się figurka trójzębu  ,a nad nim był piorun to wszystko było zrobione ze złota .
-Witaj córka Ateny jestem nimfa pałacowa.-powiedziała kobieta .
-Witaj .-powiedziałam nie pewnie-Skąd wiesz kim jestem .
-To się nie liczy ,lecz wiem ,czego szukasz .-powiedziała - Wiesz dlaczego już zatonęliśmy
Dobro jeśli ona uważa ,ze po zamienieniu ze mną paru słów zrozumiem dlaczego ich kraina zatonęła to się grubo myli .
-Bierz serce oceanu i uciekaj z tond nim będzie dla was za  późno .-powiedziała wręczając mi ten sam posąg ,któremu się przyglądałam .I znowu płynęłam  w tej bance tylko ,że w stronę plaży i z sercem bogów greckich . Co miała na myśli ta nimfa,, Teraz już wiesz jak zatonęliśmy. Atlantyda kiedyś była miejscem gdzie ludzie i morskie stworzenia mogły razem żyć .Na  brzegu czekali na mnie przyjaciele.
-Czemu tylko ty mogłaś tam płynąć ?-spytała Sadie - Z chęcią bym to miasto zobaczyła .
-Ja nawet nie wpłynęłam .-powiedziała - Chodźmy już na wzgórze musimy stąd jakoś się wydostać .
Sadie jeszcze nie wyszła ,Beckendorf też tylko ja byłam sucha . Wspinaliśmy się w spokoju do czasu ,aż się nie odezwał syn Hefajstosa .
-My nie mogliśmy tam płynąć ,bo nas nie kocha Percy .-powiedział .
-W sumie racja .-odpowiedziała Sadie -Syn Posejdona po raz trzeci musi ratować ten świat z oddaną córką Ateny .
Wywróciłam tylko oczami na szczęście oni tego nie widzieli . Czemu to życie jest takie pokręcone ? Czemu to wszystko spotyka akurat nas ? Ale wszyscy mają problemy tylko je ukrywają ,albo my ich nie dostrzegamy .
-Nareszcie szczyt!-krzyknęła Sadie szczęśliwa ,że to koniec wspinaczki ,a serce leży w plecaku Beckendorfa
-Nie ciesz się tak .-powiedział chłopak wskazując na coś za nami .
Odwróciłam się w naszą stronę zmierzała wielka fala . Nie mamy  szans uciec . Z żywiołem nie da się walczyć .
***********************************************************************************
Rozdział 29 się kłania . Nie mam już  siły sprawdzić błędów ,więc wybaczcie poprawię jutro . Kolejny za tydzień jak zwykle .
Oby Riordan 'owi nic takiego nie strzeliło do głowy jak temu panu .
Dziękuje za 14000 jesteście cudowni!!!
Radosna



Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości