piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 4 ,,Kamień prawdy ''

Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć ,jak wielkim cudem jest życie.
Paulo Coelho
Annabeth 
Kiedyś przepowiednie były bardziej dokładniejsze . Wiedzieliśmy ,w który kierunek świata ruszyć,a teraz . Kompletnie nic czy iść na północ ,czy na południe ,a może na wschód lub zachód . Siedzieliśmy wszyscy w pawilonie czekając ,aż pani Jackson do nas dołączy .Emma była jeszcze blada jak śmierć ,a jej cera w blasku księżyce dziwnie połyskiwała . Tak jakby było przeźroczysta . Amanda dziwnie umilkła . Miała strapioną minę,a jej oczy były przeszklone . Była ubrana w niebieski  krótki rękawek i ciemne jeansy oraz trampki. W ręce trzymała skórzaną kurtę ,którą nigdy u niej nie widziałam . 
Już powoli ,niektórym zaczynało się nudzić. W końcu przyszli . Wyglądała nawet dobrze . Nikt nie wie co tak naprawdę wydarzyło się z nią w lesie . Po prostu do naszego obozu wleciał blond włosy władca piorunów z Asgardu . Mając w ramionach właśnie brunetkę . 
-Miło ,że jesteśmy już w komplecie.-odezwał się Zeus wstając ze swojego tronu . Tak własnie musiał go sobie ściągnąć z Olimpu -Sally ! Niech zostaną tylko grupowi reszta spać ! 
Po sali przeszedł pomruk niezadowolenia ,ale w końcu wyjście się zapełniło ,a po chwili została nas już tylko garstka ,liga i bogowie w swoich piżamach na ,których znajdowały się ich atrybuty . 
-Tak ,tak wiem .-powiedziała siadając przy nas-Coś mnie ciekawego ominęło ?
-Tak kolejna mdła scenka pani siostry.-odezwał się Travis z szelmowskich uśmiechem na twarzy . Jeszcze zrobił ten ruch brwiami . 
Noc była ciemna ,a promienie księżyce nie wpadały zbytnio do pawilonu ,więc nasze twarze oświetlały tylko pochodnie . 
-Uważaj na słowa szczeniaku .-odezwał się Skorpion ,a bogowie jak zwykle przemilczeli tą całą sytuacje ,a Sally siedziała cicho przy nas . Na jej twarzy malowało się zmęczenie . Jej tęczówki były czarną mgłą ,która cały czas się wiła . 
-Nie powinny ruszać w nieznane.-powiedział w końcu bufon -Nie chcemy by damulką przecież się coś stało . 
A mogłam mu w tedy poderżnąć to gardło . Czemu tego nie zrobiłam ? A tak kieruje mną dobro ,które doprowadziło wielu szlachetnych ludzi do niesłusznej śmierci . 
Nagle poczułam ciepła dłoń mamy Amandy na moim ramieniu . Bałam się jej spojrzeć w oczy . Zwinnie mnie wyminęła . Stając przed dobrze zbudowanym mężczyzną z miną ,która mówiła ,że jest wstanie ją zabić w każdej chwili . Nawet na oczach wszystkich . 
-Znudziło ci się już przelewanie nie winnych krwi .-powiedziała z pogardą w głosie jakiej się po niej nigdy nie spodziewałam -Wolisz ludzi teraz niszczyć psychicznie . Proszę bardzo ,ale przed samym sobą nie uciekniesz .
Odwróciła się do niego plecami i spojrzała w morskie oczy Posejdona w momencie kiedy Skorpion wyciągnął na nią miecz . Nikt nie zdążył zareagować gdy ona odwróciła się w jego stronę odpychając  go czarną ogniem .
A później to już naprawdę rozpoczął się teatrzyk .Emma rzuciła się na swoją młodszą siostrę i wzbiła się z nią w powietrze . Wszyscy zamarli już nikt się nie przejmował Skorpionem ,który zniszczył ścianę . 
Sally 
Gdy Emma porwała mnie ku górze nie bałam się . Wiedziałam ,że jest w stanie zrobić mi krzywdę ,ale nie przejmowałam się tym . Ona by żyła z tą świadomością nie ja .Wiatr rozwiewał nam nasze włosy . 
-Czego się boisz ?!-krzyknęłam do niej -Śmierci czy tego ,że wszyscy cię opuszczą i zostaniesz sama ?
W końcu puściła mnie ,a ja zaczęłam spadać ku ziemi ,która niebezpiecznie zaczęła się zbliżać.
Traciłam kontrole nad swoim ciałem , grawitacją . Moim oczom  w pewnym momencie ukazał się gaj czarnych róż i poczułam obecność mojego ducha feniksa . Zawładnął moim ciałem . Wisiałam w powietrzu kilka metrów nad ziemią ,a na de mną stała Emma . Moja starsza siostra ,która obiecała mi ,że nigdy nie pozwoli mnie nikomu skrzywdzić ,ale czy wliczyła w to siebie . Dziś zadała mi więcej ran niszcz ktokolwiek w całym moim życiu . Powoli wsuwała mi nóż w serce ,które krwawiło już na wszystkie możliwe sposoby i boli każdego dnia bez przerwy. 
-Wiesz co ty boisz tych dwóch rzeczy na raz .-powiedziałam podlatując do niej bliżej -Ja nauczyłam się żyć z samotnością . Może przez to trochę ze świrowałam i nie boje się śmierci ,wręcz przeciwnie czekam  na nią . Pogódź się z samą sobą ,bo inaczej za życia się pogrzebiesz . 
Moja siostra wydała z siebie zduszony okrzyk i napuściła na mnie grat białych strzał . Nie chciałam z nią walczyć nawet się nie broniłam . Stałam tam i czekałam ,aż jej strzały mnie dopadną i tak się stało . Jej energia odbiła się o de mnie i uderzyła w nią ze zdwojoną siłą .Czego nie zamierzał . Upadła na ziemię lekko i delikatnie ,nie robiąc sobie krzywdę . 
Przekazałam jej część mojej energii by jej życiowe siły szybciej się zregenerowały . 
-Musicie ruszać .-powiedziałam spokojnie do dziewczynek lądując na ziemi . Miałam na sobie czarną sukienkę i ostry makijaż pod oczami . 
-Ale my nie wiemy gdzie .-powiedziała Amanda podchodząc do mnie . Wtuliła się we mnie tak ,że nasze włosy się zlały i utworzyły czarno-brązową rzekę . 
-Może to dziwnie zabrzmi w moich ustach .-powiedziałam powoli  nie mogąc zrozumieć czemu jej zaklęcie odbiło się o de mnie i uderzyło ponownie w nią -Idźcie za głosem serca .
-Moje serce prowadzi na cmentarz.-powiedziała Annabeth uśmiechając się do mnie blado . 
-Jak każdego dziecko .-odwzajemniłam uśmiech . 
_____________________________________________________________________________________ Ta dam rozdział czwarty się kłania . Pisałam go dzisiaj między rozmowami z paro osóbkami ,więc nie jest takiej długości jaką chciałabym w nim napisać ,ale wydaje  mi się ,że nadrobiłam treścią . Juhu mam FERIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Obiecuje Lola w końcu napisze komentarz . Czytałam rozdział dawną ,ale jakoś nie miałam czasu ,więc jeśli zaniedbałam wasze blogi nie bójcie się wszystko nadrobię . 
                                                                                                                Radosna 
P.S Rysunek nie mojego autorstwa .

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 3 ,,Rozpacz''

 Czuję ,że umieram z samotności ,z miłości,z nienawiści -ze wszystkiego ,co może mi zaoferować ten świat. 
Emil Ciarion 
Sally
Przeczekałam najgorszy moment ulewy w Nowym Jorku ,ale dłużej nie mogłam czekać musiałam wracać do obozu . Eskortował mnie Steve i Thor jakby nie mogła wrócić sama . Nie jestem bezbronna potrafię jeszcze o siebie zadbać . Byłam już cała przemoknięta gdy zaatakowało nas stado potworów . Nie miałam czasu im się dokładnie przyjrzeć. Niestety . Od razu pchnięto mnie w puszczę miasta . Zwodziłam je przez kilka dobrych godzin osłaniana przez nordyckiego boga i super żołnierza . Lepiej nie mogła trafić . A teraz wylądowałam sama w lesie przy  obozie z rozwścieczonymi potworami ,bo ta dwójka zniknęła gdy naprawdę doprowadziła ich do furii. Bardzo to męskie i odważne . Ale co tam zawsze musiałam sobie sama radzić . 
Biegałam po lesie jak jakaś żeńska wersja tarzana .Mój nieregularny oddech był wyczuwalny . W końcu schowałam się za jednym drzewem . Łudząc się ,że mnie tam nie znajdą . Bardzo tą mądre . Wiem . Nie minęło kilka chwil ,aż ostre szpony przecięły pień drzewo . Krzyknęłabym ,ale byłam zbyt przerażona . Potwór wyglądał okropnie .Nie słyszałam o nich w żadnej mitologii . Był zielono granatowy . Z gęby leciała mu ślina . (Ładniej nie mogłam o niej pomyśleć ) Na ,,twarzy '' miał masę blizn . Jedno oko miał żywcem wypalone . Tułów  ma okryty łuskami ,a  dół owłosiony . Reszta jego zgrai już się do mnie zbliżała ,a on sam się na mnie zamachnął . Nie uciekłam . Jestem nienormalna ,ale nie miałam na to szans i tak by mnie dogonił po co uciekać jak tchórz . Lepiej zginąć z godnością . Ale wyczułam jego obecność . Poczułam jak ciemna energia przeszła przez moje ciało . Moje tęczówki zmieniły się na czarne . Czarne lśniące skrzydła pojawiły się przy mnie ,a później wyłonił się feniks . Moje ręka samo istnie wskazała na potwora . 
Fala ognia przeszła przez cały las i dotarła ,aż do obozu . Wiatr wygiął drzewa na jedno stronę . Czarny ogień rozprzestrzeniał się po lesie ,a ja czułem jak moje esencja gasła . Nie powinno go tu być . Jestem jeszcze zbyt słaba ,ale widocznie mój ogniste życie pulsujące w  sercu samo z siebie chciało walczyć z feniksem bieli . 
Annabeth 
Szybko wybiegliśmy wszyscy z pawilonu jadalnego, bariera obozu dziwnie połyskiwała . Była czarna ,ale widzieliśmy przez nią wszystko co działo się wokół obozu .Słyszeliśmy krzyki głosów ,które po części rozpoznawałam ,a po części nie . Liga Zabójców również zabrała się w miejscu zbiorowiska  . Na przodzie stał Mike z Skorpionem i tą całą Emmą ,która swoją drogą sama nie mogłam już wstać . Podtrzymywała się swojego ukochanego . Rzygać mi się chce jak na to patrzę . Jeszcze muszę iść na misję,ale jest tego jeden plus nie będę musiała na to patrzeć .
Powoli zrobiłam kilka kroków do przodu ,ale Posejdon od grodził mnie Trózębem i kazał się cofnąć ,a sam  podszedł do bariery . Reszcie bogów nawet się nie chciało sprawdzić co tak naprawdę się dzieje . Tylko stali i się wpatrywali w wszystko i nic . W pewnym momencie zła kopia pani  Jackson zemdlała robiąc przy tym duże zamieszanie.
Dookoła nas pociemniała ,ale za to niebo się rozjaśniło . Po prostu anomalie pogodowe nad ,którymi nie panują bogowie .
-Sally!-usłyszałam jak narcyz wymawia to imię z nienawiścią po prostu nie wytrzymałam i wyciągnęłam miecz z pochwy przystawiając mu go do gardła -Kiedy ty dziecko zrozumiesz ,że to wszystko przez nią .
Wszyscy dookoła nas zamarli . Posejdon zniknął gdzieś za zasłoną . Reszta ligi wyciągnęła ku mnie miecze ,ale inni herosi zagrodzili im drogi . Tylko Mike stał opanowany wpatrując się w to co działo się za zasłoną .Bogowie patrzyli na to z zainteresowaniem . Był to dla nich kolejny odcinek telenoweli z życia herosów . A ich ulubioną historią było życie moje i Percy'ego .
Nie cofnęłam ostrza z jego gardła wręcz przeciwne przybliżyłam się bliżej .
-Z moich obserwacji wynika ,że to ona jest feniksem z kostnicy .-powiedziałam z pogardą -Ona ma a rękach krew milinów ludzi . Ona nie jest feniksem tylko demonem ,a ja tak się zastanawiał kiedy zobaczysz jej szkielet w grobie ,w którym ją pochowałeś 22 lata temu .
Spoglądał na mnie morderczym wzrokiem . Widziałam jak jego jedna ręka powoli podąża ku głowicy miecza . Wyciągnął go z impetem ,ale ja zablokował jego ruch uderzając płazem w jego rękę . Tak ,że upuścił go z brzękiem . Jednak nocne lekcje z Glonomóżdżkiem się na coś przydały . Choć naprawdę dużo wtedy nie ćwiczyliśmy . Nie było kiedy .
-Tu -zasyczał i nim się zorientowałam rzucił się na mnie ze sztyletem .  Zrobiłam szybki unik ,ale on dalej się na mnie rzucał . Dopiero gdy usłyszałam jak krzyczy zorientowałam się ,że moje słowa pogorszyły sytuacje .
Nagle na jasnym niebie rozbłysły błyskawice uderzając ,w któreś części lasu . A później na niebie pojawiło się ciemne pasmo podobne strukturą do zorzy polarnej ,a ziemia się zatrzęsła .
Steve 
Pojawiłem się wraz z Thorem przy Sally gdy upadała . Musieliśmy ją zostawić . Inaczej nigdy nie dali by jej spokoju . Inaczej sama nie zaczęła by się bronić,a na tym Aragornowi najbardziej zależy .Wiecznie nie możemy być jej aniołami stróżami choć nie wiem jakbyśmy tego chcieli . Rozwaliła wszystkie potwory w zasięgu kilkuset kilometrów i to jeszcze w czasie kiedy jej feniks jest jeszcze uśpiony . Po protu wow .Delikatnie wziąłem ją na ręce i zacząłem zmierzać w kierunku obozu Herosów .Była  blada miała postrzępioną moją czarną skórzaną kurtkę . Zapadła w spokojny sen widziałam to po jej twarzy , Klatka piersiowa powoli unosiła się ku górze .  
Aragorn bardzo dobrze ją zna jak i jej ceny dar . Wiedział ,że nie patrząc na wszystko będzie ją bronił nawet za cenę własnego istnienia . 
-Daj mi ją.-powiedział Thor wystawiając do mnie ręce . W sumie wolałbym ją mieć na oko . Mam bardzo szczególny dar wpadania w tarapaty . Ale dałem mu ją . Obserwując jak wznosi się w powietrze i próbuje przedrzeć się z nią przez kopułę . Po kilku krótkich chwilach udaje mu się i ląduje w samym sercu obozu . 
Sally 
Obudziłam się obtulona miękką kołdrą. Przy moim łóżko czuwała Amfitryta . Nimfa prezentowała się groźnie w  swojej morskiej zbroi . Nawet na lądzie .
-Dałaś niezły pokaz .-powiedziała pomagając mi usiąść -Niech zgadnę był też tam Steve . 
Z bólem w szui potwierdziłam jej to . Godzinę doprowadzałyśmy mnie do ładu .W tym czasie zdałam jej raport z trzech ostatnich dni . Później ona opowiedziała mi co działo się w obozie . W drodze do pawilonu wyrecytowała  mi przepowiednie ,którą dobrze znałam ,ale nigdy nie sądziłam ,że może dotyczyć Annabeth . 
-To znaczy ,że idę na misję .-powiedziałam w sumie rymowanka pasowała również i do mnie ,a nie wiedziałam kto jeszcze może być  tak nieszczęśliwy w miłości . 
-Idzie Annabeth Chase i Amanda .-powiedział Posejdon ,który wyrósł jakby z ziemi przed nami przed tę go nie widziałam . 
Bogowie to nie wróży nic dobrego . Jeśli stanie się tam to co przewidziano wieki temu . Nasza zagłada jest bliższa niż sądziłam . 
_________________________________________________________________________________
Pam ,pam ,pam i o to rozdział trzeci . Jego tytuł nawiązuje i do tego rozdziału i do nadchodzących . Jeszcze tylko tydzień i będę ferie i wreszcie będę mogła spokojnie pisać z herosami . Już nie mogę się doczekać ,a w miedzy czasie muszę napisać klasówki ,które nam na przyszły tydzień nawalono . 
Mam nadzieję ,że rozdział przypadnie wam do gustu i do napisania . 
Radosna 

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 2,,Przepowiednia ''

To co jest przyczyną twoich najgłębszych cierpień, jest zarazem źródłem twoich największych radości.
Antoine de Seint-Exupery
Annabeth 
 Od kilku godzin potwory napierały na  barierę obroną obozu . Jednak bez skutku . Bogowie o dziwo jeszcze ją strzegli . Liga również lepiej się starała od kont wróciła siostra mamy Percy'ego . Nie potrafię zapamiętać jej imienia i tak szczerze nie chce .Nie zasługuje na to . Natomiast  bardziej mnie zastanawia gdzie jest pani Jackson nikt jej nie widział od dwóch dni .
Herosi byli gotowi w każdej chwili odeprzeć atak . Ubrani w swoje zbroje u boku boski rodziców . Reszta ukryła się w podziemnych katakumbach to znaczy w tunelach do ,których sama tworzyłam plany .Jak to  możliwe ,że z tak licznej rodzinny pozostała tylko jedna czwarta tego co było ? Jak to możliwe ,że po potężnych herosach zostały tylko wspomnienia i pamiątki? Deszcz podał od kilku dni i nie zapowiadało się na słońce. 
-Ile zamierzacie jeszcze stać przy tej durnej bramie?-odezwał się gniewnie Posejdon .Miał racje traciliśmy tylko czas ,którym był bardzo cenny . 
Zeus  wydał z siebie pomruk nie zadowolenia i po chwili niebo rozświetliła błyskawica ,która trafiła kilka potworów sterczących przy bramie . Później zaś się pojawiła wielka fala ,która zmyła wszystkie potwory na swojej drodze .  Żaden nie przetrwał znudzenia bogów . Z tego wnioskuje ,że oni są najlepsi tylko w tedy gdy się nudzą . 
-Hermesie idź po resztę .-powiedział Zeus nie patrząc na nikogo -Z ligą musimy sobie poważnie porozmawiać ,a reszta do spania . 
To naprawdę zabrzmiało groźnie mam nadzieję ,że taj całej Emmie nieźle się oberwie i raz na zawsze przestanie tak się przechwalać ,bo coraz częściej mam ochotę ją z innymi zlinczować . 
Udałam się z rodzeństwem do domku nr sześć . Wszystkie kości mnie bolą. Z chęcią położyła bym się spać ,ale nie mogę muszę  na jutro skończyć plany fortyfikacji . Tak bogowie chcą wznieść mur wokół obozu . Nie widoczny dla śmiertelników . I kto  musi się nim zająć ? Ja . 
Rozpięłam moje blond włosy z koka i udałam się do łazienki . Moje kochane rodzeństwo mnie przepuściło . No nic powoli zaczęłam odpinać rzemyki z zbroi . Wcale nie jest tak ciężka jak na początku myślałam .
Szybko się umyłam i przygotowałam do ,,snu'' . Gdy wyszłam z łazienki domek był już przepełniony w szwach . Hermes szybko ich ściągnął .Siadłam na moim łóżku . Wyróżniało się nie tylko stertą kartek i mieczy ,ale i niebieskim kolorem pościeli . Lubie czuć jego obecność. Lubie czuć ,że jest między nami jeszcze jakaś więź . Nie załamałam się , nie zrobiłam sobie krzywdy ,bo wiedziałam że po drugiej stronie suszył by mi głowę i obrażał się przez wieczność . 
-Nie sieć  zbyt długo .-powiedział mój tata gdy kład się spać . Uśmiechnęłam się do niego znad kartek i nagle sobie uświadomiłam ,że zapomnieliśmy o pani Jackson . Pamiętałam o niej do momentu ,aż Posejdon nie zabrał głosu pierwszy raz od paru dni na forum obozu . Zazwyczaj robił to tylko w towarzystwie swojej morskiej rodziny i Sally . (Kiedy ja w końcu od uczę się na nią mówić pani Jackson ). Nawet Irys jej nie znalazła . 
No nic zaświeciłam sobie  lampkę biurkową i zaczęłam bazgrać na kartce . Niestety nie mogłam się skupić na wyznaczonym mi zadaniu . Nie potrafię zabrać myśli od kont spaliłam tą bluzkę . To była dobra decyzja ,ale też uświadomiła mi ,że Percy już nie wróci . Chyba ,że się zdarzy cud tak jak w przypadku Sileny ,Charlie'go oraz Luke .  Powinnam żyć dalej . Spalić przeszłość tak jak mi doradziła Sally . Ma rację ,ale bardzo ciężko jest zapomnieć o ukochanej osobie z dnia na dzień .Tak nie dawno rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości ,a teraz nic nie jest pewne . 
Zrzuciłam z mojego łóżka jednym ruchem ręki i siadłam  na parapecie przy ramie swojego łóżka . Niebo było dziś rozświetlone milionem gwiazd . I  nie pamiętam nawet kiedy powieki zaczęły mi ciążyć . 
Wokół mnie była totalna pustka tylko ciemność i moja postać odznaczająca się na tle wszystkiego i niczego . Miałam na sobie granatową bluzę syna pana móż . 
-Córko Ateny długo się zastanawiałem co powinienem z tobą zrobić -usłyszałam mściwy głos czy to się dzieję naprawdę czy to jest tylko wytwór mojej wyobraźni-Lecz teraz już wiem że nie zasługujesz na śmierć ,bo gorzej ci na ziemi. 
Śmiech pogardy rozchodził się w tym miejscu wszędzie . Sięgnęłam po miecz ,ale nigdzie go nie było . 
-Nie bądź głupia córka Ateny nie możesz mnie zabić.-milczałam jak zaklęty kamień-Tęsknisz za nim . Nie znosisz teraz zakochanym ,bo przypominają ci co straciłaś . Pozwól ,że ci to ułatwię i pokaże jak on się czuł . 
Uderzyła we mnie fala jego emocji :ból , miłość ,nadzieję ,zdegustowanie . A później prawdziwe cierpienie jak o mało nie zginęłam w zamku Darknossa . Następnie moje ciało przeszył nie widzialny piorun . Sparaliżował całkowicie . Nie mogłam oddychać , upadłam na ziemię  i zaczęłam pluć krwią ,z której zrobiła się rzeka opowiadająca historię . Wiłam się na podłodze z bólu . Na mojej ręce pojawiło się znamię z każdą minutą piekło coraz bardziej . Moje włosy były upaprane krwią . Po rękach spływała krew . 
-To nic w porównaniu z tym co on czuł każdego dnia ,aż do swojego ostatniego oddechu .-wciąż szeptał mi ten głos do ucha .
Powoli otworzyłam oczy . Pierwsze to co zobaczyłam to czyjąś opaloną rękę na moim czole .
Była tak przyjemnie ciepła i opiekuńcza ,ale nikomu się do tego nie przyznam ,bo to był Apollo .
-Annabeth nareszcie .-powiedział Malcolm przylatując do miejsca gdzie leżałam . Miał na sobie . Bluzkę z zielną bluzkę z krótkim rękawem i niebieskie szorty .Dziwna kombinacja ,ale w tym przypadku fajnie to wyglądało .
-Co się stało ?-spytałam nie wiedząc czy chcę znać na to pytanie odpowiedź. Bałam się tego co zaraz miałam usłyszeć .
Apollo wciąż nie pozwalał mi wstać. Każda moje próba była daremna . Teraz dokładnie widziałam gdzie jestem . Leżałam na drewnianym stole w pawilonie jadalnym .
-Gdy wstałem nie było cię rano w pokoju .-zaczął mój bardzo troskliwy brat -Z początku myślałem ,że poszłaś już robić swoje zadanie ,ale o mało sam nie zemdlałem gdy cię znalazłem  całą zakrwawioną w  łazience .A tak swoją drogą Grover wrócił .
Jedyna dobra wiadomość jaką usłyszałam od kilku tygodni . Szybko poderwałam się ze stołu . Stając na wprost orzechowym oczów .Rozejrzałam się dookoła w pomieszczeniu byli wszyscy grupowi , bogowie i nie proszony Net .
-Co się stało w łazience ?-spytała jakby był moim chłopakiem . Za kogo on się uważa .
-Nie wiem .-opowiedziałam wymijając go -A tak w ogóle to nie twoja sprawa .
-To nie była jej krew .-odezwał się Apollo i udał się za mną  jak cień do Grovera ,który był również w pawilonie ,ale nie podszedł do mnie -To była krew Perseusza.
Stanęłam jak wyryta . Dopiero teraz zdałam sobie sprawę ,że ktoś mnie ubrał w różową sukienkę . Podejrzewam kto ,ale to było mało istotne . Nie mam odwagi spytać czy się nie przesłyszałam . Podeszłam do Grovera ,który był otulony zielonym kocem . Płakał .
-Annabeth znowu zawiodłem .-powiedział przez łzy - Szedłem z trzema obozowiczami gdy zaatakowali nas Vala . Oni są jeszcze potężniejsi . Zrobili z nich kukiełki ,a później pożarli żywcem . -Już spokojnie .-powiedziałam otaczając go ramieniem ,ale się odsunął -Opowiesz jak będziesz mógł.
Zawiał zimy wiatr i pojawiła się zielona mgła . A pomieszczenie się oświetliło . Apollo wydał z siebie ochrypnięty głos .
Dwa serca rozdarte wyruszą na misję 
Spotkają miłości iluzję .
Zadrży ziemia.
Z ruin serca wyłoni się  armia .
Krew zostanie rozlana ,
Jedna wróci błogosławieństwem Chaosa obtulona .
 Gdy skończył rozległ się ryk potworów nie z tego świata nie ze świata naszych rodziców . 
*********************************************************************************
Oj tak . No to się porobiło . Wiecie opowiem wam jaki jest mój geniusz (czyt. głupota ) zaczęłam pisać w tym tygodniu rozdziały na wszystkie blogi i żaden prócz tego nie skończyłam . Co do kolejnego nie wiem kiedy napiszę . Jak tam wasze oceny na semestr .  Zapomnijcie o tym pytaniu ja to nie rodzic . Więc tak jak zwykle wyraźcie swoją opinie . Spokojnie o bójce nie zapomniałam .
Radosna 

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 1 ,,Hołd ''

,,Całun’’ –ostatni krzyk przeżytej mody
Stanisław Łuczko
Annabeth
-Gdzie są te plany rozbudowy kuźni ?-usłyszałam pytanie  Malcolma bogowie oni be ze mnie w końcu zginą .
Wyszłam z  naszego domu bez słowa . Ten harmider mnie wykańcza . Jeszcze co dzieję się w obozie, na  świecie nie poprawia mi jak i innym obozowiczom nastroju .  Nasz dom strasznie się zmienił się w ciągu tych sześciu miesięcy . Już nie mogę nazwać go obozem stał się polem bitwy .  Jest zimny wieczny dzień  jak na tą porę roku . Do tond zielona trawa wypłowiał . Stało się sucha jak siano  Nawet gorzej . Nie można jej nawet dać pegazom ,bo jest splugawiona krwią potworów jak i herosów . Obóz stał się cmentarzem ,herosi polegli stali się duhami ,a ci co przeżyli  się obłąkanymi . Bogów wydaje się to nie rusza ,ale jaka jest prawda wiedzą tylko oni .Są  mistrzami maskowanie swoich uczuć . Posejdon  po śmieci Percy’ego  stał się skałą . Mściwym  i nienawistnym bogiem jakim był sprzed tysięcy lat . Tylko dla Sally wciąż był tym samym bogiem ,którego poznała siedemnaście lat temu .
Postanowiłam przejść się do ruin Wielkiego domu . Nie potrafię ostatnio sobie znaleźć miejsca w obozie . Na świecie .  Ta wojna dopiero się zaczęła ,ale ja pragnę już zobaczyć się z moim Percy’m . Gdzieś tam w świecie Hadesa gdzie  już niczym nie musisz się przejmować ,bo jesteś martwy .  Obozowicze uważają mnie za ducha i była mi to w stanie powiedzieć tylko Clarisse wojownicza córka Aresa ,która zmieniła się chyba równie szybko i diametralnie jak ja .Nim się obejrzałam stałam przy gruzach Wielkiego Domu . W tym miejscu wprowadzano nowych Herosów i niestety wraz z jego upadkiem . Upadają herosi . Z każdym dniem widzę jak bogowie się od nas odcinają . W końcu dojdzie do ,,przecięcie złotej linii’’. To tylko kwestia czasu . Przeczekają burzę w trakcie ,które zginie wielu wspaniałych Herosów .
Nim się obejrzałam stałam przy ruinach .  Nic nie przetrwała . Najpierw zawalił się dach ,a później spadła reszta konstrukcji .  Wspomnienia ,pamiątki . Już tego nie ma . Moja czapka od mamy . Apaszka Afrodyty ,którą znalazłam wraz z Percy’m.
-Annabeth .-odwróciłam się od ruin domu ,który nie gdyś odpowiadał na tyle pytań i był początkiem przeznaczenia życia-Widziałaś panią Jackson . Chejron jej szuka  .
Prze de mną stała Clarisse ubrana w zwykłą bluzkę z długim rękawkiem na ,której było zdjęcie jej ulubionego zespołu . Jej długie kasztanowe włosy miała spięte w warkocza .W dłoni trzymała  ,,Błyskawicę’’ . Jej oczy mówiły ,że jest gotowa w każdej chwili zaatakować .
-Niestety nie .-powiedziałam szybko-Martwię się o nią . Jej siostra nie daje jej żyć .
- Jest  silniejsza niż wszyscy sądzą .-powiedziała córka Aresa podchodząc bliżej do mnie . Chris też jej nie widział. Oznacza to jedno . Chce być sama i wróci jak będzie tego potrzebowała .
Stałyśmy w ciszy wpatrując się  w ruiny domu . Nie wiem czemu ze mną została . Mogła iść robić inne rzeczy . Spotkać się z Tomem ….
Sally
Przez pewien czas czułam żal ,smutek ,ale  nigdy nie pustki w sercu . Hades wielokrotnie zapewniał mnie ,że  jego dusza trafiła do Elizjum .Ja w to nie wierzę . On gdzieś jest . Wyczuwam jego obecność . Chociaż z drugiej strony może to być esencja życia Amandy jedynej potomkini Posejdona i Feniksa Cieni .Ta druga opcja jest realniejsza i trzeba się z tym pogodzić .Tylko pytanie jak .
Nowy Jork tętnił życie . Ludzie przechodzą obok siebie nie patrząc  na nic . Żyją nie doceniając życia .
-Zaraz się rozpada .-usłyszałam za mną dobrze znany głos –Nie chcesz zmoknąć .
Odwróciłam się i moja przypuszczenia się sprawdziły . Prze de mną stał Steve . Dobrze zbudowany blondyn . Ciekawe gdzie teraz ma tarcze  ? Miał na sobie biały podkoszulek ,skórzaną kurtkę i niebieskie jeans .
-Hej .-powiedziałam ściskając go –Czy ty mnie śledzisz ?
-Nie ja tylko cię obserwuję –odpowiedział  śmiejąc się –A twoją siostrę nie powiem do kogo bym wysłał .
Nie nienawidzę jej . Ja po prostu staram się zrozumieć jej postępowanie . Chce żyć ,a proroctwo mówi prawdę ,, Dwa Feniksy nie mogą żyć w jednym Świecie .‘’
-Odprowadzę cię do obozu .-powiedział spokojnie ,ale jego spojrzenie wyglądało jakby prześwietlał każdego przechodnia –Dużo osób teraz czeka na twoją śmierć .
Jedyny ,który jak na razie to pojął . Dzięki Bogu . Dobra ,bo jeszcze hera mi coś zrobi . Dziękuję bogowie .
Mój przyjaciel miał rację . Z nieba zaczął padać deszcz . Niebo było już nie szare ,ale czarne . Waliły pioruny . To nie jest zwykła burza . To nie jest Zeus . Tylko jedna magia nasuwa mi się w tej chwili do głowy .
Annabeth
Ckarisse towarzyszyła mi dziś cały dzień od kont spotkałam ją przy ruinach w Wielkim domu . Nie wiem może sądzi ,że sobie coś zrobię . Nie jestem masochistką ani psychopatką . Czego oni się boją .
A jak już jest jakaś bitwa to masakra . Moje rodzeństwo nie odstępuje mnie na krok i czasem pierwsi atakują potwory . Bogowie tym zachowaniem przypominają mi co straciłam .
Właśnie byłam z Clarisse w  ,,magazynku ‘’ zobaczyć czy mamy jeszcze obozowe bluzki by rani mogli mieć czyste ubrania.
-To już ostatnia.-powiedziała Clarisse pokazując mi ostatnio pomarańczową bluzkę z czarnym pegazem –Przecież oni się o nią w szpitalu pozabijają .
Miała racje ,a na mojej twarzy pojawił się uśmiech . Czasem boję się mojej głowy . Pokazała mi bardzo dziwną wizję . Bogowie Clarisse chce mnie wysłać do psychiatryka  widzę to w jej oczach .
Padał deszcz na szczęście ochronna kopuła nas broniła ,ale gdy wyszłyśmy z magazynku . Zauważyłam ,że w bariera była widoczna .
-Co się dzieje ?-spytała Clarisse . Ja również nie wiedziałam co się dzieje . Przez chwilę myślałam  ,że ona zniknie ,ale wciąż była .
-Idź po grupowych .-powiedziałam do niej spokojnie –Spotkajmy się przy Wielkim Domu .
Z organizowałam sobie pochodnie i udałam się na wyznaczone miejsce . Niebo wyglądało jak w noc ,a minęło dopiero pół dnia .
Na miejscu wszyscy już czekali . Pod pachom miałam bluzkę naszego obozu . Uznałam ,że trzeba spalić przeszłość by ruszyć krok do przodu .
Zdążyłam nasączyć bluzkę materiałem łatwopalnym, ,więc powinno się udać . Bogów nie uprzedziłam o mojej decyzji i tak ich nigdzie nie ma w obozie  .
-Pamiętamy . –powiedziałam wrzucając bluzkę ,a później w to samo miejsce pochodnie .
Staliśmy tam w milczeniu patrząc jak płomień niszczy to co zostało .Języki płomieni tańczyły . To co zostało doszczętnie zniszczone nie da się bardziej zniszczy . Co nie znaczy ,że nie da się tego odbudować ...
*******************************************************************************
I jest pierwszy rozdział nowej serii . Wiem nudny ,ale akcja się rozwinie w następnych . Już je się o to postaram . Może będzie jakaś potyczka , nie wiem ,ale mnie to ostatnio kusi . Kolejny postaram napisać na  następny tydzień ,ale nic nie obiecuję. Wyraźcie swoją opinie w komentarzach .

Radosna

piątek, 2 stycznia 2015

Prolog

,,A my nadal jesteśmy ze sobą złączeni .Ona na wpół żywa on na wpół martwy''
Historia lubi zataczać koło .Teraz to córka Ateny stała się symbolem nadziei . Od kont Perseusz Jackson zginął stała się silniejsza . Dowodzi odziałem  w obozie . Z racji tego ,że ataki się nasiliły i stały się nieodłączną częścią życia herosów. Od śmierci syna Posejdona minęło pół roku ,ale szok wciąż jest .Wielu sądziło ,że on jednak żyje ,lecz jakże się zawiedli . Nie wiadomo teraz kto jest prawdziwym zagrożeniem . Czy Chaos ,czy Feniks Bieli ,który po trupach dąży do celu . Jest gorsza od Lorda Darknossa ,którego sama stworzyła  . Mówi się , że wojna już zaczęła to  nie prawda . To były tylko bitwy nic nie znaczące z racji tego ,że można wygrać ja ,a przegrać wojną .

Życie płata figle . Jak będzie tym razem ? Kto polegnie w ogniu nienawiści , wojny ? A kto zginie w czeluści miłości ?
*********************************************************************************No hej ! Tak jednak przybyłam z prologiem nowej serii . Uznałam ,że to by było niesprawiedliwe zakończyć tego bloga w tym momencie z racji tego ,że ja już wiem jaki jest  jego koniec .(Byłabym samolubna w stosunku do was) Widziałam go oczami wyobraźni i teraz to wszystko postaram się ,,przelać na papier'' . Zmieni się charakter bloga diametralnie .Poprzednia seria była poświęcona Percy'mu tym razem bardziej postaram się rozbudować postać Annabeth . Nie obiecuję ,że rozdziały będą pojawiać się regularnie jak było przedtem . Jedynie czego jestem pewna to tego ,że napis jaki znajduje się na szablonie . Jest tytułem rozdziału nadchodzącej serii . Będą wam co jakiś czas o tym wspominać . Dziękuje za szablon ! Tak przy okazji . I  w końcu doczekaliście się spisu treści .  Wszystko z czasem się wyjaśni . Ja o nikim nie zapominam.
Radosna

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości