poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 7,,Coś takiego jak dobro nie istnieje ''

Dobro i zło muszą istnieć obok siebie ,a człowiek musi dokonywać wyboru 
Mahatma Gandhi 
Amanda
Moje ciało ogarnął ból . Czarno mgła weszła mi do buzi . Nie mogłam oddychać . Wszystkie mięśnie mojego ciała się napięły .  Czułam się jak napięty kołek . Z oddali dochodziły do mnie krzyki Annabeth i James'a ,które z każdą minutą stawały się coraz cichsze . Jakby ta dwójka pozostawiła mnie na pastwę losu .Widziałem tylko ciemność ,a strach coraz bardziej przyćmiewał mi umysł .
Annabeth
-No zrób coś .-w głosie chłopaka wyczułam panikę ,nawet on się tego nie spodziewał-W końcu jesteś córką Ateny . '
-To ,że jestem córką Ateny ,a ona boginią modrości .-powiedziałam trochę poirytowana -Nie oznacza ,że widziałyśmy wszytko i zawsze mamy pomysł . Nie żyje wiecznie ,a z czymś takim jeszcze się nie spotkałam . Wiem ,że każdy ma słaby punkt . Tylko teraz trzeba go znaleźć . 
W pewnym momencie jej jęki ucichły ,a ja  nie czułam nic . Nie czułam strachu , nie czułam bólu . Nic . Kompletna pustka w moim sercu ,ale czy to normalne . Nie przerażało mnie to . Tylko ten chłopak budził mnie z tej obłudy . 
-Wpadłaś już na coś ?-spytał . Wiercił się jak nie powiem co . Powinien być czujny przecież i nas w każdej chwili mogło coś zaatakować . Musimy jakoś to mgłę rozwalić ,rozwiać .
To jest to !!!! Światełko w mojej pustej pale  na te chwilę się zaświeciło .
-Anemoi potrzebujemy twojej pomocy-modliła się w myślach -Wiem ,że możesz rozwiać to mgłę . Wiem do czego jesteś zdolny . Proszę pomóż nam ,a złoże ci ofiarę . 
W jaskini zawiał lekki wiatr na znak ,że mnie słucha ,ale niestety był to słaby podmuch . Ledwie rozwiał mi włosy .
-Nie masz nic do stracenia.-można by uznać ,że popełniam teraz błąd- A ratując córkę Posejdona rozsławisz się . Nikt cię nie zobaczy ,ale będą się ciebie lękać . 
Ziemia zadrżała . Sufit zaczął się walić ,a następnie zawiał porywisty wiatr ,który zwalił nas z nóg .  Przeleciałam przez parę metrów nim złapałam się z jakieś stałej skałki . W między czasie zdarłam sobie skórę z ramienia . Gdy już byłam pewna ,że nie polecę dalej . Mój wzrok skierował się centralnie na córce Posejdona ,której praktycznie nie widziałam przez czarną mgłę ,ale widziałam ,że ta czarna aura zaczęła znikać .
Dobra zasługuję na miano genialnego dziecka Ateny ,ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca jeszcze musimy się z tond wydostać ,ale żywi .
Bryza ,którą wytworzył Anemoi była ciepła i budziła mnie gdy powoli zamykały mi się włosy . Moje blond włosy były rozwiewane na wszystkie strony . Nie słyszałam już męczącego głosu chłopaka trzymał się jednego skalnego filara obok mnie .  Zachowywał się tak jakby znał mnie szmat czasu ,a  tak przecież nie było . Ja nawet nie wiem jak on ma na imię .
-Proszę córką Ateny.-usłyszałam miły głos uosobienia wiatru-Pozostanę z wami do końca . Choć tylko mogę z ich zdmuchiwać . 
-Dziękuję.-odpowiedziałam ciesząc się ,że mamy wsparcie bóstwa . 
Wszystko wokół mnie ucichło . Prawie . Słyszałam szybki oddech Amandy ,która leżała na ziemi z oczami skierowanymi ku górze .
Brunet podbiegł do niej pierwszy ,biorąc ją w ramienia . Z ust lała jej  się krew . Jej oczy nie miały już morskiego odcienia były czarne jak smoła .
-Weźmiesz ją ?-spytałam, musiałam mu zaufać ,bo sama nie dam rady jej z tond wyprowadzić .  A po za tym ona tu przyszła z nią .
-Prowadź.-powiedział starając się wziąć ją na rękę ,ale ja go powstrzymałam . Chciałam pierw się upewnić czy nie ma uszkodzonych kości . Nie chciałam by bardziej cierpiała .
Opłacało się w wakacje chodzić na lekcję do Chejrona . Wszystkie  kosteczki były całe nawet te najmniejsze .
-Dobra możemy iść .-powiedziałam w końcu gdy byłam już pewna ,że nasza podróż nie pogorszy jej stanu ,ale jak wiadomo nie jestem wyrocznią . W czasie tej misji . jeszcze może się wydarzyć wiele rzeczy , na które nie będę miała wpływu .
-Nie tak szybko.-usłyszałam znajomy wrogi głos .
-Darknosss.-powiedziałam z zaciśniętymi  zębami .
-Zgadza się złotko .-powiedział szczerząc się . Pierwszy raz nie miał na sobie hełmu . Wyglądał ....
Wyglądał tak bardzo ludzko ,aż z mylnie .
Miał blond włosy . Nieskazitelną jasną cerę . Wyciągnął przed nas miecz . Zaszarżował z takim impetem i siłą ,że gdyby ,,chłopak ''Amandy mi nie pomógł zostałaby ze mnie tylko kałuża krwi.
Zmienił kolor zbroi . Brawo dla niego . Może jego żałoba się skończyła ,ale to moja zaczęła przez niego . Jego srebrna zbroja połyskiwała .
Ścieraliśmy się razem w trójkę gdy z podziemnych rzek wylała się na niego woda . Tak ,że się przez nią dusił . Przez chwilę myślałam ,że  możemy z nim wygrać ,ale ta sytuacja jeszcze bardziej go rozświeciła . Pozbawił mnie miecza . Chwytając za gardło,  rzucił o skalną ścianę . Amanda była wpół żywa , ja na wpół przytomna . Naszym jedynym ratunkiem był bezimiennych chłopak . Za pewne ma imię tylko ja go nie znam .
-Myślisz dzieciaku ,że mnie pokonasz ?-spytał szyderczo -Ja szlifowałem się przez lata ,a ty .
Powoli zaczęłam się podnosić na równie nogi . Pomogła mi w tym skala ściana . Nogi mi dygotały z wycieńczenia . Zaczęłam odczuwać ból w ramieniu i w głębokiej ranie .
Co by brunet nie robił przeklęty Lord robił unik ,albo go blokował . Starając się mu pomóc pogorszyłabym sytuacje .
-Znudziłeś mi się już .-powiedział po długim czasie .-Dobranoc
Apertum est chaos
Nie wierzyłam własnym oczom ( a może to zmęczenie ) w ziemi pojawiła się tuż pod jego nogami czarno dziura ,która blokowała jego nogi i powoli wciągała do środka .
Nasz wróg nie zwracał na niego najmniejszej uwagi . Skierował się w stronę Amandy ,ale tylko na nią spojrzał z ukosa i podszedł do mnie .
-Przegrałaś .-powiedział łagodnie czego się po nim nie spodziewałam -Leżącego się nie kopie .
Tak po prostu odwrócił się do mnie placami ,a ja nie miałam odwagi wbić mu miecz w plecy .
-Czemu po prostu mnie nie zabijesz ?-spytałam zastawiając się gdzie był Anemoi -Ułatwiło by to sprawę .
-Chcę byś żyła .-odpowiedział krótko i zwięźle .
A ja zasłabłam . Nic nie widziałam ,ale czułam jak  ciepła bryza mnie unosi . Może to moja fantazja ?
_________________________________________________________________________________
Rozdział siódmy . Postaram się jeszcze do niedzieli napisać rozdział ,a ten wstawiam dzisiaj ,bo nie chce mieć zaległości na ty blogu ,a przede wszystkim was zawieś . Jeszcze się pochwalę ,że zrobiłam pierwszy nagłówek z gifem . Nie jest idealny ,ale to mój pierwszy ,więc wiecie . Oko trochę ucięło .
Radosna 

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 6 ,,Odejście ''

Czy wszytko pozostanie tak samo ,kiedy mnie już nie będzie ?Czy książki odwykną od dotyku moich rąk suknie zapomną o zapachu mojego ciała ? A ludzie ?Przez chwilę będą mówić o mnie ,będą dziwić się mojej śmierci-zapomną . Nie łudźmy się przyjacielu . Ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko jak pogrzebią w ziemi nasze ciała . Nasz ból ,nasza miłość,wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i zostanie po nich tylko puste miejsce .
Halina Poświatowska 
Amanda 
James wziął sobie do serca swoje słowa . A na dodatek musieliśmy znaleźć jeszcze Annabeth ,więc praktycznie nie nadążałam za nim . Gdy wyszliśmy ze źródełka przeprowadził mnie przez wąski korytarz . Tak ,że naprawdę musiałam iść bokiem . W głowie miałam do niego  masę pytań ,ale głos jakby utknął mi w gardle . Gdy już myślałam ,że się odezwę z ust wydobywał się tylko cichy jęk . Widać my dzieci Posejdona jesteśmy kiepskie w okazywaniu prawdziwych emocji ,a może po prostu boimy się  odpowiedź ? Stawiam bardziej na to drugie . Przeniosła się do świata moich myśli i nawet nie zauważyłam jak stanął odwracając się w moją stronę .
Po prostu na niego weszłam . Zatapiając się w jego kasztanowych oczach . Uśmiechnął się pod nosem wzdychając . Cały on . Nic nie powie tylko będzie się ze mnie śmieć .
-Wracasz do świata śmiertelników ?-spytałam z nadzieją ,ale on już ruszył dalej .
-Nie .-powiedział nie patrząc mi w oczy -Mam nowe obowiązki .
Bardzo mnie ciekawi jakie . Z zdenerwowania przygryzłam moją dolną wargę . Czułam się jakby obserwował każdy mój ruch choć szedł przodem .
-Wszystko jest ważniejsze o de mnie .-powiedziałam ,a on automatycznie przystanął odwracając się w moją stronę . Jego wyraz twarzy nic mi nie mówił . Wpatrywał się tylko we mnie dobitnie .
-Nic nie jest ważniejsze od ciebie .-powiedział głaszcząc mnie po ramieniu -Ale ja nie mam wyboru . Tak jak tego wyboru nie miał twój brat .
Miałam go już uderzyć twarz za przywołanie mojego brata ,ale mnie uprzedził . Delikatnie całując w usta . Dupek jeden .
-Jasne .-powiedziałam z politowaniem .
Miał się już ze mną zacząć wykłócać,ale przerwał mu krzyk Annabeth . Dość przerażający krzyk jak na nią.
Nie mówiąc nic pobiegliśmy w stronę dochodzącego  krzyku . Ja potknęła się kilka razy o  kamień w tej ciemności rozwalając sobie kolana . Natomiast James gnał dalej przed siebie podejrzewając jak niebezpieczny jest nasz przeciwnik .
Annabeth
Po tym jak Percy zniknął wszystkie pochodnie zgasły . Zrobiło się ciemno nie widziałam nic . Nie czułam swojego ciała . Czułam jedynie strach i słyszałam bicie mojego serca jak i przyśpieszony oddech . 
Nagle usłyszałem drugie bicie serca . Całkiem mi obce i ponownie pochodnie się zaświeciły . Nasze oczy się spotkały . Przelękłam się . Wpatrywały się we mnie morskie oczy syna Posejdona z ust wypływała mu krew . Po policzkach również spływała czerwona mazia . To niemożliwe . 
-Możliwe -wycharczał sięgając do pochwy . Nie czekając na jego ruch . Wyciągnęłam miecz gotowa się z nim bić . Przynajmniej na to wyglądało ,ale tak naprawdę nie byłam na to gotowa . Nie byłam gotowa na tę misję . 
Nim się obejrzałam rzucił się na mnie . Zrobiłam szybko unik ,wpadając na kamienną ścianę . Podpaliłam sobie lekko włosy o pochodnie ,ale to nic. Ważniejsze było to ,że mój ukochany chciał mnie zabić . Rozum podpowiadał mi ,że to jest prawdziwa iluzja ,lecz serce i oczy  całkiem coś innego . 
Wydałam z siebie jęk rozpaczy gdy uderzył mnie płazem w plecy następnie gdy upadałem wpił ostrze w bok mojego brzucha i przejechał nim . W tedy już nie wytrzymałam i krzyknęłam . 
Mógł mnie w każdej chwili zabić ,ale on czekał . Kilka minut minęło ,a do korytarza wszedł jakiś wysoki brunet ,którego w ogóle nie znałam ,ani nie kojarzyłam ,a zaraz za nim do pomieszczenia skalnego weszła Amanda .
-Annabeth.-powiedziała próbując do mnie podejść ,lecz jakaś siła ją odepchnęła i to nie był Percy . 
Czasami mam wrażenie ,że nie zasługuje a miano najlepszego dziecka Ateny . 
-Tak szybko daje się wykończyć.-powiedział męski głos -Ta za ,którą on poległ ,To będzie łatwiejsze niż myślałam . 
Powoli dochodziłam do siebie ,a gniew we mnie narastał . Wstałam na równe nogi zanim się zorientował co planuje zrobić rzuciłam się na niego zwalając z nóg . Tak ,że siedziałam na nim . 
-Sprytne .-wykrztusił przez zęby ,bo przyciskałam mu miecz do gardła -Ale nie masz odwagi. 
-Gdybyś był Percy .-powiedziałam spokojnie -przewidział byś to .Może i nie mam odwagi ,ale za to on ma .
Wskazałam na chłopaka ,który chronił Amandę . On tylko skinął głową i podszedł do nas .Jednym szybkim ruchem wsunął miecz w jego ciało . I to był błąd .Zawiał zimny wiatr ,a zaraz za nim pojawiła się czarna mgła ,która uniosła Amandę ku górze . 
Po jej wyrazie twarzy .Wiedziałam ,że się dusi . Jej oczy zniknęły ,a skóra stała się szara i matowa . 
Mgła wypływała jej z ust i oczu . 
-Wymyśl coś .-powiedział do mnie brunet . A ja stałam tam jak kołek . Przypominając sobie dzień ,w którym on zginął . Wtedy też byłam bezradna . Patrzałam tylko jak umiera . Historia zatoczyła koła ten sam los czeka córkę Posejdona . Z oczu pociekły mi łzy . Przestałam już czuć ból choć wiedziałam ,że wciąż bardzo krwawię. Ona umiera ....
_________________________________________________________________________________\
Tak ,tak wiem krótki . Jestem niedobra ,ale cieszcie się ,że  dodaje ,bo w ten weekend zbytnio nie mam czasu ,a w tygodniu mi się nie chciało pisać . Znaczy się szykowałam coś innego .Jeszcze w poniedziałek wracam do szkoły ;( Ale na pocieszenie mam dla was filmik nie zwiastun .
Radosna 
P.S Nie wiem czy na wszystkie blogi uda mi się wstawić rozdział ,więc wybaczcie jak coś .



piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 5 ,,Stracone szanse''

Druga szansa ? A umiesz zapalić drugi raz tą samą zapałkę .
                                                                                                         Zaczarowana
Dedyk dla Kath i LoLi 
Annabeth 
Pani Jackosn i jej filozofia idźcie za głosem serca no to ruszyłyśmy do Nowego  Jorku . Miałam taką ochotę i coś po prostu mnie tam przyciągało . Amanda z racji tego ,że rzadko bywał w N
owym Jorku mieście swojego brata pozwoliła mi dowodzić . I co z  tego wynikło wylądowałyśmy przed Olimpem .Czasami jestem naprawdę głupia tam emanuje najpotężniejsza magia. Oczywiście potężniejsza emanuje w starej Grecji . A teraz spadaliśmy w dół z nieba . Nie wiadomo jakim cudem ,bo przed chwilą staliśmy na szarej zatłoczonej ulicy wielkiego miasta. Po czym nastała ciemność i przestałam słyszeć krzyk Amandy . Zorientowałam się ,że zjeżdżam po chropowatej powierzchni . Widocznie córka Posejdona musiała trafić do innego tunelu . Trafiłyśmy w głąb ZIEMI !!!! Błagam Gają śpij twardo . Nie jesteś nam potrzebna .Śpij sobie słodko . Obudź się za parę tysiącleci .Gdzie policjanci będą robotami . Może bogowie też nam takie zbroje sprawią ? Haha Marzenia . Ale od czego są dzieci Hefajstosa i Ateny . 
Może kiedyś ich potomkowie się zjednoczą . To by było coś umysł, pomysły i ich realizacja w ulepszonej wersji . Oni zawsze muszą coś poprawić . Takie połączenie jest prawdopodobnie . Przynajmniej szybciej bym uwierzyła w nie niż w to ,że córka Ateny zakocha się w Posejdonie . Jak patrzę na to z perspektywy to oni musieli mieć nie jedną debatę na nasz temat ,bo dwóch odwiecznych wrogów  miało się pogodzić przez swoje dzieci . Apollo pewnie tam tworzył różne historie . Ciekawe czy spisał ich wymianę  zdań.
Rozmyślałam tak gdy grunt pod pupom mi się skończył i wylądowałam z impetem na twardej ziemi . Podskakując kilka razy. Nabiłam sobie siniaki .
Wstałam z piasku sprawdzając czy przypadkiem podczas tej podróży nie wypadł mi miecz . Na szczęście nie . Było ciemno . Nic nie widziałam ,ale słyszałam jak podziemna rzeka płynie ,a jej woda gdzieś miała ujście ,bo to właśnie skraplanie wody ją zdradziło .
Nie pewnie zrobiłam krok do przodu ,a wtedy pochodnie zaświeciły się ogniem . Wzdłuż dwóch ścian . Tworząc korytarz . Mam nadzieję ,że Gaja nie zamierza się mną znowu bawić .
Ściany kamienne były z litej skały . Twarde . Zeus musiałby rzucić piorunem w nie kilka razy ,żeby mógł je skruszyć . Niektóre podtrzymywały ziemie ,a w niektórych były wydrążone miejsca na pochodnie . Nigdzie nie widziałam Amandy ,więc nie miałam nic do stracenia i udałam się korytarzem wyznaczonym przez ogień . Mam nadzieję ,że to Hestia jako tao próbuje nam pomóc .
***
Korytarz ciągnął się w nieskończoność .A ja miałam niespokojnie bicie serca i wciąż miałam odczucie ,że ta rzeka ,którą spotkałam na początku . Płynęła wzdłuż tego korytarza ,aż do finału tej drogi .
-Nie lękaj się.-usłyszałam miły kobiecy głos-Światło jest blisko . 
Jakie światło ? Co raz bardziej boję się tego co ma nadejść . Mamy się zmierzyć z Chaosem ,a co chwilę przybywają nam inni rywale . Jeszcze jest ta cała Emma Jackson . Nie ufam jej .
-Nie ufasz już nikomu Annnabeth-usłyszałam dobrze znajomy męski głos . Odwróciłam się ,ale nigdzie go nie widziałam .Przecież nie jestem chora psychicznie słyszałam jego głos . 
-Tylko słyszałaś .-powiedział z nutką radości-Zapomniałaś nie żyje ,umarłem w twoich ramionach . 
Nienawidzę gdy ludzie tak grają na moich emocjach . To jakaś głupia zabawa bogów . Czasami  naprawdę szczerze ich nienawidzę . Wyciągnęłam miecz ,który echem przeniósł się po jaskini , podziemnym tunelu . 
-Boisz się ?-spytałam zadziornie wiedząc ,że nie odpuści sobie tej zabawy . 
-Ciebie czy twojej mamusi .-coraz lepiej słyszałam jego głos -Aż dziw ,że nie rozgryzła tego co się wtedy działo . 
Poczułam dreszcz strachu gdy wiatr przeszył moje plecy i ramiona. Teraz jak się odwróciłam stał tam ,ale był jakiś inny . Jego oczy ...
Widziałam ,że wymusił na sobie uśmiech . Miał na sobie ciemną koszule w kratkę ,jeans i granatowe trampki . 
-Opuść miecz .-powiedział spokojnie . Teraz wiedziałam ,że ten strach sprawił on swoim dotykiem-Raczej nikt cię tu nie zaatakuje . 
-Percy.-powiedziałam drżącym głosem odrzucając miecz na bok -Czemu ...mnie opuściłeś . 
-Nigdy tego nie zrobiłem i nie zrobiłbym .-powiedział podchodząc do mnie .Jego oczy mówiły ,że chce mnie dotknąć - Zawsze cię strzegłem . Nawet jak byłem w nowym Rzymie . Ty nie wiedziałaś gdzie jestem ,a ja modliłem się do bogów . 
Tak bardzo chciałam go dotknąć ,ale widziałam ,że to na nic się zda . Przeleciałabym przez niego . A wracając  do jego oczów . Jego tęczówki miały dwa różne odcienie . Jedna była niebieska ,druga zaś złota . Nie może odnaleźć drogi do Hadesu .
-Już dawną ją znalazłem . -powiedział spokojnie -Pomyśl czy Percy przeszył by cię strachem w innym miejscu niż Tartar ?
Teraz mam mętlik w głowie ,ale z drugiej strony miał rację coś w jego duszy było nie tak . Miał dwie karnacje . Moje źrenice się powiększyły gdy doszłam do prawy . 
-Tom ci pomoże .-powiedział powoli znikając -Wszyscy się zjednoczą ,bo zło jest w dobru . Kocham cię Modralińska !
W ostatniej chwili dotknął moje twarzy ,a ja położyłem rękę w miejscu ,w którym niegdyś miał serce . Z oczów popłynęły mi łzy .,,Spotkają miłości Iluzję '' to o to chodziło . 
Amanda 
Obudziłam się w ciemnym oczku wodnym w wodzie . Wszystko mnie bolało ,ale kompletnie nie wiem jak się tu znalazłam . Wiem tylko ,że spadałam wraz z Annabeth z nieba . Chciałam wstać,ale czyjaś silna dłoń mnie powstrzymała . Nie rozbroił mnie . Wciąż miałam przy sobie miecz . W sumie Orkan Percy'ego jest teraz bez właściciela ,ale jakoś nikt nie ma po nim odwagi go przejąć . 
-Kim jesteś ?-spytałam tonacją głosu podobną do Ateny jak przemawia publicznie . 
-Kimś  kogo znasz i komu ufałaś .-powiedział ochrypnięty głos ,ale nie miałam pewności czy to on . 
-Czemu odszedłeś ?-powiedziałam poirytowana tą całą sytuacją . 
-Odszedłem by dopełniło się twoje przeznaczenie.-powiedział siadając obok mnie . Przemoczył sobie ciuchy-Ktoś musiał zaopiekować się Elrondem w ostatnich oddechach . 
Nic się nie zmienił był tym samym brunetem jakiego znałam . Jego oczy płonęły determinacją w walce . Jego biała bluza była do połowy przemoczona . 
-Wydostane was z tond .-powiedział spokojnie ,a mi serce na nowo szybciej zabiło . 
James gdzieś ty się tyle podziewał ?
_________________________________________________________________________________
I startuje rozdział piąty . Nie zdradzę do czego doszła Annabeth . Tak ,ale miło było pisać z nim dialogi ,ale co dobre to się szybko kończy ,a w ogóle już się bałam ,że naprawdę mi się za niego oberwie . Zajęłam się również Amandą . Ale James nie odszedł tylko z powodu Erlonda muszę na mieszać trochę w więzach rodzinnych :D Dziewczyny przepraszam u was zwlekam z komentarzami ,ale nie mam czasu. Mam teraz dodatkowe obowiązki . Tydzień pisałam jedno opowiadanie i nie skończyłam .Przyrzekam na Styks w ten Weekend na drobię wszystkie zaległości . 

Radosna

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości