sobota, 28 marca 2015

Rozdział 11 ,,Powrót do szarej rzeczywistości ''

Sta­ry cmen­tarz na ro­gu uli­cy aż roi się od za­gubionych dusz, nies­pełnionych miłości, doświad­czo­nych cier­pień i be­zimien­nych grobów, o których nikt już nie pamięta. 
Czarne_Serce
Tom 
     Wylądowałem na zimnej  ciemnej  posadce . Usłyszałem głuche jęki innych . Powoli zacząłem się zbierać na czworaki  no i oczywiście musiałem trafić na kamiennego ohydnego goblina . Krzyknąłem przewracając się na plecy . I bum wyszło czemu nigdzie nie widziałem Kapitana ,ani Aragorna . Lewitowali nad nami utrzymywanie przez moc kobiety ,która nas uratowała . O mało tam nie zemdlałem jak dokładnie jej się przyjrzałem . Osobą ,która nas uratowała była ....
Była ciotka Sally oczom nie mogłem uwierzyć .gdy wylądowała na ziemi jej czarna zbroja przemieniła się w długo czarną suknie ,która odsłaniała jej nagie nogi , a kasztanowe włosy okalały jej  twarz i ramiona . Miała kamienną twarz  i dumną postawę . 
-Kazałem ci wracać do obozu .-powiedział wuj klękając przy dziewczynie oddychała ,ale była strasznie blada-I skąd masz ten miecz ? Jak go ponownie zniszczyłaś . 
Ciocia już miała odpowiedzieć ,ale do Sali weszli strażnicy i dopiero wtedy się zorientowałem ,że wylądowaliśmy w Gondorze . 
-Zabrać ich .-rozkazał ostrym tonem Aragorn-Zabierzcie ich do druidów  . 
      Chwila minęła za nim ostrożnie wzięli na ręce tego klocka ,bo dziewczynę to szybko zebrali jak pościel . Jeszcze zbierając go działali pod wrogim spojrzeniem króla jak i jego ,,siostry '' ,gdy drzwi się zamknęły wszystkie spojrzenia powędrowały na brunetkę . 
-Wiem co mi kazałeś ,ale nie mogłam tu wytrzymać . I nie jestem twoją służbą żeby ciebie się słuchać .-powiedziała na chwilkę zamykając wszystkim usta -A miecz sam mnie znalazł . Po prostu bardzo się skupiłam na radosnej chwili . Siedziałam po turecku w sali tronowej . Wszyscy spali i tak nagle łzy wymieszały się ze szczęście . Pojawił się w czarnej pochwie . Emanowała z niego moja siła . Choć chciałam go zostawić nie mogłam . 
-Sally ?.-powiedział czule ciemnowłosy -Twoja siostra cię zabije . 
    Co za szczerość kurde . Wstydzę się mojej matki i mam pełne prawo się od niej odsunąć . Nigdy się mną nie interesowała ,bo nie mogła ,ale ojciec to inna sprawa ,ale nawet teraz po powrocie nie stara się tego zmienić .
-Sally musisz wracać do obozu .-odezwał się  Steve ,który w końcu przestał się w nią intensywnie wpatrywać . 
-Nie chce .-powiedziała zmieniając kolor oczu na intensywny kolor oczu -Chcę zostać tutaj przy nich . 
-Ona tak szybko się o tym nie może dowiedzieć .-wtrącił się Logolas -Jeśli się dowie  ,zrobi to co parę miesięcy temu .
Sally 
     Chcąc nie chcąc musiałam wracać do obozu .Odprowadzał mnie Steve i Tom ,który tak naprawdę opuścił nas po paru sekundach . Spieszył się do Clarisse ,a ja lubię się z blond włosy nie spieszyć .  
-O co chodziło Aragarnowi , gdy mówił ,że ona cię zabije ?-spytał nagle mój przyjaciel . 
Co ja mam  mu powiedzieć przecież jak powiem prawdę to mi nie uwierzy . Westchnęłam cicho czując na sobie jego spojrzenie , 
-Moje szczęście zabija jej feniksa. -jak się spodziewałam zrobił wielkie oczy . Taak dwa Feniksy nie mogą żyć w jednym świecie ,a przed  tę mogły . Co się takiego stało ? O tuż miłość sprawiła ,że dwa połączone wiecznością istoty oddaliły się od siebie wbrew woli . 
    Słońce już było na horyzoncie ,gdy doszliśmy do obronnej bariery . Nienawidzę pożegnań z kimkolwiek . Nie , no ,ale gdybym miała się żegnać ze Skorpionem to bym się popłakała . 
-Tu moja droga się kończy .-odezwał się superbohater -Jak tam jest ? 
-Chcesz się przekonać ?-spytałam dotykając bariery , 
-Z chęcią ,ale Posejdon i Ares mnie zabiją .-powiedział śmiejąc się . Tak właśnie by było . Tych dwoje bogów ,lepiej nie mieć za swoich wrogów . 
-Umiem to obejść .-a myślisz ,że jak się z tond wymykam bez spostrzeżenia - To co ryzykujesz . 
    Kiwnął potwierdzająco głową . Nie musiałam nawet się wysilać . Widziałam jak czarna krew przepływa przez jego żyły .Przez chwilę był przerażony ,ale później się uspokoił . 
Wszyscy byli na arenie gdy weszliśmy na teraz obozu ,więc nie było obawy ,że zginie po pierwszych kilku sekundach . 
  Zabrałam go nad pomost jeziora , gdy usłyszałam wołanie Annabeth . ,,No to wpadłaś Sally '' 
-Sally Posejdon cię ....-umilkła widząc super żołnierza - Posejdon nie będzie zachwycony . Co z nim zrobi w najlepszym wypadku ?
-Myślisz dziecko ,że nie zdawałam sobie z tego sprawy .-powiedziałam myśląc co dalej  .Pewnie już żałował swojej decyzji . 
    W oddali zauważyłam Posejdona zmierzającego w naszą stronę . Niewiele myśląc popchnęłam go wprost do wody  .  Oby nie pomyślał o sprawdzeniu wody . Steve wleciał do lodowatej wody tworząc na tafli jeziora fala . 
-Sally gdzieś ty ....-na szczęście nie dokończył ,bo odepchnęła go moja siostra ze Skorpionem . 
-Czemu jesteś szczęśliwa !!!-zawarczała wściekle na mnie tak ,że Annabeth schowała się za mną - Chcesz mnie wykończyć . Percy nie żyje , Zabił go !
Sterta kłamstw po pierwsze nie on go zabił tylko ona ,po drugie stała się egoistką zadufaną w sobie . 
-Mam powód do szczęścia .-powiedział uśmiechając się do niej na  co ona zasłabła , upadając jej wściekłe spojrzenie padło na mnie . Nie uległam presji . Stałam twardo przed nią . Miała już się na mnie rzucić ,ale złapał ją w locie Posejdon ,za  którego pleców wyszła głowa ligi . 
- Emma spokój . To świadczy ,że słabsza od niej . -powiedział patrząc na nią z odrazą  -Sally masz miejsce gdzie będziesz bezpieczna ? Jeśli tak udaj się do niego . Ja ją muszę mieć na oku . 
  Kurcze taki mądry facet ,a utknął z takim dupkiem jaj mój szwagier . ,,Nie pomyślałaś o tym Sally ''
-Mam .-powiedziałam w momencie gdy piorun uderzył w pięść Zeusa . 
-Muszę już iść .-powiedział Posejdon stawiając moją siostrę -A ty czekasz na mnie z odejściem, 
Annabeth stojąca za mną nie mogłam powstrzymać śmiechu . Ja również ledwie co wytrzymywałam . Moja siostra z oburzeniem odwróciła się do nas plecami , Odchodząc przy czym zarzuciła włosami . 
-To co powrót do ,,brata ''-nagle na pomoście znalazły się dłonie Steva ,a za raz za nimi głowa .  
Był cały czerwony na twarzy . Co się dziwić wrzuciłam go z zaskoczenia ,w ogóle to cud ,że on nie wypłynął wcześniej . 
Nagle  w jego oczach pojawił się strach , nawet nie musiałam odwracać głowy dlaczego ? Posejdon go dostrzegł ,wręcz czułam oddech boga mórz na swoim karku . 
-Co on tutaj robi ?-powiedział wściekle . 
,,No wiesz Posejdonie ,ratuje mi życie .''
Ups !
________________________________________________________________________________
I jest rozdział jedenasty . Ja się cieszę ,bo mam wolne od poniedziałku ,aż do 8 kwietnia . Poćwiczę sobie przez ten czas chemię ,której nie znoszę ,ale jakoś daje radę .  Co mogę o tym rozdziale napisać . Śmiałam się go pisząc . Od początku do końca wiedziałam jak chce by wyglądał . I jest . 
Kolejny postaram się za tydzień . I jak już pewnie /może ktoś wie z mojego fb jest wietrzenie blogów .
Radosna

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 10 ,, Odbicie ''

Im większe w człowieku wewnętrzne roz­bi­cie, poczu­cie włas­nej słabości, niepew­ności i lęk, tym większa tęskno­ta za czymś, co go z pow­ro­tem sca­li, da pew­ność i wiarę w siebie. 
Antonin Kępińsi .
Sally
    Na mojej twarzy pojawił się uśmiech ,ale skoro on i ona wrócili to może jemu też się udało . Chociaż czasami lepiej nie mieszać w historii zostawić ją taką jaką  pozostawił ją los . 
-Jak to możliwe ?-spytała zaintrygowana -Starszyzna nie wyraziła na to zgody .
-Jednak ktoś na to zgodę wyraził .-powiedział Kevin widocznie dumny z siebie- Im szybciej pomożecie tej dwójce się wydostać z tam tond tym lepiej .
Wypowiedziawszy te słowa jego postawa zalśniła oślepiająco ,a już po chwili stał prze de mną w pełnym rynsztunku bojowym . Jego zbroja była czarna jednakże można było na niej dostrzec białe linie ,które łączyły się w jedną historie . Założył hełm i odleciał .
     Pomyślałam o smoku ,który zjawił  się przy mnie natychmiast . Wspięłam się ponownie na niego  zastanawiając czy Posejdon już odkrył moją nieobecność .
-To co malutki ja lecę do odległych krain ,a ciebie odstawie na górę .-tak ,to jest ten rodzaj smoków ,których jak nie upilnujesz poleci do domu okrężną drogą  . Z nim jest tak jak z nastoletnimi dziećmi ,które puszcza się na imprezę ,na którą idą skrótami ,a wracają okrężną drogą .
,,Mały''smoczek wbił się w powietrze gdy księżyc zaczął swoją wędrówkę by słońce zajęło jego miejsce . Obym tylko nie trafiła na Apolla ,albo gorzej Artemidę . Dopiero bym miała suszenie głowy.
No nic . Wylądowaliśmy na wzgórzu przy wapiennej grocie . W miejscu ,którym przestał kilkanaście lat . To miejsce zawsze przy stwarzało mnie o dreszcze . To wzgórze na ,którym rozlano  tyle krwi . Powoli zaczynam sobie to wszystko przypominać .Niektóre wizję sprawiają ,że chce mi się płakać ,kolejne zaś ,że chce się schować w bezpiecznych królestwie Posejdona (Artemida nie miała  by chyba nic przeciwko ) inne zaś sprawiają ,że na mojej twarzy gości uśmiech .
   A teraz ta najgorsza część . Ucieleśnienie się z feniksem ,to na pewno zaboli moją siostrę ,ale nie mam innego wyjścia ,a mojego gadziego przyjaciela nie mogę tam wziąć .
,,Dobra Sally'' wzięłam głęboki oddech . Moje serce spowolniło ,a ja sama się skupiłam . Najmocniej jak tylko mogłam . Moje runy na całym ciele zaczęły świecić na czarno-fioletowo . Ciało i włosy unosić się do góry choć nie było wiatrów . Jeden  wielki ból przeszył moje ciało . Po czym opadłam na ziemie już w czarnej zbroi ,którą można było zaliczyć do sukienki ,bo otaczał moje nogi delikatny materiał ,który w każdej chwili mogłam oderwać . Skrzydlaty feniks unosił się nad moją głową ,gdy rozprostował skrzydła poczułam przyjemny powiew wiatru .Uniósł mnie delikatnie w stronę krainy elfów .
   Zamek jak i miasto wyglądało na opuszczone ,ale tak naprawdę wszyscy spali ,albo po cichu pracowali . Weszłam na dziedziniec omijając strażników ,którzy mi się ukłonili. Aragorn ćwiczył szermierkę ze Steve'm gdy do nich weszłam .
-Rozmawiałam z Kevinem .-postanowiłam od razu przejść do rzeczy . Jak na zawołanie przestali walczyć ,a o to nie prosiłam -Oni wrócili .
 Ciemne włosy Aragorna opadły mu na twarz miał posępną minę . Lekko je poprawił podając miecz swojemu żołnierzowi .
-Powiedz gdzie ,a wyślę tam ludzi .-Steve cały czas się przysłuchiwał tej rozmowie z wielką uwagę .
-Pisze się na to .-odezwał się bohater -Radzę wysłać jego ferajnę będą mieli motywacje i najszybciej zadziałają .
-Zamek serca Chaosu .-powiedziałam przypominającą sobie to miejsce .
-Ta rudera ,którą spaliliśmy -jakby nie wiedział ,że nie mówi się podczas picia -W sumie oni lubią  taki klimaty . Kapitanie zbierz osoby ,z którymi chcesz jeszcze iść ,a ty Sally nie mieszaj się w to .
Już jestem w mieszana jakbyś nie widział ,czasem mam go ochotę  z policzkować .
Tom
   Ledwie się dowiedziałem ,że oni żyją ,a już siedzę i czekam na odpowiedni moment pod siedzibą złych i to w pełnym uzbrojeniu . Z kuszą brzy boku i mieczami na plecach . Steve dowodzi będzie zabawa ,bo jest też z nami Aragorn . Kurde nie wysiedzę w tych krzakach z Christin chciałbym już go zobaczyć . Słońce już powoli wyłaniało się na horyzont gdy dostałem znak od Jacoba ,że możemy wchodzić . Po cichutku zdjęliśmy z moją kochaną kuzynką dwóch strażników dusząc ich żywcem . Wślizgaliśmy do zamku dając znak innym . Jacob stał już przy mojej nodze jako wilkołak . 
-Dobra wchodzimy i wychodzimy.-powiedział Steve - Nie bierzemy nic innego ,tylko naszych . Rozdzielmy się ,ale nie spuszczajmy siebie z oczu . 
   Tak szczerze ten zamek niczym się nie różnił od tych ,które widziałem podczas wielu nalotów . Ten sam mroczny klimat , poniszczone meble . I ten sam wściekły ryj strażników . Ups . Wtopa . 
Nim się obejrzałem moje kuzynka zdążyła mu podciąć gardło na nasze nie szczęście był to cały oddział . 
No nic wyciągnąłem mój miecz i ruszyłem na niech . Nad moją głową przeleciał rudy wilkołak . Stykałem się z Christiną plecami ,oboje osłanialiśmy sobie  tyły .Krew rozbryzgała się po wszystkim . Z oczu ,uszy ,ust i szyi płynęła  im krew . Wybiliśmy prawie wszystkich . Prawie ,bo jeden biegł już korytarzem powiadomić innych o naszym przybyciu . 
-Legolas strzelaj .-krzyknąłem do elfa ,który od razu zareagował . Jego strzała przeleciała przez gwardzistę na wylot  ,ale tak nieszczęśliwie opadł na drzwi ,że je otworzył . 
-Idziemy i to szybko .-powiedział blond włosy .Nie patrząc na nikogo ruszył przed siebie . Zbierając po drodze swoją tarcze . Nie patrząc już na nic weszliśmy tam . 
Dziewczyna w zielonej czapce leżała nieprzytomna ,a on przy niej . Nad  ich ciałami stał Lord Darknoss . Miałem już się na niego rzucić ,ale powstrzymał mnie Steve, 
-Dzięki za przygotowanie ich do drogi .-powiedział wujek dając znać chłopakom by mu pomogli z ciałami -Pomagasz innym ,a nie umiesz pomóc sobie . Gdzieś już tą historie  słyszałem tylko w roli była kobieta . Z mojego łuku brwiowego wciąż kapała krew ,gdy usłyszeliśmy krzyk i dźwięk zbliżających się orków . 
-Pospieszcie się .-powiedział wyciągając miecz z pochwy -Teraz ma drzemkę,więc mamy go z głowy. 
Jacob wziął na ręce dziewczynę ,której długie ciemne włosy układały się fale . Drzwi otwarły się z hukiem . 
-Brać ich .-powiedział Lord wskazując mieczem na nas .Niestety dalszych komend nie wydał ,bo upadł bezwładnie na podłogę . a z cienia wyłoniła się . Brązowo włosa kobieta w zbroi i mieczem  w ręku . Facet oberwał porządnie w głowę ,ale to nie zmienia naszej sytuacji . 
-Zabierz nas z tond!!!-krzyknął wuj .  
   W tym momencie jej oczodoły stały się czarne ,a tęczówki zapłonęły fioletem i poczułem pustką ,a potem tylko ciemność . 
_________________________________________________________________________________
I wstawiam rozdział 10 .Uhm . Jutro czeka mnie dużo pracy ,ale mam nadzieje ,że wam się podoba . No nic . Wciąż nie zdradziłam imion uratowanych /straconych . Wasze blogi nadrobię dziś . Tak jak i naukę oraz ogarnę  rozdziały na trzech blogach . Jak ja się cieszę ,że jeszcze tydzień i będę miała wolne do siódmego kwietnia . Doprowadzę te blogi do ładu . Zaktualizuje kilka kart . Teraz dobranoc . 
Radosna 

 P.S Cudowne Percabeth <3

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 9 ,,Spotkanie''

Widząc zat­war­działych ludzi z zim­nym ser­cem oce­niasz ich z góry, a być może kiedyś kocha­li zbyt moc­no i zra­nieni próbują zna­leźć bez­pie­czeństwo w sko­rupie obojętności… 
                                                                                                                                       kajaaa
Sally 
          Wybiegłam za raz z Wielkiego Domu za Annabeth .Szybko naprawdę biegła jak na dziewczynę ,która niedawno była pół żywa .Nim zdążyłam dopiec do domku numer sześć . Drzwi łazienki zdążyły zamknąć się z hukiem . Wyważyć ich nie możemy ,a właściwie ja nie mogę . Nikt inny nie ruszył tyłka z fotela .
-Annabeth .-zaczęłam  lekko pukać w drzwi gdy usłyszałam tłukące się szkło . Kurcze ona jest zbyt modrą z niczego mogła by zrobić broń . Oby nie przyszło jej do głowy  wtargnięcie na swoje życie .
-Ann-dobra to cios po niżej pasa tak mówił tylko do niej Percy - Ej no  wyjść . Nie daj się sprowokować . Przecież jesteś inteligentna .
Mówić jak do ściany . To tak jakbym rozmawiała z Percy'm o jego porządkach domowych . Jego pokój to istne wysypisko śmieci ,ale zawsze jakoś się z tego wykręcał .
   Pukałam przez dłuższy czas w drzwi ,aż nie poczułam bólu w sercu . Mój oddech na chwile się zatrzymał . Nie mogłam złapać tchu , bezwładnie osunęłam się na podłogę .
-Sally .- no nie zawsze przez niego mam kłopoty - Unikasz prawdy . Muszę cię dzisiaj zobaczyć . 
Annabeth 
        Schowałam się w łazience jak mała przestrasza dziewczynka. Dałam się ponieść emocjom co mi się zdarzało . Nie mogę pozwolić by to się powtórzyło . Pani Jackson cały czas stała za drzwiami . Nie mogłam się przez  to skupić . Jeszcze ten szary przytłaczający kolor płytek był taki dołujący . Na wieszakach symetralnie   ułożone były białe ręczniki . Ta perfekcja doprowadza mnie czasami do szału ,już lepszy bałagan glonomóżdżka . Był !  Teraz panuje tam porządek  . Przez krótki okres czasu nie zdawałam sobie sprawy ,że pukanie ucichło ,ale nie słyszałam oddalających się kroków . Powoli podniosłam się z ziemi , uważaj na kawałki szkła . Nie wyszłam od razu tylko nasłuchiwałam ,ale jedynie co słyszałam to przyśpieszony oddech ,ale nie mój .
     Przekręciłam zamek ,wychodząc z zimnego pomieszczenie . Pierwsze ,co ujrzałam ,to kucającą Sally . Trzymała się za ramię . Z jej ust leciała krew .
-Pani Jackson.-podbiegłam do niej szybko . Pomagając jej ostrożnie wstać . -Już lecę po pomoc .
Pomogłam jej usiąść na łóżku . Miałam już lecieć do Wielkiego Domu ,ale chwyciła mnie za ramie . W tedy dokładniej przyjrzałam się jej oczom były czarne . Nie wiedziałam w nich oczodołu
-Nic mi nie jest .-powiedziała nie mal szeptem -Za raz mi przejdzie . To Emma ! Próbuje zyskać  dyktaturę nad Feniksami .
Znowu  ten babsztyl się we wszystko wtrąca , Nie dziwię się Tom'owi ,że nie chce mieć z nimi nic wspólnego , też bym nie chciała mieć gdybym była na jego miejscu.
   Nie mogłam patrzeć pani Jackson w oczy ,więc skupiłam się na jej dłoniach , na których pojawiły się czarne tatuaże ,które otaczała fioletowa mgła .
-To esencja feniksa .-powiedziała spokojnie gdy już jej oddech się ustabilizował -On żyje we mnie .
Nie łapałam do końca na czym to polega ,ale ok .Jej kasztanowe włosy opadały jej na ramiona przykrywając całą szyję .
-Powinnaś się jeszcze przespać.-powiedziała ustępując mi miejsca - No już wskakuj do łóżeczka .
Ona coś ma w sobie ,że od razu ją posłuchałam przecież nie może mieć czarmowy .
-Niech ci gwiazdy sprzyjają .-powiedziała przykrywając mnie -Dziecie Ateny , nadzieja rodu .
Zostawiła mnie z otwartą buzią . O co jej tym razem chodziło ? Znowu się zgrywa  . Nie wiem  jak ona to robi ,ale zawsze jest jeden krok do przodu od wszystkich i nie daje tego po sobie poznać . Normalnie mamy drugiego Gandalfa  Yyyy...... Gandalf to chyba złe porównanie książkowe zważywszy ,że może kiedyś go zobaczę ,bo wiele razy padało słowo ,, Gondor''. Kurde czyje się jak w książce . Jeszcze może będzie naprawdę crosserver z  powieściami Tolkienem .
 Sally 
     Nawet nie zdawałam sobie sprawy  ile czasu spędziłam w domku numer sześć . Wszyscy jedli już kolacje w pawilonie jadalny ,a słońce dawno zamieniło się z księżycem. 
-Sally to dobry moment. -wyjazd z mojej głowy chciałam pomyśleć ,ale miał racje .
 Wyczuł moją nie chęć ,ale wiedziałam ,że wciąż jest ze mną połączony i czeka na mój ruch . Chcąc nie chcąc skupiłam się , moje runy zaczęły połyskiwać na złoto . Moje ciuchy zmieniły się w czarną długą suknie ,która się za mną ciągnęła po trawie . Nie przykryła mi ramion ,wręcz przeciwne ukazała je ,odsłaniając moje runy . Nie zakryła mi moich pleców , trochę się z tym niekomfortowo czułam ,bo jednak mam swoje lata .
Weszłam do losu ,by dojść do najmniej odwiedzanej części lasu . Gdzie na mnie czekał już potężny smok ,o łuskach ,które nawet miecz Hadesa nie mógł by przebić . 
***
          Wiatr rozwiewał mi włosy gdy leciał na białym smoku w śród blasku gwiazd nocy . Aż dziw  ,że bogowie nie zauważyli tak wielkiego stworzenie ,ale to pokazuje jak są zapatrzeni w siebie . Nawet Posejdon....
Smok pozostawił mnie na górze , na którą niegdyś  porwał mnie Lord Darknoss . I na ,której dziś się z nim spotkam . Już na mnie czekał gdy schodziłam ze smoka . Był dziś ubrany jak zwykły śmiertelnik . Bez zbroi , bez mieczy . Tylko w brązową kurtkę i czarne spodnie oraz jakieś adidasy , których marki nie mogłam rozpoznać .
-Jednak się zjawiła .-powiedział robiąc kilka kroków w moją stronę , ma jego twarzy malował się uśmiech . 
-Co z chłopakiem ?-przeszłam od razu do sedna - Nie musiałeś  ich tak gnębić tam . 
-Nie wiem jest zdany na łaskę Chaosu .-powiedział rozglądając się dookoła - Wiesz dobrze ,że muszę utrzymywać pozoru .  
-To po co mnie tu wezwałeś ?-spytałam poirytowana , znowu bawi się ze mną w zgadywanki . 
Machnął tylko ręką ,a w powietrzu utworzyło się zwierciadło ,które pokazało mi teraźniejszość . Na początku nas na wzgórzu ,a później obraz się rozmazał i ukazał mi dziewczynę o bladej karnacji . Miała piegi na twarzy i jedwabiste czarne włosy , na których znajdowała się zielona czapka . Jej ciemne oczy przeszywały człowieka strachem . 
-Wrócili.-powiedział Kevin sprowadzając mnie na ziemię - Udało im się . 
W oddali zauważyłam jeszcze  jego .....
_________________________________________________________________________________
   Wiem ,wiem ,wiem . Nie dodawałam tutaj nic przez 13 dni nie musicie mi o tym przypominać ,ale w końcu wstawiam rozdział . Opis dziewczyny powinien was doprowadzić do jej towarzysza .  A jakbyście mogli odpowiedzieć na pytanie pod tym postem http://wszystko-i-nic-by-radosna.blogspot.com/2015/03/one-shot-logan-lerman-i-alexandra.html (Tak wiem nie w moim stylu ten OS ,ale naciskali na mnie ) (Tak wiem nie w moim stylu ten OS ,ale naciskali na mnie ) Blee nigdy więcej . 
Radosna 

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 8 ,,Perseusz ''

Widziałam kobietę .
Miała takie smutne oczy . Patrzyła przed siebie pustym wzrokiem . 
Serce miała wyciągnięte na dłoni .
Było małe ,kruche z licznymi bliznami . Ledwo biło .
Kobieta wyciągnęła rękę ,pokazując mi swoje serce .
Krzyczała ,że jest takie przeze mnie ,że to ja i moja nienawiść zabija jej dusze . 
Płakałam . Ramiona jej drżały .
Serce-powoli pękało na pół .
 Wtedy uświadomiłam sobie ,że patrzę w lustro .
Autor nieznany 
Annabeth 
     To wszytko wyglądało jak sen . Gdy zamknęłam oczy czułam się jakby dryfowała na morzu . Pełna spokoju , bo wiedziałam ,że to mocna strona Percy'ego . Była uniesiona na jawie . Przestawał odczuwać ból . Pamiętałam tylko szczęśliwe momenty mojego życia . To tak jakby ktoś mnie odurzył . Niestety czar prysnął gdy się obudziłam . 
     Leżałam w Wielkim Domu od razu rozpoznałam jego ściany . Bordowe ,które idealnie współgrały z drewnianymi meblami . Na ścianach wisiały obrazu z podobiznami bogów . Na drugim łóżku obok mnie leżała ciemnowłosa córka Posejdona . Spała sobie spokojnie . Ręka bezwładnie spoczywała jej na brzuchu . Była blada jak śmierć ,ale żyła . Przez kilka chwil wpatrywałam się w sufit bez jakiegoś ważnego powodu . Wiem ,że za raz będę musiała się zmierzyć z prawdziwą rzeczywistością  . Zaczęłam się powoli podnosić do pozycji siedzącej . 
-Nie radzę .-usłyszałam głos pani Jackson to znaczy Sally- Musisz naprać sił . 
    Westchnęłam cicho opadając na poduszkę . Usłyszałam jak delikatnie podnosi stołek ,a po chwili stała już na de mną . Mam dobry słuch ,który jet przydatny podczas zakradanie się gdzieś . Tak samo przydatny jest w lesie gdy panuje pełny półmrok . 
Od bandażowała mi rana ,która swoją drogą strasznie piekła . Zapewne za kilka tygodni pozostanie po niej tylko blizna i smutne wspomnienie . Mama Amandy zaczęła mi przemywać ranę namoczonym ręcznikiem . Miała na sobie ciemną koszulę w kratkę i jasne obcisłe jeans . Jej długie ,gęste włosy opadały na ramiona okalając jej twarz . Miała podkrążone oczy ,ale wciąż nie wyglądała na swój wzrok .
-A co z tym chłopakiem ,który był z nami ?-pewnie uosobienie wiatru im o  wszystkim opowiedział.
    Mógł wcześniej zareagować . Mógł go uratować . Wiem ,że oni mają tam swoje kodeksy . Wiem też również ,że bogów mało co obchodzi ,ale nie dziwie się osobą ,które uważają ,że bogowie są identyczni jak giganci oraz tytani .
-Kevin wysłał go do jego   własnych koszmarów . -powiedziała Sally zwinie lecząc mnie .
Ona wcześniej znała Lorda Darknossa i mówiła jego imię z nutą  empatii choć przyczynił się do tylu zmartwień jej syna . Czemu ?  Tylko ona będzie wstanie mi na to pytanie odpowiedzieć .
-Dlaczego ?-powiedziawszy to spojrzała na mnie pytającym wzrokiem -Dlaczego go pani nie potępiła?
Odłożyła tace z wodą na drugą stronę . Nie patrząc mi w oczy zaczęła bandażować ranę .
-Nie był taki .-powiedziała kończąc ,a ja dopiero teraz spostrzegłam ,że mam na sobie czyste ubranie-Ludzie go zniszczyli . Zło to tak naprawdę krzywdą dobra .
    No to dowaliła teraz,ale rozumiem co przez to chce powiedzieć . Ludzie strasznie manipulują inni. Dają złudną nadzieję  by tylko wykorzystać innych . Czasami rozkochują ,a później porzucają . Serce wtedy człowiekowi pęka na małe drobne kawałeczki . Upada na dno by powstać jako lepszy człowiek lub jego wrak .
-On się już dawno opanował Annabeth.-powiedziała z takim spokojem na jaki ja nie potrafiłabym mieć odwagi-Tylko już nie ma wyboru . W każdym bądź razie . Zginie od miecza dawnego brata lub jako zdrajca Chaosu . Spróbuj teraz wstać .
   Lekko podtrzymała mi za ręce ,a ja się podniosłam strasznie mnie ta rana bolała . Krzywiłam się z bólu ,a ona tylko patrzała na mnie błagalnie . Zobaczyłam ,że na stołku ,na którym siedziała leżała kartka i długopis . A na niej nabazgrane coś niezrozumiałym dla mnie językiem .
-Annabeth oni ciebie oczekują .-powiedziała z powagą -Nie zgadzam się z tym co oni teraz robią ,ale nie wchodzę im w drogę . Uważaj na słowa jakie wypowiesz . On wrócił .
Resztkami sił zmusiłam się do wstania . Obawiałam się jej słów . Wiedziałam do czego zdolni są bogowie . Czasami mają naprawdę głupie pomysły .
     Pomogła mi zejść na dół ręce jaj drżały ,ale nie było to widoczne gołym okiem . Dopiero gdy mnie złapała . Na schodach stał Hermes ,który już dalej mi pomógł zejść . Pod każdym krokiem szczeble drewnianych schodów skrzypiały .
Usiadłam na fotelu obitym materiałem ,na ,którym znajdowały się kwiaty . W salonie Wielkiego Domu byli wszyscy bogowie jak i Liga Zabójców . Wszyscy wpatrywali się we mnie intensywnie . Mogliby już w końcu coś powiedzieć . Pani Jackson stanęła przy Posejdonie . Nawet na niego nie spoglądając .
-Annabeth waszą misję nie można uznać za udaną i porażkę .-odezwał się Zeus z powagą o dziwo nie wkurzył się ,że nie oddałam mu czci -Uznaliśmy ,że zarówno lidze jak i herosom przyda się pomoc kogoś bardziej doświadczonego .
Rozejrzałam się po wszystkim zgromadzonych ich twarze nie wyrażały żadnych uczuć . Nawet Sally przybrała pokerową twarz .
Bogowie się rozstąpili ,ukazując mi wysokiego szatyna . Ubranego w pradawną starożytną zbroję .Miał oczy koloru burzy . Podobne do Thalie .
-Poznaj proszę Perseusza mojego syna .-Zeus powiedział z dumą nie patrząc na ból własnego brata .
We mnie wrzało jego potrafili wskrzesić .Choć jego szczątki już dawno się rozłożyły . Nigdy nie został bogiem . Nigdy ! A teraz stoi przede mną ,a Percy'ego nie ma .
Nic nie powiedziałam po prostu zerwałam się z tego fotelu i pobiegłam przed siebie do domku Posejdona . Kilka razy upadłam z bólu .

Narrator 
    Blond włosa wpadła z impetem do łazienki zamykając się w niej .Niebieskie kafelki były idealnie wypolerowane . Annabeth spojrzała w lustro . Nie zdając sobie z tego sprawy płakała . Póki tego nie zobaczyła w odbiciu . 
   Łazienka była dużo  i przestronna w jednym kącie stała wanna ,a zaś po drugiej stronie prysznic . Obok niego kosz z brudnymi rzeczami . Na umywalce walały się kosmetyki .  Córka Ateny czuła ból fizyczny ,który jednak był niczym w porównaniu przez co przechodziła teraz jej dusza . Lustro wiszące na ścianie zaczęła pękać na pół ,a później na małe kawałeczki ,które z brzękiem upadły na podłogę . 
One obrazowały jej serce . 
_________________________________________________________________________________Hej kochani . Przybywam do was z rozdziałem . Mam nadzieję ,że udało mi się was zaskoczyć . Przepraszam za tytuł . Jest taki dwuznaczny . Haha . 
Teraz przejdźmy do tej mniej milszej części . O tuż ......
Miałam napisane już rozdziały na Thalie i Silene ,ale kochany blogger mi je usunął przed publikacją ,więc oczekujcie je dzisiaj w nocy lub tak chwilkę po północy . Tak będę pisać je na telefonie . Tylko kurde nie pamiętam dialogu Thali i Sally ,a byłam z niego tak dumna . Pamiętam końcówkę całą . Silena prawie wszytko ,ale jak wiadomo nie napisze wszystkiego w słowa w słowo .
Kolejny postaram się za tydzień . 
Radosna

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości