niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 16 ,,Obóz upada''

Dedyk dla Cherry
Cza­sem w życiu przychodzą złe chwi­le. Ta­kie dla, których nie chce­my żyć. Ta­kie, które spra­wiają, że życie sta­je się gor­sze, a nasze sa­mopoczu­cie jest nie do zniesienia. Myśli­my so­bie wte­dy, że już wszys­tko nie ma sen­su. Re­zyg­nu­jemy z rzeczy, których się podjęliśmy. Pod­da­jemy się. Nie ma­my sił wal­czyć. Al­bo i nie chce­my.....
                                                                                Dussiek
Luke 
      Dziś była Willow kolej wartowania przy granicach obozu . Za każdym razem ,gdy szła tam martwiłem się o nią ,a na dodatek dziś czułem niepokój . Po mimo ciepłego poranku nie umiem cieszyć się słońcem i tym dniem . Nie wiem dlaczego,ale odkąd wróciłem z Elizjum za każdym razem,gdy ma się wydarzyć coś strasznego to uczucie ogarnia mnie całego. Bezsilność wymieszana ze strachem i te straszne sceny.
-Luke!-walnęła mnie łukiem Thalia-Wracaj z tamtego świata. Wiem ,że ty i Annabeth jesteście marzycielami .
Nigdy nie lekceważcie córki Zeusa dla własnego dobra.i życia . Czarnowłosa miała na sobie skórzaną kurtkę pod,którą znajdowała się niebieska bluzka z różowym jednorożcem . Eeee....? różowy jednorożec na niebieskim tle ? Do tego jakieś jeans i glany . Buty,które przetrwają wszystko .
-Wróciłem.-powiedziałem jak kompletny komik-Co chcesz ?
No dobra sam się sobie przyznam ,ze mną coś jest nie tak raz reaguje jak tyran ,a raz jak dzieciak,który....
-Chodzi o Annabeth.-od razu zamieniłem się w słuch-Od ostatniego spotkania z panią Jackson zachowuje się dziwnie.
     I o coś takiego tyłek mi truję . Serio jej się już naprawdę nudzi. Każdy wie,że Annabeth  trochę zbzikowała ,ale to wciąż jest ta sama córka Ateny .
-Wiesz może kogoś po drodze spotkała.-powiedziałem robiąc ruch brwiami .
-Gadaj.-ledwie utrzymałem się na nogach,gdy się na mnie  uwaliła-Nie dam ci spokoju póki mi nie powiesz .
-No po domku krążą plotki,że zaczepił ją Net ,a tak w ogóle ładna z ciebie przyjaciółka. -machnęła tylko ręką wyciągając jedną  strzałę,na jej twarzy malował się złowieszczy uśmiech- Co ty,,,, O patrz o Wilku mowa .
   Dołączyła do nas blondłowa dziewczyna ,która miała kamienny wyraz twarzy. Ubrała się dzisiaj cała na czarno . Wraca epoko żałoby ?
-Nie ma go tu.-rozglądała się dookoła -Wracam do  żałoby póki czegoś nie wymyślę .
Razem z Thalią wybuchnęliśmy niepowstrzymanym śmiechem. Córka Ateny nie mogła sobie poradzić z chłopakiem . Oby nie przyszło jej na myśl pozbycia się g w niewinny sposób.
-To nie jest śmiesz....-dalej zagłuszył ją ryk potworów .
-Nie mówcie ,że to przy granicy .......
Annabeth
     Znowu to samo. Luke wystrzelił jak petarda z miejsca za Chiny ludowe nie mogliśmy go dogonić  ,a co dopiero przegonić. Nawet nie zastanawialiśmy się by założyć zbroję ,po prostu tu teraz liczy się czas. 
Las od wschodniej części już się palił ,a wartownicy ,,latali'' nad nami . Liga już walczyła z kilkoma potworami ,ale mu z Thalią mamy z kimś rachunki do policzenia . Ciekawe czy się pojawi ???
  Nad nami unosił się ciemny dym , wielu herosów uciekało z lasu ,a my jak samobójcy wbiegliśmy do niego,że też Willow musiała patrolować właśnie tą część obozu dzisiaj. 
-Może już stąd uciekło.-powiedziała Thalia wbijając wrogiej harpii strzałę w oko.
-Tego nikt nie wie.-jako córka Ateny muszę myśleć racjonalnie-Wracajmy.
-Nie!-i taka z nim gadka ,szmatka. 
Po  jakiś kilku minutach dotarliśmy do granic obozu . Bariera połyskiwała na złoto w niektórych miejscach pękała . 
  Na ziemi było dużo krwi i leżał jej miecz,który podarował jej Percy. Podniosłam go żeby nigdzie się nie zawieruszył ,bo to przecież pamiątka. 
-Co teraz?-spytał  zdruzgotany Luke przeczesując swoje włosy . 
-Wracamy pomagać innym.-może czasami jestem bezduszna,ale jedno życie za cenę innych to nic, 
-Ale......
-Ona ma rację Luke.-powiedziała Thalia napinając łuk-Szumowina już jest czuję jego  odór . 
Może to podłe ,ale zostawiłyśmy go tak ,biegnąc w stronę domków . 
Thalia 
      Nikt nie widział co tak naprawdę się dzieje . Niektórzy latali z wiadrami wody by ogień dalej się nie rozniósł . Inni pomagali śmiertelnikom się ewakuować,a reszta walczyła . Depcząc ciała poległych . 
-Moje drogie panie gdzie to się było.-powiedział  szyderczo Lord Darknoss lewitując nad nami . 
Miał na sobie tą swoją czarną zbroję i pelerynę . Nie osłaniał już swojej obrzydliwej twarzy hełmem ,a szkoda . 
   Znowu nie ma bogów ,gdy są potrzebni. Ciemnowłosy podleciał w naszą stronę. Stając na przeciwko nas ,a ten jego szyderczy uśmiech nie schodził mu z twarzy .
-AAAaaaa.-krzyknęła Ann rzucając się na niego , ich miecze z tyknęły się wydają brzęk metali . Wykorzystałam to wbijając mu strzałę w plecy ,ale on bez problemu wyciągnął ją sobie ,prostując sobie . Dmuchnął ,a my z Annabebeth wleciałyśmy na domek niszcząc go . 
-Mam waszą koleżankę.-powiedział gdy podniosłyśmy głowę,gdy pstryknął palcami w jego ramionach pojawiła się zakneblowana rudowłosa ,z rozwalonym łukiem brwiowym i podbitym okiem . 
 -Zostaw ją ....
Luke
-Jest już komplet.-kiedyś ten uśmiech  zejdzie mu z tej twarzy.
Nagle wszyscy wokół nas przestali walczyć  i skupili się na naszej wymianie zdań . Dosłownie wszyscy ,nawet bogowie się pojawiły .
    Willow miała łzy w oczach .Była oplątana w węzły . 
-Zagrajmy w grę.-nienawidzę tego gościa -Masz do wyboru obóz lub dziewczyna . Tik tak . Czas ucieka . 
Przygryzłem dolną wargę .Jak mam wybrać rozsądnie? Willow kręciła przecząco  głową . Nie umiem. 
-Obóz czy dziewczyna?-jeszcze musi to powtarzać .
      Czułem na sobie ciężar  wszystkich innych herosów oraz śmiertelników i tą jedną dusze za tyle . Percy umiał się poświęcić ,zrobiłbym to samo teraz ,ale nie o moje życie teraz chodzi. 
-Rozumiem ,że zdecydowałeś .-wbił jej swój miecz w brzuch ,rzucając o ziemie . 
Nie pozwolił mi nawet dojść do słowa .Zbyt długo czekał. Podbiegłem do córki Apolla zaraz jak odleciał . Położyłem  ją sobie na kolanach . 
-Jest dobrze-wystękała cicho .  Miała więcej ran niż miała mieć . Koszule już miała całą przemoczoną krwią . 
-Zrównajcie to miejsce z ziemią-Lord Darknoss wydał wyrok śmierci na obóz ....
_________________________________________________________________________________
I to oto jest  rozdział 16 . Wiem ,wiem raz jest dobry ,a raz zły mogłabym się w końcu zdecydować . 
Kolejny za tydzień 
Radosna

wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 15 ,,Odbicie Demona ''

Christina 
Czemu ja im zawsze ulegam ? Czemu nigdy mnie nie słuchają ? Czemu zawsze za nimi muszę iść ?
  Odpowiedź jest prosta idę z nimi by  sprowadzać ich na ziemię i doprowadzać cało do domu by tam dostali zasłużoną karę . 
    Od naszej ostatniej wizyty w tym zamku nic się nie zmieniło .  Może trochę przybrał w mroku . Wieżą wciąż była rozwalona .Zamek wyglądał na opuszczony ,ale czy naprawdę go opuścili . To wiedzą oni sami i jego mury .
-Po co tak w ogóle tu przyszliśmy?-spytałam zachowując czujność-Nawet jeśli tu nikogo nie ma ,pozostała historia i resztki czarnej magi .
 Mury stały się wilgotne , na ziemi walały się miecze , łuki oraz wiele innych wojennych artefaktów . Gdzie nie gdzie płytki się pod nami ruszały ,ale oni musieli brnąć w to dalej ,a ja nie umiem ich zostawić . Nie  potrafię .
-Stęsknił się.-odpowiedział Tom ,gdy zrównaliśmy my kroki.
Ciemnowłosy prowadził nas przez korytarze i zakamarki do jakiegoś celu ,który my nie koniecznie znamy .
   Mamy na sobie ciemne cichy o dziwo nie zbroje . Sama  miałam na sobie sukienkę ,bo sztuką jest umieć w niej walczyć i nie odsłonić za dużo. Włosy miałam  spięte w kok ,a na plecach kołczan ze strzałami i łuk w dłoni zaś dzierżyłam miecz .
    Tom zaś miał na sobie niebieskie jeans oraz błękitną bluzę z kapturem . Na plecach miała drzewo ,a nasz towarzysz  ubrany był w ciemne spodnie z materiału  i bluzkę z czerwonymi oczami demona .
-To tu.-powiedział dotykając solidnych , metalowych drzwi ,które różniły się od innych . wykonaniem .
Te były metalowe ,wszystkie inne były drewniane .
-Tego korytarza tutaj nie było.-stwierdziłam z przerażeniem ten fakt-Skąd wiedziałeś gdzie go szukać ? I ,że w ogóle tutaj jest .?
-Nie było go ,ale jest.-powiedział napierając na drzwi-Ktoś mi  nich powiedział .
   Wymieniliśmy z Tom'em zaniepokojone spojrzenia . Mój kuzyn wzruszył tylko ramionami i zaczął pomagać ciemnowłosemu .
-Wiesz przynajmniej co tam na nas czeka? -spytałam podchodząc do nich .
-Podejrzewam.-nie zamierzał się wycofywać ,widziałam to w jego oczach-Więc mam nadzieję ,że nic nie jedliście .
Siłą tutaj nic  nie zdziałają . Drzwi są wykonane solidnie . Spróbujmy inaczej . Oddaliłam się od nich . Chowając miecz w kołczanie ,a wyciągając łuk ze strzałą . Napięłam cięciwę strzałą z grotem ,którą nasyciłam magią .
-Odsuńcie się !-krzyknęłam do nich ,gdy już byli przy mnie . wystrzeliłam strzałem  ,którą nakierowałam na zamek .
    Siła była tak silna ,że odepchnęła nas kilka metrów dalej. W okół drzwi unosił się dym .
-Co my byśmy bez ciebie zrobili.-powiedzieli ściskając mnie .
-Dobra teraz ostrożnie .-powiedział zbliżając się do drzwi . Lekko je uchylił .
-Naprawdę chcemy tam wejść.-Tom się przestraszył,Tom się przestraszył .
Spojrzałam na mojego kuzyna z wyrzutami ,teraz  i ja byłam ciekawa co tam zobaczymy . Weszliśmy głębiej i oniemiałam . W środku wnętrze było identyczne jak po ciemnej stronie . Tam gdzie zginął Jack właśnie w tej komnacie . Choć mnie tam nie było wiele razy śniło mi się to miejsce . Nie pozwalając w spokoju spać .
   Ściany były granatowe. Biła od nich taka zimna esencja . Z sufitu wciąż zwisały czerwone kryształy . Podeszłam do posadzki ,klękając . Należał mu się hołd nie ważne co zrobił . Był jednym z nas . Tylko się zagubił .
-To tu.-uklęki obok mnie ,ale wszyscy byliśmy spięci ,tej komnaty tutaj nie powinno być .
-Wynośmy się stąd .-powiedział Tom drżącym głosem -Za nim historia zatoczy koło .
Wstałam rozglądając się dookoła . Na stole leżała księga .
AAAAAAAAAAA . Nagle usłyszałam krzyk i zobaczyłam ,że Tom wylądował na rękach tego co w to nas wkopał .
-Co znowu ?-spytałam widząc ich przerażone twarze . Chcąc nie chcąc musiałam do nich podejść .
Moim oczom ukazały się szczątki kobiety .  Na jednej ręce skóra już całkiem z niej zeszła odsłaniając je blade kości . Z tyłu głowy można było zobaczyć siwy ,obumarły mózg.
-Czy to pani księżyca?-głupie pytanie ,poświęciła się ,a nie zaznała spokoju .
-Obawiam się ,że tak.-powiedział słabym głosem .
Nagle pół szkielet się pruszył . Łapiąc mnie za rękę .
-Uciekajcie stąd jeśli życie wam miłe .-powiedziała chrapliwym głosem ,lecz powiedziała to za późno . W okół nas zebrał się gorący piasek ,który zaczął nas dusić .
Annabeth  
     Stałam na pomoście ,gdy usłyszałam czyjeś  kroki . Odwróciłam się automatycznie .Nie chciałam kolejnej konfrontacji z bogami . Moim oczom  ukazała się szatynka o kasztanowych włosach . Potarganych w niektórych miejscach jeans i niebieskiej koszuli . Pod pachą trzymała pudło .
-Sally.-powiedziałam rzucając jej się na szyję . 
-Witaj Annabeth.-odwzajemniła uścisk -Też za tobą tęskniłam . 
-Co cię tu sprowadzam ?-powiedziałam uśmiechając się -Miałaś się tu zjawiać sporadycznie .Dla mnie lepiej ,że tu jesteś . 
-Musiałam sprawdzić jak się czujesz .-ona jako jedyna nie próbowała mnie zmieniać ,czekała ,aż wszystko sobie w głowie ułożę . 
   Ruszyłyśmy przed siebie ,a ja cały czas się zastanawiałam co się znajduje w pudełku . Ludzka ciekawość . Wiatr rozwiewał nam włosy . 
-Co w nim jest ?-spytałam choć wiem ,że nie wypada.
Kobieta spojrzała na pudełko jakby do końca nie wiedziała jaka jest jego zawartość.
-Rzeczy Percy'ego.-powiedziała w końcu ,gdy byłyśmy już blisko Wielkiego Domu .
Rzeczy mojego chłopaka tyle razy zbierałam się ,żeby je przejrzeć ,ale na za każdym razem tchórzyłam . A teraz zabiera je .
-Spokojnie Annabeth .-powiedziała widząc moją minę -Zwrócę je ,gdy wszystko się naprostuje ,ale teraz potrzebujecie miejsca .
Jak miło z jej strony . Chociaż nie wiem czy wszystko zdoła się wyprostować .
-Do zobaczenia.-rzuciła oddalając się o de mnie -I pamiętaj nigdy nie ma dwóch dróg ,zawsze jest ich więcej tylko trzeba otworzyć serce i oczy .
_________________________________________________________________________________
Dzisiaj trzecie gimnazjum piszą testy . Powodzenia !
No , za pięć rozdziałów ,akcja się rozkręci ,bo teraz trochę jest nudno . Kolejny postaram dodać się w weekend ,a jak nie to w poniedziałek .
Radosna 

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 14 ,,Zamykać ,czy nie zamykać ?''



Nie ocze­kuj wzlotów, lecz tre­nuj upadki. 
***
Każdy upa­dek bo­li, ale chy­ba naj­bar­dziej ten, który spo­wodo­wała bezsilność... 
Ibella 

Annabeth 
     Bliscy o de mnie odchodzą ,a ja nie mogę nic z tym zrobić . Znikają z mojego życia tak szybko ja się pojawili,choć gościli w nim długo.Siedziałam na pomoście zanurzając nogi w zimnej wodzie jeziora . Ostatnio pragnęłam być sama . Przemyśleć sobie wszystko . W końcu poukładać sobie życie i stanąć na nogi . Inni to uszanowali ,choć pewnie uważają ,że znowu płaczę . Chciałabym ,ale nie potrafię już ronić łez. 
-Annabeth pora iść już odpocząć.-powiedziała moja matka przysiadając się do mnie .Miała na sobie dziś białą suknie . Podobno do tych ,które nosiły greczynki w starożytnej Grecji. na ramieniu miała złotą bransoletkę . Usiadła na pomoście również zanurzając nogi w wodzie .
   Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy ,wpatrując się w gwiazdy . Szukałem na niebie dobrze znanych mi konstelacji,lecz dziś moja wyobraźnie mnie zawiodła . Dziś dla mnie to było ciemne sklepienie z jakimiś jasnymi punktami .
-Nie próbuje cię zrozumieć.-powiedziała w końcu wzdychając-Nie potrafiłabym to zrozumieć . Traciłam wiele dzieci ,ale nigdy za nimi nie płakałam . Pamiętam ich .
Czy na teraz próbuje się prze de mną otworzyć ? Może chce mnie pocieszyć ? Jeśli tak to marnie jej to wychodzić ,ale co się dziwić . Żadnego ze swoich dzieci nie nie trzymała po sercem . Nikogo do niego nie wpuszcza .
-Nie tolerowałam twojej miłości.-bardzo zły temat matulu wybrałaś-Był wielkim Herosem,ale nie zasługiwał na niego .
  Spojrzałam w oczy mojej mamy ze smutkiem . Nawet w takiej chwili potrafi przekonywać mnie ,że to ona miała racje . Ręce mi drżały ,gdy patrzałam na jej nieskazitelną twarz,
-No nie pacz tak na mnie stwierdzam tylko fakty.-powiedziała wstając -A teraz spać .
     Nie rozumiem czemu tak bardzo zależało . Pomimo jej groźnego spojrzenia . Byłam w tym samym miejscu ,w którym mnie zastała .
-Annabeth czas spać!-podniosła trochę głos -Teraz córko .
-Nie potrafię.-gdy wstała zrównałam się z nią . Jej oczy były tak intensywnie szare -Chejron ,Percy ,to wszytko to za dużo . Taa przepowiednia . Ile jeszcze zamierzacie udawać,że wszystko jest w porządku ?Ile ?
-Udajemy przez wieki.-jej oblicze diametralnie się zmieniło-Pogramy jeszcze trochę .
  Pokręciła tylko zdegustowanie głową wymijając ją . Tylko ,że zamiast udać się do domku udałam się na arenę .
-Annabeth!-słyszałam ją cały  czas-Annabeth Chase odwróć się do mnie natychmiast ,
Taa jasne , Szybciej zobaczę ducha niż się  odwrócę . Jak ona śmiała . Nie mogę powiedzieć ,że uważa się za boga ,bo ni jest . Czasem wydaje mi się ,że jest gorsza od Zeusa .
        Żwir i i drzazgi z gałęzi wbijały mi się w gołe stopy . Will mnie zabije . Ostatnio często u niego bywam i unikam Neta .
Biedna Amanda ostatnio jest taka osłabiona swoją drogę . Weszłam na  Arenę ,a tam normalnie jak nielegalne walki . Wejście było oświetlone pochodniami ,a dalej pustko i dopiero ,gdy zbliżałam się do wejścia zaczęło się rozjaśniać .
-Ateno....-zaczął Zeus ,ale jak mnie zobaczył od razu zamilkł . Nad obozem rozległy się grzmoty . Za raz za mną na spotkanie ,na którym znajdowali się wszyscy bogowie  i  liga .
-Ateno miałaś dopilnować żeby nikt nam nie przeszkadzał.-Zeus wstał chwytając swój piorun piorunów .
-Nie moja winna ojcze.-powiedziała Atena podchodząc do niego -Annabeth jest moją córką . Jest bardzo inteligentna .
Patrzałam na nich z wrogością w oczach .
-Nie mamy całej nocy.-odezwała się Emma -Głosujemy . Lepiej się wycofać teraz niż później tego żałować .
-Kto jest za tym by zamknąć Olimp i opuścić Olimp-odezwała się cicha jak do tej pory hera .
Chwila minęła za nim zorientowałam się co ona powiedziała . Posejdon nie poparł tego jak i niektórzy,ale większość to poparła .
-Kto jest za tym żeby bronić swojej historii?-spytał Posejdon podnosząc dłoń . Po za nim tylko kilka osób go poparło .
Nie mogłam w to uwierzyć. To tylko głupi sen .
-Przegłosowane odch....-odezwał się ,ale weszłam mu w słowo .
-Jeśli my upadniemy!!!-krzyknęłam tak ,że wszyscy podskoczyli-Wy upadniecie razem z nami .
-Grozisz nam ?-powiedziała hera nawet nie ruszając tyłka .
-Nie pani stwierdzam tylko fakt.-powiedziałam wychodząc .
_________________________________________________________________________________
Ja wiem co napiszecie . No więc widzimy się za tydzień  :D Chyba

niedziela, 5 kwietnia 2015

Urodzinki +rozdział w pakiecie

Hej !
         Za pewne po tytule już wiecie czemu dziś się pojawia post . Okrąglutki rok temu w piątek o godzinie 21:35 powstał ten blog . Było to dla mnie bardzo ważny dzień ,bo w pewien sposób  odmienił moje życie . W szkolę pozostałam tą samą dziewczyną,ale  przecież to nie ja obchodzę urodziny tylko mój blog, więc skupie się na nim ,ale tak szczerze on by nie istniał gdyby nie wy . Dziękuję za wszystkie komentarze . Dziękuje też ,że wytykacie mi błędy dzięki nim się uczę . Tylko błagam jeśli natrafiłeś na tego bloga dziś lub wcześniej ,ale nie byłeś od początku . Błagam nie wracaj do pierwszych dziesięciu rozdziału . Nie są warte przeczytania  ,powinny spłonąć w Tartarze ,ale one są historią bez nich nie byłoby tego co jest teraz ,więc nie mogę ich zmienić .
Dla wszystkich czytelników ciasteczko internetowe z tej okazji .
Długo się zastanawiałam czy dodać zwyczajny post i złożyć wam życzenia ,ale postanowiłam się dla was bardziej postarać ,więc każda opowieść znajdująca się w tym  poście wiąże się z fabułą bloga . Od razu uprzedzam żeby nie było  później w przyszłość np ,, O co chodzi . Nic o tym nie wspominałaś.''
A co was dziś spotka .
1. Początek historii Sally i Posejdona  
2. Kartka kalką serca 
3.Rozłamane serca dwóch feniksów 
4. Rozdział 13 ,, Mój tata nie żyje ''
5.Niespodzianka 
6. Życzenia 
___________________________________________________________________________________
Początek historii Sally i Posejdona 
       Wszyscy bogowie wiedzą ,że wykorzystują śmiertelników . Zakochują ich w sobie. Rozpalają ogień pożądania ,a później pozostawiają . Porzucają ich jak jakieś śmieci, bo to dla nich była tylko zabawa ,bo co innego mają robić przez tysiące lat . Najgorzej jest w tedy gdy z tego zakazanego związku rodzi się dziecko . Półbóg w tedy trzeba się przyznać i nie wziąć na siebie odpowiedzialności za ten czyn . 

      Przynajmniej tak było do czasu . Pewnego dnia Posejdon pokłócił się ze swoją nieśmiertelną żoną Amfitrytą . Wyszedł na ląd i przybrał posturę śmiertelnika . Było ciepłe lata  wiatr rozwiewał włosy plażowiczom . Dzieci biegały przy linii brzegowej . Nabierały wady do wiaderek i oblewały swoich rodziców ,którzy w odwecie wrzucali ich do wody . Pan mórz przyglądał im się . Czasem żałował ,że jest nieśmiertelny ,ale tylko czasem . I właśnie tego ów dnia pożałował tego najbardziej . Spotkał śmiertelniczkę inną od wszystkich .Przyglądał się wysokiej brunetce ,która siedziała w czarnej sukience i czytała książkę . Była na przerwie w pracy bo obok niej leżał biały fartuch . Za pewne pracowała w pobliskiej knajpie . Od tyłu w jej stronę leciała mokra piłka nie było mowy ,żeby ktoś ją złapał przed uderzeniem kobiety ,bo dzieci zbyt wolną biegały i nie pomyśleli ,żeby krzyknąć i ją ostrzec , ani że ją zauważy ,lecz ona uchyliła się przed nią .Zerwała się na nogi , złapała piłkę i rzuciła dzieciom . Gdy wstała i Posejdon ujrzał ją w całej okazałości tak szczerze nie ruszyła go jej sylwetka . Wyglądała jak większość kobiet ,ale gdy jej orzechowe oczy spotkały jego . Zauważył w nich coś czego nie życzył by największemu wrogowi . Uderzyła w niego fala magii ,ale i oczarowała . Wiedział już ,że ów nieznajoma była wyjątkowa nawet nie wiedział jak bardzo ,ale jej orzechowe oczy poskromiły go . Poczuł do niej uczucie jakim nie powinien darzyć śmiertelniczki w ogóle jakiekolwiek kobiety prócz swojej żony .

***************************************************************************************

Początek historii Sally i Posejdona miał być   mini serią ,ale wyszedł tylko prolog . Może kiedyś ją skończę . To ,,opowiadanie '' powstało w wakacje . Nigdy nie sądziłam ,że je tutaj wykorzystam . A jednak . Resztę pisałam przez cały tydzień tylko :D
_________________________________________________________________________________________
Kartka  kalką serca
Percy
Każdy musi kiedyś umrzeć : śmiertelnicy ,elfowie ,herosi , stworzenia magiczne i BOGOWIE .
Do tej pory nie wierzyłem ,że bogowie mogą umrzeć . Zawsze myślałem ,że odchodzą w zapomnienie ,gdy  ludzie przestają o nich mówić ,a księgi w których zostały zapisane ich historie roztają zniszczone raz na zawsze . O tuż myliłem się ,a z błędu wyprowadziła mnie własna mama . Przypomniała mi jaki był Posejdon  kilka tysiącleci temu . On umarł i jak do tej pory nie wrócił . Jego  dusza rodzi się na nowo co kilka wieków . I takie zjawisko nie zachodzi tylko w Posejdonie . Zachodzi w każdym z bogów.
Stanąć w obliczu śmierci . W imię  , miłości, wolności , nadziei ,dobra .Cecho godnego bohatera ,herosa ,który poległ za swoje idee . Czy nie powinien w spokoju czekać na ukochaną ?
O tuż nie może . Miałem wybór wybrałem Elizjum . Choć podejrzewam ,że ta osoba ,która dała mi wybór liczyła na inną decyzję lub chodziło  o coś całkiem innego .
Po co oglądać piękne ,kwiatowe łąki . Skoro nie mogę się nimi cieszyć . Elizjum jest przepiękne . To inne życie  . To raj . Codzienni e świeci słońce ,widuje się z moimi przyjaciółmi . Odpoczywał na dobrze rozbudowanych koronach drzew ,których liście osłaniają mnie przed promieniami Apolla .
Przemierzam  się wśród złotych zbóż .Przeczesując  rękami  dojrzałe kłosa . Staram się docenić to miejsce ,ale nie mogę ,gdy kładę się spać widzę ostatnie momenty oddechu  każdego z nich . Widzę łzy ich bliskich . Wręcz czuje ich ból .
Wszystko to czuję i widzę ,a nie mogę sobie przypomnieć jej uśmiechu ,który był jasnym promykiem wśród ciemności oceanu . Pamiętam jej jasne blond włosy ,które były niczym złoto . Jej nieskazitelną twarz . Każdy mały detal jej ciała ,a nie mogę przypomnieć sobie jej uśmiechu .
-Hej .-powiedziała ciemnowłosa siadając przy mnie na brzegu rzeki –Wciąż o niej myśli ?
-A co mam innego do roboty ? –szybka riposta ,ale nie cięta –Nie życzę jej ,źle wręcz przeciwnie ,ale wkurza mnie to ,że nie pamiętam ….
Nie ważne ,przynajmniej na razie nie jest ważne dla świata ,ale zawsze było ważne dla mnie . Do czego to doszło ,że  zwierzam się dziecku ciemności .
-Percy –powiedziała uderzając mnie w głowę . Jest dla mnie jak siostra ,którą tak naprawdę nigdy nie poznałem .
-Tak, tak wiem . –jakie utrapienie ostatnio z nią jest . Jeszcze szykuje na mnie kazanie . Niedoczekanie jeśli myśli ,że da radę mnie przekonać do swoich racji .
Pochyliłem się do tyłu . Przyglądając się dokładnie tutejszym chmurą ,gdybym chciał mógłby je dotknąć spróbować .Piękne ,białe ,puchate niczym wata cukrowa w wesołym miasteczku .
-Percy .-powiedziała szturchając mnie dosyć brutalnie .
-Co chcesz .-czemu ona choć raz nie może pozwolić dokończyć mi marzyć –Już dawno usnąłem przy twojej przemowie .
W ciemnych oczach mojej przyjaciółki zobaczyłem przerażenie . Po jej policzku popłynęła łza . Miała otwartą buzię . Chciała mmi coś przekazać ,ale głos uwiązł jej w gardle . Nie mogąc nic wykrztusić wskazała na mnie tylko palcem .
Tak ,wiem dziś uczesałem włosy . Nie są rozwiane we wszystkie strony. Kurcze nie o to jej chyba chodzi . Spoglądając na moje ręce zauważyłem dopiero po jakimś czasie . Czerwone rany na mojej bladej cerze ,które wyglądały jak pękające ziemia . Powoli  z ran poleciały stróżki krwi . Niby małe rany ,ale bolało jakby wbijano we mnie 100  mieczy .
Dlaczego to zawsze ja muszę zbierać najgorsze klątwy i dary ?
Z mojego gardła wydobył się krzyk . Przerażono ciemnowłosa zaczęła krzyczeć do innych ,którzy powoli się zbierali by mi pomóc ,ale tak naprawdę ,,urlop’’ się dla mnie skończył .
-Bianca .-powiedziałem chwytając jej rękę –Wszystko będzie ,dobrze . Musi być .
Moje ciało zaczęło się rozpadać . Skóra zaczęła się odrywać przemieniając się w złotawy  pył  ,a kości zaczęły czernieć . W tej chwili moje ciało było rozrywane przez tysiąc szakal .
Poczułem zimy chłód . Pustkę ,a później ziemi się  po de mną rozwarła . Chłonąc wszystko na swojej drodze . Miałem szczęście ,że córka Hadesa cały czas trzymała mnie za rękę .
-Rozumiem ,że robimy sobie małą wycieczkę .-powiedziała opadając z sił .
Bianca
Najpierw Percy wpadł do dziury . Potem ja . W ogóle nie wiem ci to wszystko ma znaczyć ,ale zapewne coś niedobrego . Spadając słyszałam tylko świst wiatru . Nie wiem ile nam to zajęło ,ale gdy w końcu wiatr był spokojny opadliśmy na zimną trawę pokrytą rosą .
-Percy gdzie my jesteśmy ?-spytałam powoli podnosząc się do klęczek –Percy ?!
Mój przyjaciel leżał nieruchomo z oczami wbitymi w niebo . Jego skóra była szara . Mimowolnie z moich oczu popłynęły łzy . Jak można zginąć będąc już w Elizjum?
-Na to i na inne pytanie dostaniesz odpowiedź idąc ze mną .-słysząc męski głos od razu odkleiłam się od Percy’ego . Nie miałam bronie ,a na dodatek znajdowałam się na cmentarzu .
Kilka metrów od nas  znajdował się mężczyzna . Ciemnowłosy dobrze zbudowany . Miał na sobie czarny  płaszcz .
-Czemu mam ci zaufać ?-spytałam grając na czas .
-Bo ja pomogę wam przetrwać w tym miejscu .-powiedział spokojnie –Ukryć go przed Emmą .
-Jak masz na imię ?-spytałam .

-Eryk …..
*********************************************************************************************
Ta dam . A teraz wrócimy do początku historii ,a mianowicie skąd się wziął Eryk . Kurde strasznie mnie kusiło ,żeby nazwać go James ,ale nie chciałam mącić ,
_____________________________________________________________________________________________
Rozłamane serca dwóch feniksów 
Narrator
W odległej krainie gdzie wszystko wydaje się obce . Potężne rodzeństwo wraz z przyjaciółmi zbudowali tam twierdze . Na granicy dobra i zła. Żyli w miarę spokojnie do czasu intrygi ,która pociągnęła za sobą konsekwencje  tak wielkie ,że odczuwamy je do tej pory w zwykłym świecie śmiertelników .
Potężna twierdza upadła porósł ją zimny ,czarny  mech ,a białe ściany już nigdy tak nie olśniewały .W ruinach tej fortecy ukrywali się najgorsi z najgorszych . Myśląc ,że grasują  tam duchy ,ale nigdy nikt nie odkrył prawdziwego skarbu . Ludzkiego Serca…
***
-Chyba ktoś próbuje cię zastąpić.-John opierał się na swoim łuku przyglądając się walce .
-Chciałbyś ,brata nie da się zastąpić.- z dumą się przyglądał walce ,tak wiele  ją nauczył w tak  krótki czasie –Drugiego brata .
Dodał ciemnowłosy czując na  sobie spojrzenie Jake .  Żyli w niespokojnych czasach ,które udawało im się chronić poprzez stworzenie grypy ,która przerodziła się w rodzinne . Jednak nie okłamujmy się każde czasy na swój sposób są niespokojne .
Kobieta ze niespodziewaną zręcznością walczyła w sukience . Może trochę przez tą beżową suknie ,w której góry była z  rozpraszała go na tyle skutecznie . By w łatwy i szybki sposób go powalić .
-Znowu.-powiedział zdesperowany –Nie ważne gdzie , nie ważne w czym walczysz zawsze z tobą przegrywam .
Opierał się na łokciach przed nią . Nieopodal niego leżał jego srebrny miecz. Wyciągnął do niej dłoń by pomogła mu wstać . Dziewczynie kasztanowe włosy opadły na ramiona. Przysłaniając  twarz ,ale z uśmiechem na twarzy podała mu rękę . Eryk z łatwością to wykorzystał przyciągając do siebie przez co  i  ona znalazła się na ziemi.
-Zapomnij o tym jeśli dalej chcesz żyć .-powiedziała z uśmiechem spoglądając mu w oczy –Jak się na ciebie rzuci Aragorn z Jake i Kevin’em nic po tobie  niezostanie.
Zaśmiał się ,ale tak naprawdę nie było mu do śmiechu . Sally jest oczkiem w głowie swoich braci i będzie nimi do póki tamci się nie zakochają ,bo szukanie im zajęcia jest marnowaniem czasu .
-Dobra  piękna na nas już czas.-powiedział Aragorn podnosząc ją z klęczek za ramię-Romeo pojedzie w drugą stronę wraz z twoim bratem. Zahaczą  o porę miejsc .
-Jacy w jesteście wredni .-powiedział Eryk wstając z ziemi –I dlaczego oddałeś jej przywództwo ?
-Dołączam  się do jego pytania .-powiedział Aragorn –Nie chce siać w was zamęty ,ale byłbyś lepszy .
W oddali zawył róg nieprzyjaciela ratując go przed niekomfortowej sytuacji . Wszyscy szybciej zebrali się na konie . Słysząc kroki nieprzyjaciela . Byli na jego terenie i lepiej żeby ich tam nie znaleźli .
-Ruszajcie .-powiedział Jake i pogalopował w stronę twierdzy ,a  wraz z nim Eryk
We dwójkach mieli lepsze szanse  na ucieczkę . Konie galopowały przez mglisty , spalony las . Czując oddech nieprzyjaciela dwójka Pogromców cały czas musiała poganiać zwierzęta .
-Nie uciekniemy im .-odezwał się ciemnowłosy odwracając się do tyłu . I to był  jego błąd  ujrzał maszerujących za nimi orków . Powstałych z drzew magii . Na twarz mieli blizny ,a na klatce  piersiowej wymalowany znak Chaosu.
-To bez sensu .-powiedział Jake zatrzymując  konia –Nie chce całe życie uciekać .
Napiął cięciwę łuku strzałą i czekał  na odpowiedni moment . Jego przyjaciel nie pozostawił  go  w  takiej sytuacji . Wolał zginąć razem z nim niż mieć później wyrzuty  sumienia . Wyciągnął miecz z pochwy .
-Gotuj się !-usłyszał ,a już po chwili strzała wylądowała w oku jednego  z perfidnych zwierząt . W ,których nie biło serce .
Ork wyciągnął sobie strzałę  z oka i wydał okrzyk bojowy . Cały oddział ruszył na nich . Praktycznie byli bez szans . Co może dwójka przeciwko Pogromcą ?A tuż może wszystko ,bo pogromcy się nie poddają i byli  na koniach .
Jake celnie celował im w miejsce między oczami przez co padali jak mrówki ,a jak to Eryk musiał mieć  trofea i się zabawić ,więc  odcinał im głowy .
Jednak to nie było tak ,że nie byli rani ,przecież to  byłoby wtedy zbyt proste .  Mieli porozcinaną skórę ,gdyż przez zbroje przebijały im się w niektórych miejscach miecze .
-Kończą mi się strzały .-krzyknął  Jake .
-To nie dobrze łucznicy nadchodzą .-powiedział z przerażaniem  w oczach Eryk .
W tak piękny dzień jak dziś zginąć nie wypada przez własną głupotę . Jednak nim się obejrzeli nadciągnęło wsparcie na koniach , które zrobiło sobie właśnie z łuczników leżaczki dla rumaków .
W szybki sposób pozbyli się reszty .
-Co się mówi za uratowanie życie . – dwójka ich wybawców przybiła piątkę .
-Po co się wtrąciliście ? –Eryk poczuł  się osobiście dotknięty .
-Nie chcieliśmy mieć pogrzebów .-powiedział z uśmiechem mężczyzna –Nie chciałoby mi się tam stać .
Wszyscy wybuchli śmiechem . Jak tu nie kochać tak szczerą osobę . Niebo bardzo szybko pociemniało ,a słońce schowało się za chmurami .
Nagle srebrna strzała przeszła na wylot przez ciało Eryka . Znikając w powietrzu pod postacią pyłu . Pogromca spadł z konia wpadając w błoto . Z gardła kobiety wydobył się przeraźliwy krzyk . W mgnieniu oka znalazła się przy ukochanym .Ubolewając nad jego stratą . Łzy spływały jej strumieniami po policzkach . Tuląc miłość swojego życia zrozumiała kto to zrobił .
-Sally choć musimy jechać.-odezwał się jej brat –Sally’eno nie mamy czasu .
***
                Sally w padła do Sali  tronowej z impetem . Nie zwracając uwagi a przyjaciół . Rozłoszczona utratą bliskiej osoby .
-Myślałaś ,że nie rozpoznam twojej strzały .-wrzasnęła na siostrę –Za kogo się uważać by  stosować swoje własne osądy ?
Jej siostra choć starsza była identyczną kopią jej . Kasztanowe włosy w  ten sam sposób przykrywały im ramiona . Choć Emma miała na sobie dziś czarną sukienkę nie wyglądała na smutną .
-Udowodnisz mi to ?-spytała zwijając pergamin –Strzała zniknęła .
-Ja nie powiedziałam ,że ona zniknęła .-odparła Sally ,która do tej pory się łudziła ,że jej siostra tego nie zrobiła –Wracam do Nowego Jorku .
Powiedziawszy to ,zaczęła się wycofywać . Nie mogła przestać płakać . Nie mogła mu pozwolić odejść .
Gdy Emma została sama otworzyła skarbiec ukryty w podłodze i wyciągnęła z niego bijące serce .
***

Tego ów dnia każdy coś stracił . Brata , przyjaciela ,ukochaną osobę ,a nawet duszę .  Dwa feniksy zostały zabrane od siebie przez złe serce . Tego dnia rozpoczął się proces ,który nie pozwolił im żyć w jednym świecie . 
*********************************************************************************************
Jak widzicie między siostrzyczkami już wtedy był zgrzyt . Buhahaha . No musiałam o nich napisać . Zważywszy na to ,że to była przeszłość Eryka ,który pomaga Biance .
_____________________________________________________________________________________________
Rozdział 13 ,, Mój tata nie żyje ''
Kochać jest łat­wo. To, można po­wie­dzieć, jak z sa­mocho­dem: wys­tar­czy włączyć sil­nik, do­dać ga­zu i wyz­naczyć so­bie cel podróży. Ale być kochaną to tak jak prze­jażdżka z kimś in­nym, je­go sa­mocho­dem. Na­wet, jeśli uważasz te­go ko­goś za dob­re­go kierowcę, zaw­sze po­zos­ta­je ten pod­skórny strach, że może się po­mylić, a wte­dy w ułam­ku se­kun­dy wys­trze­licie obo­je przez przed­nią szybę na spot­ka­nie śmier­ci. Być kochaną może oz­naczać naj­większy koszmar. Bo miłość to re­zyg­nacja z pa­nowa­nia nad włas­nym lo­sem. A co się sta­nie, jeśli w połowie dro­gi pos­ta­nowisz zawrócić al­bo skręcić w bok, a nie masz na to ja­ko pa­sażer żad­ne­go wpływu?
                                                                            Jonathan Carroll
                                                  
Sally
Centaur trzymał się chwiejnie na nogach . Jego spojrzenie było dalekie. Uśmiech zszedł mu z twarzy . Jego skóra stała bladsza . Po czym upadł ciężko . Z gardło Annabeth wydało się ciche łkanie ,a z oczu popłynęły łzy .
Rozległ się krzyk i z krzaków wyskoczyli półbogowie i Potworowy. Znowu poprzechodziły niewinne  dzieciaki na zła stronę. Zawsze się zastanawiam co im za to oferują.
-U was zawsze tak wesoło ?-spytał Steve robiąc unik –Daj mi swój miecz.
-Zapomnij.-powiedziałam sięgając do pochwy ,która magicznie pojawiła się przy moim udzie-Zaprowadzę cię do zbrojo winni. Moc tego miecza by cię przytłoczyła .
-Tylko się nie zrań.-uśmiechnął się do mnie ,on jest naprawdę czasami dziwny .  
Znajduje się w obcym miejscu  ,bez broni w momencie ,gdy obóz jest atakowany przez  potwory ,o których wiedział tylko z mitów .
Pociągnęłam płaczącą Annabeth za ramię i puściłam się biegiem do zbrojowni . Podałam Stevo’wi jej miecz wiedząc ,że w takim stanie jest niezdolna do walki . Nad obozem uniosła się wielka morska fala ,która już po chwili uderzała w ziemię tylko ,żeby mu do głowy nie przyszło też utopienie Steva . Chyba nie odezwałabym się do niego do końca życia.
-Sally twój miecz trzyma ich z daleka od nas .-odezwał się w pewnym  momencie blond włosy .
Dość wolno skojarzył sobie fakty ,ale jakoś to przeżyje pewnie jest w szoku .
Annabeth
Wielka fala Posejdona uderzyła w obóz ,gdy z hukiem wpadliśmy do zbrojowni . Czułam jak woda przemacza mi ubrania i włosy . Mogłam pod nią oddychać . Ręka pani Jackson wciąż była mocną zaciśnięta na moim ramieniu .
Widziałam piękną błękitną wodę ,w której niektórzy się topili ,ale ja w niej czułam …. Może to dziwne ,ale czułam obecność Percy’ego . Może mnie na chwilę przyćmiło ,ale widziałam jego bladą twarz . Dotknął ręką mojego policzka .
Po czym woda opadła i czar jakby prysnął . Wszystko wróciło do szarej rzeczywistości . Pani Jackson była sucha czego nie mogłam powiedzieć  ja i jej towarzysz ,który się nie ruszał .
,,Bardzo ładnie Posejdon . To wcale nie jest bohaterskie ,ani honorowe . Wstydź się ‘’
-Steve.- powiedziała brunetka potrząsając nim .
Podeszłam na czworakach bliżej do nich .  Blond włosy był cały czerwony na twarzy . Jedną dłoń miał zaciśniętą w pięść .
Za, którym  razem zobaczę ludzką  agonie i nie będzie mi żal ,że umierają .
-Steve nie wygłupiaj się .-powiedziała Pani Jackson –Bo nam zejdzie Annabeth do krainy cieni . No już .
Jak na zawołanie się uśmiechnął i otworzył oczy . Ja tu rozmyślam o śmierci ,a on takie cyrki odwala . W sumie to go nie znam .
Sally nagle z impetem się poderwała i ohydna  breja znowu wylądowała na moich plecach . Odwróciłam się prze de mną leżał Ork . Choć było to tylko jedno cięcie nie miał szans .
-Niedobitki po powodzi Posejdona.-powiedziała pomagając wstać mężczyźnie-Jak chce to potrafi .
Annabeth muszę cię teraz upuścić ,ale zobaczymy się jeszcze . W innym miejscu ,w innych okolicznościach . Mam tylko nadzieję ,że sprzyjającym nam .
Narrator
Sally Jackson upuściła wraz ze swoim przyjacielem obóz . Nie czekając na Posejdona . Jej miecz ją wzywał. Musiała stawić czoło temu . Czemu nie mogła podołać wiele lat temu . Zawsze widzi w ludziach dobro . Przez to najbardziej cierpi .
Pozostawiła córkę Ateny samą sobie ,gdy  najbardziej potrzebowała wsparcia . Blond włosa dziewczyna znalazła swojego przyjaciela . Mokrego ,leżącego w błocie . Jego klatka piersiowa się nie unosiła ,a jednak dziewczyna usiadła przy nim wtulając się w jego szyję . I nikt nie miał odwagi ją ruszyć ,choć ten widok poruszył nie jedną zatwardziale serce . Annabeth straciła praktycznie wszystko na czym jej zależało . Kochającego chłopaka , drugiego ,,tatę ‘’, przyjaciółkę…..
Jednak wciąż żyje , nie zabiła się . O czym to świadczy?

Ma nadzieję i siłę ,ale obawiam  się ,że to już nie wystarczy ,bo już niedługo obóz stanie w płomieniach krwi …. 
*********************************************************************************************Uwielbiam w tym rozdziale narracje .Wiem są święta ,a ja takie smęty tu zapodaje . 
_____________________________________________________________________________________________
Niespodzianka 
Nie  wiem co wam chodzi po głowie ,gdy czytacie o niespodziance od Radosnej ,ale ok . Z chęcią się dowiem . 
O tuż niespodzianka znajduję się ....
Poproszę fanarty 
W czeluściach internetu . 
To nie jest spóźniony prima aprisowy żart . Kto ją znajdzie będzie miał niespodziankę i wydaje mi się ,że będzie zadowolony . 
To nie żart ! 
____________________________________________________________________________________________
Życzenia 
Życzę Wam, Kochani,
aby te święta wielkanocne
wniosły do Waszych serc
wiosenną radość i świeżość,
pogodę ducha, spokój, ciepło i nadzieję.
A tym co tych świąt nie obchodzą życzę spokojnych i miłych świąt spędzonych w gronie rodziny . 

***
Jeden rok już minął. Nie spodziewałam się ,że tyle będę tego bloga pisać . Przez pewien czas myślałam żeby go usunąć ,ale przetrwał ten czas tak samo jak i ja . 
Pisanie daje mi siłę i mam nadzieję ,że się nie obrazicie ,że na jednym blogu nie będzie rozdziału chociaż jeszcze nie wiem , może mi się uda coś jeszcze napisać ,ale przygotowanie do urodzin blog pochłonęło całkowicie mój wolny czas, bo wiadomo cały czas przed kompem nie mogę siedzieć . 
Ale ubaw jego urodziny wypadają w święta . 
Radosna 


piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 12 ,,Potwory atakują ''


Roz­myśla­nie o śmier­ci jest roz­myśla­niem o wolności. 
Jim Morisson 
Annabeth
Naprawdę chciało mi się śmieć . Posejdon był nieśmiertelnym bogiem , miał żonę , potężne królestwo i tak naprawdę mógł mieć każdą ,a był  zazdrosny o Sally . Trochę to dziwne jak na boga ,który w przeszłości miał tyle kochanek.
-To co on tu robi ?-spytał ponownie olewając swoich braci .
W sumie to mi go było szkoda . Biedny ,przemoczony wychodził na pomost , na którym stał chciwy i groźny  bóg ,a zarazem najbardziej łaskawy i wrażliwy .
Blond włosy powoli  wyprostował się  przewyższając panią Jackson o głowę . Stał na tyle blisko niej ,że stykali się ciałami . Nie wydawał się przerażony .
-Odprowadzam Sally po nocnych wychodkach .-powiedział z uśmiechem – Gdybyś ją lepiej pilnował , nigdy nie złamała by nakazu swojego brata nie narażając swojego   życia.
Spodziewałam się  ,że towarzysz mamy Amandy będzie pobożny , milczał ,a nie odbijał pałeczkę . Nie wielu ma taką odwagę ,wiedząc przed kim się stoi.
-Taak ,a kto spowodował ,że polubiła wychodki ?-czy oni się zamierzają o nią bić . ,,Hello ‘’ przecież on ma żonę nie pobije się na jej oczach o inną kobietę .
-To już nie istotne . –powiedział blond włosy stajać na równi z Posejdonem z ich oczu waliły pioruny –Sally wraca ze mną .
Posejdon już mu miał coś odpowiedzieć ,ale z oddali dobiegły nas krzyki ,obaj mężczyźni automatycznie  odwrócili w tam tą stronę głowy . Przez liczne domki uciekali obozowicze . Nawet po dachach  chodzili .

-Co do ….-nie było czasu na dokończenie nawet zdania.
Moja ręka od razu powędrowała do pochwy z mieczem miałam już biec w tam tą stronę ,ale Posejdon zatrzymał mnie trójzębem. Po czym rzucił wodą w tam tą stronę . Uważając na obozowiczów . Teraz będzie popi sówka . Po tym ataku usłyszeliśmy  potężny ryk i wybuch .
-Sally zostajesz tu . –powiedzieli tak równo ,że nigdy bym się tego nie spodziewała . Podejrzewałam ,że szybciej tu zostaną i rozpoczną wojną słowną ,bo nie sądzę ,żeby jasnowłosy odważył się bić z Posejdonem chyba ,że jest szaleńcem .
-Annabeth trzymaj się z tyłu.- nakazał Posejdon gnając w stronę wybuchu .
-Idziesz ?-spytałem mężczyzny .
Jego kąciki ust podniosły się do góry . Zastawił Sally biegnąc za Posejdonem w dół po drodze zgarnął jakiś miecz . Nie mając innego wyboru ja również za nimi pobiegłam zostawiając ciemnowłosą samą .
Minąłem moich dwóch przyrodnich braci . Czemu oni zawsze muszą ostatni znaleźć się w schronie ?
Szybko zniknęli mi z oczy , gdy zobaczyli jak wywracam oczami . W sercu obozu już formowały się oddziały na czele z Clarisse i Tom’em nie powiem trochę się na niego zapatrzyłam tak bardzo przypominał Percy’ego i bez czekania przecisnęłam się na przód by stanąć przy córce Aresa ,która aż paliła się do walki .
-Co jest ?-spytałam gdy podałam mi hełm ,który od razu odrzuciłam. Po co mi hełm skoro nawet nie mam zbroi . Wyglądałabym jak idiotka .
-To co zwykle .-odpowiedziała nie odwracając wzroku . Manitokora walczyła z Posejdonem ,a reszta bogów urządzała sobie herbatkę .
Kolejny huk i na polane wtargnęły  inne potwory . Z gardeł obozowiczów wydobył  się okrzyk bojowy ,po czym ruszyli na kolejne perfidne , niekrzesane potwory . Tylko z tym małym wyjątkiem ,że one nie były już tylko z mitów . Wymieszały się z różnych światów ,a niektóre powstały z koszmarów śmiertelników ,herosów .
Walczyłam  z Clarisse ramię w ramię w końcu zawsze to robił Percy ,ale go już nie ma ,a każdy potrzebuje pleców . Zaszarżowaliśmy na jednego  z nich w tym czasie  Tom odskoczył przy nas chyba z dwudziesty.
Spojrzałyśmy na niego z ciemnowłosą z wyrzutem ,a on nic sobie z tego nie zrobił . Tylko się do nas błyskotliwie uśmiechnął i rzucił mieczem przed siebie . Po czym usłyszeliśmy ryk potwora ,a nas ochlapała jego flegma , którą krwią nie można nazwać . Była zieloniutka niczym pawie ,lepiła się i śmierdziała niczym nie stajnia Augiasza .
-To może ja pójdę zobaczyć gdzie jest ciotka .-powiedział oddalając się od nas na bezpieczną odległość .
Teraz to nie my uciekałyśmy przed potworami tylko one przed nami . Co miało swoje wady i minusy .
-Zabije go.-odezwała się Clarisse ,gdy przebiła na wylot kolejnego potwora . Mantikora już zniknęła ,a reszta uciekła .
Mój Chejron też się włączył do walki choć jeszcze nie wydobrzał po ostatniej .
-Dobra robota .-powiedział odkładając strzałę do kołczanu . Chciałyśmy go przytulić ,ale cofnął się od nas . Ta ohydna breja  ciekła po naszym ciele . Nigdy się z tego nie otrząsnę . Przecież ja jeszcze chwila i naprawdę zwymiotuje .
-Może pierw.-w jego głosie dało się wyczuć niezręczność-Wiecie umyjecie się.
-Spoko .-powiedziała Clarisse uśmiechając się szaleńczą – Bierzesz moje obowiązki na dziś wieczór jeśli będę  pierwsza .
Clarisse nie czekając na moje odpowiedź pognała w stronę jeziora . Niech o tym zapomni , ja i tak ledwie wyrabiam się z moimi obowiązkami .
Pobiegłam za nią ,ale oczywiście nie zdołałam jej dogonić i po krótki czasie było słychać chlupot wody .To były piękne dwa skoki do wody .
-Zachorujecie .-usłyszałyśmy głos Sally ,której włosy opadły na twarz . Ona cały czas siedziała na pomoście medytując ?
-Już dobrze.-powiedziała Clarisse wychodząc –Ja bym się teraz bała o Kapitana .
Sally jak oparzone zerwała się na nogi i poleciała w stronę gdzie przed chwilą była warga ,a my za nią . Po drodze uznałyśmy ,że ta walka nie przyniosła nam takich strat jak ostatnio . Tylko kilka młodszych obozowiczów oddało duszyczkę Hadesowi .
-Steve !-Posejdon już go rozwalił . Coś dzisiaj trzyma się mnie poczucie humory . Nie wiem czemu ,ale po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam ulgę .
-Jestem tutaj .-odezwał się za Chejrona , tak nasz kochany centaur go przysłonił –Rozmawiamy sobie . Spokojnie nie ominąłem wczorajszej nocy .
Jedna strzała nagle z impetem wbiła się w klatkę piersiową Chejrona zwalając go z  nóg . Chciałam podbiec bliżej ,ale zatrzymała mnie Clarisse . Steve od razu znalazł się przy nas .

To jeszcze nie koniec dzisiejszych kłopotów ….
_________________________________________________________________________________Obiecałam jeszcze nie robić mega masakry :D No ,ale wiecie jak to ze mną jest . A co do tych potworków ze snów ludzkich i herosów . No , nie to weźmy sobie taką Radosną . Mało śpi (tak jestem nocną istotą)  ,ale jak już śpi i od czasu do  czasu jakiś dziwoląg jej się przyśni ,po przeczytaniu mego thrillera to wiadomi ,że herosi będą mieli problem .
A teraz do rzeczy . Chcieliście nad programowy rozdział . Tak ? Ja wam powiem tak . Nie będziecie znać dnia ,ani godzin jak wstawię ,ale wyczekujcie go ,bo już niebawem poznacie  prawdziwą historie ....
Radosna   

P.S Jece muszę jeszcze II rozdziały dzisiaj napisać .

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości