sobota, 30 maja 2015

Rozdział 20 ,,Cienisty las''


Historyk rozpoczynający badania nad strachem sam zaczyna go odczuwać.
Marcin Zaremba
Tom
     Obudziło mnie chrząkanie innych dookoła mnie. Łeb mnie boli ,a oni tak hałasują . Specjalnie ! Nie mogą  uszanować naszego cierpienie . Myślałem ,że jak prawie zawsze Jacob będzie czuwał przy naszych łóżkach ,ale się przeliczyłem . Powoli wstałem uważając by się nie przewrócić . Moja kochanie rodzinka jeszcze sobie niesfornie spała . Percy i ja się ślinimy ,a Christina zawsze śpi w dziwnych pozycjach . Nie wiem co jest gorsze .
Z początku udałem się do Sali tronowej ,w której było pusto . Jest tylko jedno miejsce ,w którym teraz mogą być, bo to jest oczywiste, że ciocia Sally nie zostawi nas w taki  stanie samych w Wielkim zamku ,który przygotowywuje się do wojny . Są na dziedzińcu .
     Koło Aragorna stała ciocia i …. Ares . Mam przechlapane ,ale odważyłem się do nich podejść .
-Co się dzieje?-spytałem mając nadzieję ,że kochany tatusiek mojej dziewczyny nie  zabije mnie wzrokiem ,a jak wiadomo bogowie są do tego zdolni.
-Jedziemy z odsieczą tym gamonią.- powiedział wuj-Chcą  przejść test starszyzny kosztem herosów .
I wszystko jasne . W tym momencie dałbym sobie rękę uciąć ,że ten pomysł zasugerowała  moja kochana mamusia .
-Jadę z wami.-powiedziałem wsiadając na konia nim zdążyli zaprotestować . Bez zbroi ,bez niczego tylko z mieczem przy pochwie lecę z nimi .
-Tom powinieneś odpocząć.-spojrzałem  na moją ciocię dobitnie-Aresie zabierz ich do obozu .
     Włosy ciocia Sally miała spięte w warkocza . Na dodatek jeszcze zwinęła je . Tworząc imitacje koku . Nie ma na tym takiego bzika ,jak Christina ,ale co rodzina to rodzina . Jej czarna zbroja połyskiwała w słońcu .
     Miałem szczęście w nieszczęściu wsiadłem  na słodkiego kucyka. I to dosłownie mój koń w porównaniu do innych był mały . Jego jasna grzywa była gęsta ,oczy pełne strachu . Choć chciałem narzekać nie mogłem . Mogliby mnie zostawić w zamku po tym co zrobiliśmy .
Przy mnie cały czas dreptał Jacob . Nikomu nie kwapiło się do rozmów. Większość  jeźdźców miało srogi wyraz twarzy. Co się dziwić . Nie wiem z czyjego rozkazu zapuszczamy się w cienisty las, w którym nic nie jest takie na jakie wygląda.
     Mgła spowija tamtejsze ziemie ograniczając widoczność nawet najlepszym elfickim łucznikom ,a w oddali słychać krzyki swoich ofiar. Kałuże wody ,są tak naprawdę gęstą krwią ,która się skrzepła. To miejsce niegdyś piękne teraz otacza mrok . Odkąd spuszyli je. Trawę przykryła szaroczarna  barwa.
  Jeśli wierzyć legendą to miejsce było  kiedyś najpiękniejszym miejscem tej okolicy ,więc ktoś się bardzo napracował ,żeby tak nie było, a dokładnie Chaos centymetr po centymetrze odbierał tu życie.
Najwięksi wojownicy tu tracili zmysły.
-Czemu tędy idziemy?- powiedziałem starając się opanować głos .
-Idziemy tędy z racji tego ,że w połowie drogi spotkamy się z Herosami.- powiedziała ciocia dość opanowanym  głosem-Nigdy dobrowolnie nie posłałabym tędy ludzi .
Zapytał bym na głos ,,Czy o ni są normalni ? ‘’Powstrzymałem się ,bo był jeszcze Ares.
-Ciekawe co się dokładnie stało?- taa Jacob chciał mnie za to pytanie zabić tym swoim wilczym wzrokiem.
-Nie chcesz wiedzieć.-usłyszałem tylko w odpowiedzi .
      Eeee czy ona wiedziała? Może była tego częścią ? Wiem jedno im więcej wiemy prawdy nasza nadzieja i siła podupada.  Choć ciocia próbowała zachować kamienną twarz nawet  z tej odległości widziałem jej … rozgoryczenie.
Annabeth
      Ta podróż coraz bardziej mi się nie podoba i nie tylko mi, ale bogowie brną w zaparte, że wiedzą co rąbią i musimy im zaufać . Co byłoby prostsze, gdyby wcześniej dla własnej  rozrywki nie zabili  tylu  śmiertelników ,herosów . Na dodatek Hera srała się markotna czym już nie doprowadzała Herosów do szału ,ale i bogów.
-Jak się czujesz Annabeth Chase?- Hestia co jakiś czas sprawdzała jak się czuję po ostatniej nocy .  Apollo miał strapioną minę. Do końca nie może się pogodzić z tym ,że jest tak słaby by nie potrafić uleczyć zwykłej ranki na policzku.
       Taak moja rana na policzku daje się we znaki. Z początku wydawało się ,że jest niegroźna ,ale później uodporniała mnie na każdą dobrą magię. Szrama na mojej twarzy według Thali przypominała wszystkim co straciliśmy i czego nie odzyskamy .
 A co najważniejsze dla mnie odstraszała ,,zakochanych we mnie na zabój chłopców’’,ale ta czerwona Kręska z dnia na dzień co raz bardziej stawała się widoczna i piekła .
    Bogowie poprowadzili nas przez straszny las ,bo w momencie ,kiedy przekroczyliśmy jego granice moje serce otuliło przerażenie ,a Thalia mocniej ścisła moją rękę .
Trawa tu była szaroczarna . Niebo było ciemne ,a w nasze twarze uderzał zimny wiatr . Mgła ,która tu była całkowicie ograniczała naszą widoczność .
-Bogowie.-szepnęła Thalia.
Tylko Afrodyta pozostała w dobrym humorze .Ona nie szła wokół nas ,ona podskakiwała z uśmiechem na twarzy .
-Oj !-powiedziała zbliżając się do nas,a ja pomyślałam ,,Idź sobie. Czemu podchodził do nas są jeszcze inni im zaprzątaj głowę miłością’’- Co serce utraciło odzyska w krainie bez krzyży .
Fajnie kolejne ,która chce być jak Apollo . Afrodyta szybko nas wyprzedziła dalej podskakując .
-Aaa- pisnęła Thalia- Ann ja w coś wdepnęła .
Schyliłam się do jej nogi i od razu tego pożałowałam ,bo zebrało mi się na wymioty . To była krew .
-Aaaa!!!!-teraz do naszych uszów dotarł przerażony krzyk Afrodyty jakby nie mogła użyć czarmowy  i po  kłopocie .

Koło naszych głów przeleciały strzały ,a przed nami dobiegł nas ryk . Nim się obejrzałam w ręce już miałam miecz.

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 19 ,,Gdzie jest Sally ?''

,,Kto pragnie pokoju niech przygotowuje się do wojny ''
Vegetius
Annabeth
         Szliśmy już parę dni . Nikt do końca nie wiedział gdzie zabierają nas bogowie . Wiemy tylko tyle ,że do trzeciego obozu awaryjnego . Luke przez ten  cały czas chodzi nabuzowany ,sfrustrowany ,ale nie ma mu się co dziwić . Poświęcić swoją dziewczynę ,a po mimo tego nasz obóz spłonął . Jak się okazało później jest trzeci ,a najgorsze jest w tym wszystkim to ,że to Thalia musiała się z nami użerać . Bogowie omijali naszą trójkę . Szerokim łukiem. Tylko Posejdon z nami rozmawiał ,gdy Thalia wołała swojego Ojca ,a to kłócił  się z Herą ,albo poleciał na zwiady ,albo leciał pomóc jakiemuś innemu herosowi. No  proszę do czego zmusiła go sytuacja .
     Aresa  z naszymi rodzinami nigdzie nie widzieliśmy ,ale nieśmiertelni zapewniali nas ,że są bezpieczni. Nie wierzę im choćby mówili prawdę .
Prowadzili nas przez bujne trawy ,które przysłaniały rzekę przez co ,gdy jakiś heros  się zagadał wpadał do niej . Nad nami unosiły się ciemne chmury,a otaczał stary las .
-Już wolałabym rodzić sobie sama.-powiedziała Thalia pijąc wodę .
Spojrzałam na nią z ukosa za każdym razem, gdy się odzywała przechodziły prze ze mnie ciarki . Spoglądając na nią widziałam wizję ze snu .
-Też bym wolała ,ale lepiej nie narzekajmy .-ja ogólnie wolałabym być sama.
Iść z tyłu jak już nas samym  końcu ,ale nie chciałam ranić Thali ,która i tak miała duży problem z Luke,który chciał uciec . Czasami naprawdę musiała  go gonić . Raz nawet drasnęła go strzałą. Jej łowczynie szły z przodu i pomagały  córce Zeusa go okiełznać .
-Dobra musimy przejść na drugą stronę .-odezwał się Posejdon ,a ja wychyliłam się  z szeregu .
      Moim oczom ukazał się wąwóz ze snu. Zdębiałam chwiejąc się na nogach .
,,Dobra Annabeth ogarnij się . Thalia cię potrzebuję . Potrząsnęłam głową, zastanawiając się co dalej . Na razie wszystko wyglądało jak we śnie . Pierw poszedł Travis po naszej stronnie Apollo ,a ja ściskałam rękę mojej przyjaciółki ,która co raz głośniej oddychała .
-Pomogę ci .-szepnęłam do niej ,ale Apollo usłyszał.Nie  chciałam ,żeby nawet dialogi wyglądały jak we śnie ,ale nie nic na to poradzić . Moja usta przemówiły jakby nie były moje.
-Ona będzie za tobą ,a ja przed tobą.-powiedział uśmiechając się –Nie martw się będziesz widziała moją idealną twarz będę szedł tyłem .
    Cały Apollo zawsze musi być  doceniona jego piękność  .Wszedł tyłem na belkę , później Thalia mając przy tym minę przerażonego dziecka ,a później ja .
W momencie kiedy moja przyjaciółka znalazła się na belce ja podeszłam do krawędzi .
Z  początku się nie bałam ,ale gdy postawiłam obie nogi . Strach wygrał . Drzewo pod moim ciężarem się uginało. Wydało z siebie odgłos pękania ,ale musiałam być silna dla niej  .
-Thalia nic się nie dzieje po prostu idź.-nie powiedziałam nie pacz w dół ,bo by spojrzała .
Apollo wpatrywał się w nią intensywnie .
Przeszliśmy do połowy belki ,gdy nagle się poślizgnęła . Przewracając chwyciła się w ostatniej  chwili  gałęzi ,która pękła za nim Apollo do niej podbiegł .
   Słyszałam jej krzyk ,a widziałam przerażenie w oczach . Pomimo prób wbicia się w powietrze dla niej było już za późno. Rwąca rzeka ją porwała. Apollo chwycił mnie za rękę porywając na drugą stronę . Mogłam temu zapobiec wiedziałam jak to się skończy . Jednak z nikim nie podzieliłam się swoimi obawami . Moja mama podeszłam do mnie kładąc mi rękę na ramieniu . Czułam jej ciepłu .
I nagle ni z owąd z rzeki prysła rzeka . Unosząc się na naszą wysokość . Z wody wyłonił się Posejdon z Thalią w ramionach .Nie mogłam uwierzyć  własnym oczom ,gdy położył ją u mych stóp .
      Był suchy ,a jego zbroja śniła ,otaczała go jasna poświata . W pewnym momencie uśmiech znikł mu z twarzy .
-Gdzie jest Sally ?-to pytanie uderzyło we mnie jak grom .
Nie było jej z nami wtedy w obozie . Pani Jackson jest  chyba największą słabością Posejdona jako żony mniejszą ,ale też ją lubiła .
-Kto ją ostatni raz widziała ?-spytała moja mama . Czemu ją to tak bardzo interesowała ?
-Ja.-jak zwykle wszystkie oczy ,które słyszały tą rozmowę padły na mnie –Dwa dni przed tą nieszczęsną bitwą .
-Mówiła ci gdzie idzie ?-Posejdon już kontrolował swoich emocji . Może śmierć Percy’ego to spowodowała ,ale w jego oczach widziałam strach . Za pewne Sally przypominała mu o jego poległym synu . Dumie jak to kiedyś powiedział .
-Nie,wzięła tylko jego rzeczy żeby się nie zawieruszyły w czasie wojny.-dziękuje jej za to teraz z całego serca . Uratowała ostatnie rzeczy jakie po nim zostały .
Sally
      Jak ja mogłam dać się wcisnąć w tą sukienkę . Za młodu ją uwielbiałam ,bo była sukienką ,ale w mgnieniu oka zmieniała się w zbroje . Teraz jestem już na nią za stara .
      Czarna sukienka sunęła po zimnych kamieniach pałacu .Miała trochę odsłonięte nogi . Materiał ,który znajdował się wokół nóg był lekki nie ograniczał moich ruchów .W każdej chwili mogłam rozwiązać kokardę z tyłu pod ,którą były ukryte miecze ,a  on by opadł i moje nogi przykrywała mi tylko fioletowy ,lśniący materiał podobny do welonu .  Natomiast górna część sukienki była już zbroją . Na czarnej zbroi ,która wyglądała jak gorset był wygrawerowany feniks otaczały go czarne róże . Ramiączka podtrzymywały to wszystko.

-Znaleźliśmy ich .-powiedział król wychodząc z tajnego przejścia . Ulżyło mi ,ale to nie zmienia  faktu ,że zrobili to bezmyślnie –Dochodzą to siebie .
-To dobrze. –powiedziałam wchodząc z nim do Sali tronowej-Są coraz bliżej . Czuje to . Oni Ne zdążą ……
_________________________________________________________________________________
Nie będę się pod tym rozdziałem rozpisywać :D
Kolejny postaram się dodać w weekend ,ale nic nie obiecuje . Nie jestem maszyną . 
Radosna

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 18 ,,Przełęcz Śmierci''

Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko. Tyl­ko wte­dy uda nam się pojąć, jak wiel­kim cu­dem jest życie [...]. 
Paulo Coelho 
Annabeth
    Czułam ból w ranie na policzku ,ale póki  światłość nie przestanie mnie oślepiać nic nie  mogę zrobić .
Łup
Ląduje na twardej ,czarnej ziemi . Po policzku spływa mi krew ,która później ,,zasila’’ ziemie. Oby tylko Gaja się nie przebudziła .
-Annabeth wszystko w porządku?- podbiegła do mnie Thalia- Paskudnie to wygląda .
Nie ma to jak opinia przyjaciółki . Choć czułam ,że coś jest nie tak . Ta rana jest inna od tych ,które mi zadawano .
-Apollo to naprawi.-wtrącił się Posejdon,który mnie uratował .
-A tak w ogóle gdzie jesteśmy ?-spytałam wstając . Nie przypominam sobie tych terenów wokół naszego lasu .
Dookoła mnie rozpościerała się łąk. Trawa była wypalona,a drzewa pomarłe . Nad nami latały tylko kruki . Strachu te mu miejscu dodawała mgła i szare niebo.
-Jak wiesz do każdego świata istnieje portal.-Atena podeszła do mnie delikatnie głaszcząc mnie po policzku-Zmierzamy do przyjaciół twojego byłego chłopaka . Mamy tam trzeci obóz na wypadek takiej  sytuacji.
Bogowie moja mama ma odruchy matczyne .
     Luke ,który do tej pory siedział skulony na trafię .Wstał , a rodzeństwo ,które go pocieszała bez skutku ,rozstąpiło się przed nim.
-Trzeci obóz.-jego źrenice stały się większe ,a na twarzy stał się czerwony jak wiśnia-Poświęciłem dziewczynę .Po to tylko żeby uratować ten przeklęty obóz . Co i tak się nie udało ,a teraz słyszę o trzecim obozie . Nie mogliście powiedzieć wcześniej .
Bogowie  wymienili zaniepokojone spojrzenia. Wszystkie szepty ucichły .
-Luke!-odezwał się jego ojciec .
-Nie daj mi spokój.-powiediał jasnowłosy machając ręką-Idę się przejść .
    Thalia chciała z nim iść ,ale przyśpieszył kroku . Ginąc we mgle . Gdyby bogowie  wcześniej powiedzieli o tym obozie Willow by żyła ,ale i tak nie uratowali by Percy’ego .
-Zabijmy go teraz.-odezwała się nagle Hera-Za nim zdąży nas zdradzić .
Wszystkie spojrzenia padły na bezczelną boginie . Herosi patrzyli na nią zabójczym wzrokiem ,a bogowie z obrzydzeniem .
Choć pewnie obejrzeli by sobie takie show. ,,Panie i Panowie zapraszamy na show ,w którym Heros pomimo zadanych  trudów ginie ‘’ Zalecane jest wzięcie chusteczek ,bo uśmiejecie się do łez .
-Czy Apollo w końcu może się zająć moją córką?-powiedziała znudzona Atena ,ratując tą sytuacje.
-A tak jasne.-powiedział zmieszany bóg .
Podszedł do mnie . Delikatnie przejechał mi ręką po policzku . I ….Nie uzyskał wyczekiwanego efektu.
   Zmarszczył  brwi mocniej się skupiając . Teraz wyraźnie czułam jego energię .Spod jego ręki biło jasne światło .
-Nic tu nie mogę zrobić.-powiedział zawiedzony-To jest znak .Nigdy się z takim jeszcze nie spotkałem .
-W Śródziemiu jej pomogą.-odezwał się Posejdon-On z tam tond pochodzi. Poprawka może nie z tam tond ,ale tam się uczył walczyć i spędził większość życia.
   Thalia  podeszła do mnie z nektarem i ambrozją ,zabierając od bogów . W oddali zauważyłam Ligę zabójców. Nigdzie nie widziałam śmiertelników .
 -Gdzie jest mój tata?-spytałam Thalie pijac ,miała zmęczony wyraz twarzy ,a na ręce miała ubrudzone krwią .
-Ares zabrał ich tam szybciej.-powiedziała rozglądając się .
Z  kieszeni wyciągnęła duży plaster i zakleiła mi ranę bez dezynfekcji . Ambrozja i nektar miejmy nadzieją ,że ją oczyściła .
-Prześpij się.-powiedziała kładąc moją głowę na swoich kolanach pomimo moich protestów .
    Zaczęła głaskać mnie po włosach ,śpiewając przy okazji grecką kołysankę . Pomimo tego ,że już nie jestem dzieckiem . To na mnie podziałało. Powieki zaczęły mi ciążyć ,aż w końcu zasnęłam .
      Razem z  innymi stałam przed Wielkim urwiskiem . Wiał bardzo silny wiatr . Bogowie robili Wielki Most z drzewa . Byśmy mogli przejść . Czemu im tak na tym zależy ,żebyś my przeżyli ?
Po paru minutach spróchniałe drzewo .Połączyło jeden koniec urwiska z drugim . Pod nami rozciągała się niespokojna rzeka . Bogowie czekali na nas po drugiej stronie .
-Kto pierwszy na ochotnika?-spytal Apollo ,który jako jedyny z nami został .
Przebrał się za sprawdza cza  biletów . Miał na sobie kamizelkę odblaskową i czapeczkę policjanta .
Jako jedyny z szeregu miał odwagę wyjść Travis ,który jak gdyby nic sobie przeszedł . Następny był Luke .
   Cały czas ściskałam rękę Thali ,która ma paniczny lęk wysokości . Wpatrywała się na mnie przerażona ,aż tylko my zostaliśmy.
-Pomogę ci .-szepnęłam do niej ,ale Apollo usłyszał.
-Ona będzie za tobą ,a ja przed tobą.-powiedział uśmiechając się –Nie martw się będziesz widziała moją idealną twarz będę szedł tyłem .
    Cały Apollo zawsze musi być  doceniona jego piękność  .Wszedł tyłem na belkę , później Thalia mając przy tym minę przerażonego dziecka ,a później ja .
Z  początku się nie bałam ,ale gdy postawiłam obie nogi . Strach wyrwał . Drzewo pod moim ciężarem się uginało. Wydało z siebie odgłos pękania ,ale musiałam być silna dla niej  .
-Thalia nic się nie dzieje po prostu idź.-nie powiedziałam nie pacz w dół ,bo by spojrzała .
Apollo wpatrywał się w nią intensywnie .
Przeszliśmy do połowy belki ,gdy nagle się poślizgnęła . Przewracając chwyciła się w ostatniej siły gałęzi ,która pękła za nim Apollo do niej podbiegł .
   Słyszałam jej krzyk ,a widziałam przerażenie w oczach . Pomimo prób wbicia się w powietrze dla niej było już za późno. Rwąca rzeka ją porwała ….
    Poderwałam się szybko z kolan Thali .To był tylko zły sen . Dyszała ciężko. Nie mogąc złapać powietrze .
_______________________________________________________________________________
Już osiemnasty rozdział  . Wow ! Jak to szybko zleciało . Co sądzicie ? I jak zwykle w ten weekend pod rozdziałem napisze . W przyszłym tygodniu może nie być rozdziału ,bo w sobotę idę do szkoły i na pobranie krwi oraz może się zdarzyć ,że pojadę na Avengers 2 . 
Radosna 

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 17 ,,Wyprawa''

Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej. Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem.
Annabeth
          Mój przyjaciel płakał nad ciałem swojej martwej dziewczyny . Płacząc nad jej sztywnym ciałem . Dobrze wiem jak się teraz czuję. Razem z Thalią wylądowaliśmy już na ziemi . Łowczyni trzęsły się ręce . Wszyscy zaniemówili. Nawet ci źli nie zaatakowali od razu po wydaniu rozkazu. Byli równie w dużym szoku jak my ,ale bitwa na nowo się zaczęła . Tym razem do bitwy dołączyli bogowie .ale już było za późno .
Co nie  oznacza ,że nie mogę jeszcze ,,porozmawiać’’ sobie z Darknoseem. Choć jest to nie rozważne ,ale czy zawsze córka Ateny musi być rozważna ? Wokół nas domki zaczęły się palić . Choć Poosejdon starał się ugasić żywioł. Języki ognia tańczyły złowieszczo w domkach .
-Zabieramy się.-rzucił Posejdon do swoich braci-Drugi obóz .
Trybiki w mojej głowie świdrowały . Obóz Jupitera odpiera ataki już od kilku dni . Jeśli wyruszymy do nich. On wyśle  za nami swoich sługusów i  już będziemy bez szans .
    Niebieski miecz rozbłysnął w mojej ręce, gdy zdjęłam  z długopisu skuwkę . Nie ma to jak choć raz w życiu zachować się jak dzieci Hermesa .
-N proszę.-powiedział Darknoss odwracając się w moją stronę-Komuś tu wyrastają samotne krwi .Pokaż na co cię stać.
Zarówno on jak i ja czekał na tę walkę. Czy chce się zemścić ?
Nie . Ponoć ,gdy spojrzysz swojemu wrogowi prosto w oczy w czasie walki ujrzysz to co nim kieruje . Przekonajmy się czy to prawda ? Czy tylko ,,mit.’’
Pstryknął palcami ,a jego zbroja znikła . Jego twarz  przybrała kamienny wyraz . Potężny Lord Darknoss unikał mojego spojrzenia . Zamiast zbroi  miał teraz tylko granatowe jeans i buty . Na jego klatce piersiowej była wyryty czymś rozpalonym napis ,który nie byłam w stanie odczytać .
-Nie chcę od razu spisać cię na straty.-powiedział szydząc ze mnie .
-Annabeth nie rób tego.-dotarł do mnie poważny głos Posejdona-Nie szukaj ukojenia w ten sposób .
O proszę on  umie gadać tak jak pani Jackson tylko to nawet nie jest zemsta ,a co dopiero  ukojenie . Nazwała bym to dążeniem do prawdy .
-Nie szukam. Już dawno pogodziłam się z losem.-mój głos zabrzmiał dużo poważniej niż sądziłam-Nie szukam sprawiedliwości ,bo jej nie znajdę .
-W takim razie czy jesteś gotowa zginąć?-znowu ten palant musiał dodać swoje trzy grosze.
-To się jeszcze okaże kto będzie lizał rany.-taa ,na pewno to będę ja .
Przydałaby się ochrona jakiś dobrych duszków .
 Gdy nasze miecze  z tyknęły się ze sobą nie było już odwrotu .
Christina
        Łapałam powietrze jak ryba na lądzie . Zapewne świetny był tego  widok . Nie mogłam oddychać . Nie mogłam otworzyć oczu. Kiedyś jeśli z tego wyjdziemy . Zabije ich za to ,że tak mnie narażają . Choć tu znalazłam się na własne życzenie.
-To jest test.-wycharczał ciemnowłosy –Poddajcie się temu  . Po prostu udawajcie ,że nie żyjecie .
On jest tego mistrzem. Powoli  z trudem się rozluźniłam, pozwalając mojemu ciału unieść się ku górze. Lecę do nieba . Będę sobie aniołkiem dobra z czarnymi skrzydełkami i Aurora . Moja sukienka falowała . w powietrzu .
ŁUP
Gdy już byłam dość wysoko . Wszystko się uspokoiło . Upadłam na twardą posadzkę ,obok dwóch moich niesfornych towarzyszy .
-O czym ty pomyślałaś kobieto?-spytał Tom ,jak zwykle to go najbardziej interesuję .
Śniłam na jawie o aniele ,który jest moim stróżem za równo za życia jak i po życiu .
Słyszałam tylko dwa nasze oddechy . Podniosłam się chcąc sprawdzić co z drugim ,którego powinno najbardziej tu słychać  .
-O…-nie mogłam dokończyć .
Nie krwawił ,ale leżał sztywno . Jego klatka  unosiła się normalnie . Z zaciśniętymi zębami próbował wstać ,ale nie mógł . Jego oczodoły przybrały czarny kolor . Z ust wyleciał ciemny  dym.
-Aaaaa-jęknął nie swoim głosem –Obóz ….Clarisse …..Posejdon ….Annabeth ….NIIEEE
Annabeth
        To było głupie posunięcie z czego zdawałam sobie sprawę od początku . Posejdon cały czas przyglądał się naszej walce tylko od czasu do czasu machnął tam swoim trójzębem i było pozamiatane . Choć nie  zmieniało to faktu ,że praktycznie cały ten obóz ewakuowana.
-Trenowałaś z nim.-powiedział gdy nasze miecze się sparowały .
Tak ,bo nie mieliśmy nic innego robić wieczorem .Kopnął mnie brzuch odrzucając do tyłu . Mój biedny tyłek.
Rzuciłam się na niego wściekle nie patrząc już na nic .On tylko chwycił mnie za rękę przyciskając do siebie. Przystawił mi zimny miecz do gardła .
-Ostatnie życzenie Księżniczko.-graj dalej twardziela .
-Nie zrobił tego .-powiedziałam dość tego pewna . Chyba go rozgryzłam.
Chwycił mnie za włosy, odchylając moją głowę do tyłu . Czułam jego ciepły oddech . Dotknął końcówką miecza moje gardło . Wystarczyło by jedno szarpnięcie by mnie zabić.
-Jesteś taka piękna.-zamiast tego szepczał mi takie bzdury do ucha .
-Ale nie twoja.-jego miecz przybrał czerwony kolor . Stał się cieplejszy , a gdy oślepiła mnie jasne światło . Poczułam jak ogień rozrywa moją skórę na policzku.
_________________________________________________________________________________
Tada znowu rozdział po północy ,ale jest . Nie mogę przecież zaniedbać tego bloga . Jest moim pierwszym dzieckiem :D
Tak coś się ze mną ostatnio dzieje . Lord Darknoss zarywa do Ann. 
Jak dojdę czym jest to spowodowane ,dam znać . Kolejny w  weekend lub w poniedziałek . Najpóźniej we wtorek . 
Radosna

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości