poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 24 ,,Przepowiednia"

Annabeth
Ledwie trzymałam się na nogach po tym jak usłyszałam kto zdradził. Artemida przecież to w ogóle nie ma sensu i nie trzyma się kupy. Już szybciej o to posądziłabym Herę.
-Skoro Artemida zdradziła na 100% jej łowczynie były w to zamieszane.-odezwał się ktoś z tłumu .
Bogowie Thalia będzie musiała  w pewnym sensie przejąć  jej obowiązki  w stosunku do łowczyń ,ale kto będzie teraz boginią księżyca i nocy.
-Nikt cię nie pytał o zdanie.-warknął Percy w stronę dochodzącego głosu.
-Percy!- chyba Posejdon postanowił przypomnieć swojemu synowi o swoim istnieniu-Dość. On ma rację . Artemida zdradziła i łowczynie mogą być w to zamieszane nieświadomi .
Tak mój chłopak postanowił spiorunować wzrokiem swojego ojca ,a zarazem boga mórz . Jednego z Wielkiej Trójki. Bardzo to rozsądne.
-Na pewno były i to świadomie.-miałam ochotę odnaleźć tego gagatka  i zmusić go by powiedział to wszystko nam twarzą w twarz-To Annabeth i Luke na pewno też .
                Ledwie zdążyłam złapać Percy’ego przed wejściem w ten tłum i dobrze ,bo wszyscy nagle zaczęli sobie skakać do gardeł . Przekrzykiwać. Tom trzymał Clarisse na uboczu ,ale ta aż się rwała do walki. Była cała czerwona na twarzy ,w ręku trzymała swoją elektryczną włócznie. Z oczu biła jej czysta nienawiść i  chęć walki. Również bogowie okazali się mnie rozsądni od swoich dzieci. Rozpoczęli kłótnie z samym królem.
-DOŚĆ TEGO!!!-rozbrzmiał donośny głos Sally, która chyba jako jedyna zachowała  w tym wszystkim zdrowy rozsądek-O to im chodziło. Chcieli nas skłócić . Tak DALEKO NIKT NIE ZAJDZIE.
                Wszystkie oczy skupiły się teraz na mamie Percy’ego, która była ubrana w niebieską ,długą  suknie ,która w pasie w górę  ku szyi miała wyhaftowaną koronkę . Byłaby zwyczajną suknią ,gdyby ta koronka nie przedstawiała historii.  Dokładnie jakiej nie wiem ,bo  w odczytaniu je przeszkodziły mi jej ręce. Stała po stronie tronu.
-W takim razie co proponujesz ? Siostro!- spytał z nienawiścią jej pusty i plastikowy zarazem klon.
-Naradę ,ale najpierw niech półbogowie opuszczą salę tronową i udadzą się do komnat by odpocząć. W tym czasie my ustalimy co dalej? I co zrobić z naszymi gości.-powiedziała uciszając szepty innych .
Widziałam jak po przeciwnej stronie na twarzy Tommy ‘ego pojawia się coraz to szerszy uśmiech natomiast, gdy spojrzałam na mojego chłopaka nie był  tak entuzjastycznie do tego pomysłu nastawiony.
-Służba pokarze wam wasze komnaty .-powiedział ciemnowłosy siadając na tronie-Jednak będziecie je dzielić ze swoim rodzeństwem, ponieważ nie mamy tylu pokoi.
                Zapewne mają wystarczającą ilość tylko już te pokoje zamieszkuje ktoś inny. Moim przyjaciele zaczęli wychodzić  z  sali ,szepcząc coś między sobą . Ja chciałam wypatrzeć w tłumie Thalie ,ale nigdzie jej nie widziałam. Natomiast  syn Posejdona stał jak słup na przejściu.
-Percy ciebie też to dotyczy.-odezwała się jego mama –Spokojnie posprzątałam twoją komnatę ,ale za karę będziesz sprzątał z Tommy’m po ucztach ,a teraz zabierz stąd Annabeth.
Jej ton głosu był stanowczy , a wyraz twarzy spokojny . Ta kobieta tylko z wyglądu przypominała Sally Jackson . Nawet nie . Ona nie jest osobą ,którą ja znam.
-Ale…- zaczął Percy ,ale przerwała mu spojrzeniem – Tak mamo.
Ciemnowłosy bez słowa ujął moją rękę wyprowadzając mnie z  sali, za którą czekali wszyscy nasłuchując.
-Zmiatajcie  stąd.-rozganiał ich Tommy –No już i tak nam wszystko powiedzą.
-I ty w to wierzysz.-odezwała się tym razem dziewczyna.
-Powiedzą nam to co chcą żebyśmy usłyszeli.-powiedział naprawdę ostrym tonem głosu- Nie chcecie poznać gniewu naszego wuja .
Nie było mi dane usłyszeć co będzie dalej ,bo wylądowałam w ramionach Percy’ego  po czym świat zawirował mi przed oczami.
                Znalazłam się w kamiennej komnacie ,w której drzwi ma balkon przede mną były otwarte na oścież ,a wiatr rozwiewał firanki w oknach . Poczułam jego ręce na moich ramionach i powoli ramiączka mojego plecaka zaczęły mi się zsuwać po ramionach, aż w końcu znalazły się w jego dłoniach i wylądował pod ścianą.
-Percy tam miałam ważne rzeczy.-wziął mnie na ręce kładąc na swoim łóżku, ale sam się przy mnie nie położył .
Przewróciłam się na bok i na szafce  zobaczyłam nasze zdjęcie.
-Prześpij się to były dla ciebie jak i innych ciężki dni.-gdyby znał prawdę nigdy nie powiedział by tak bzdurnego zdania.
-Ja nie mogę spać. Już nie potrafię.-powiedziałam siadając na łóżku w momencie ,gdy ściągał bluzkę by zmienić ją na inną, ale mu przerwałam-Zawsze udaję ,że śpię ,a chodzę tylko dzięki kawie wdzień.
-Nawet za mną u boku?- spytał siadając na łóżku z zieloną bluzą w ręku.
-Nie wiem.-miałam dziwne przeczucie ,że  wydarzy się coś niedobrego ,choć nie powinno.
Odzyskałam chłopaka jego mama stara się nie dopuścić do wojny między dobrem. Czego chcieć więcej. Nachylił się na de mną składając na moich ustach krótki pocałunek . Szybko zarzucił na siebie bluzkę po czym ponownie położył mnie tylko tym razem owinął swoje ręce wokół mojej tali.
Uwielbiam czuć zapach jego ubrań, które przesiąknęły morską bryzą.
-Mogłeś nie zakładać tej bluzy.-szepnęłam mu do ucha ,wtulając się w niego.
-Zapamiętam na przyszłość.-jego dotyk działam na mnie tak uspokajająco.
Bum
I nagle czar prysnął . Moje przeczucie mogło się choć raz mylić. Szkła w oknach porozwalały się na milion kawałku. Percy szybkim ruchem ściągnął mnie z łóżka stawiając na podłogę . Oboje spojrzeliśmy na balkon prze które teraz  ,,wchodziła’’ zielona mgła.

Tylko nie to….
_________________________________________________________________________________
Jeśli  chodzi o rozdział bardzo romantyczny w wykonaniu Percabeth trochę sobie jeszcze poczekacie . A tym czasem będę chyba wam dawała taki niedosyt, 
Radosna

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 23 ,,Zdrada Bogów''

''Czego twój wróg nie powinien wiedzieć, nie mów przyjacielowi.''
Arthur Schopenhauer

Percy 
               Nie wytrzymałem . Musiałam poczuć jej ciepłe usta na moich ,a mama mi mówiła ,żebym jej przekazał ,że żyje powoli i ostrożnie żeby nie zwariowała ,ale gdy nasze usta się zatknęły nic się dla mnie nie liczyło.Tylko to ,że ona jest przy mnie.
Odsunąłem się troszeczkę od niej by spojrzeć w jej szare duże oczy. 
-Chcesz  pozwiedzać?-spytałem ,gdy powoli jej rumieńce zaczęły blaknąć. 
-Nie dzięki zrobię to z całym obozem.-trochę mnie jej odpowiedzieć zmartwiła,no ,ale d razu nie można mieć wszystkiego-Wiesz zastanawiam się czemu Sally pozwala ci dalej uczestniczyć w tej wojnie?
-Dobra to choć pokaże ci mój pokój do,którego podczas zwiedzania nie wejdę i odpowiem ci na wszystkie dręczące cię pytania.-powiedziałem sprawdzając mimowolnie jedna ręką czy mój miecz jest na miejscu. 
Blondynka spojrzała na mnie niepewnie . Zasłaniając sobie znowu bliznę włosami ,które przed chwilą dałem jej za ucho. Bogowie co dziewczyny mają z tym ukrywaniem blizn . Niektóre wyglądają piękniej z nimi. Tak jest w przypadku z Annabeth.
-Nie wywracaj tymi oczami tylko prowadź.-powiedziała lekko się uśmiechając-A co z tą zbroją ?
Spojrzałem na rozwalonego żołnierza . No tak  został jeszcze on,a ja choć wiele razy mi pokazywano nie umiem go złożyć . Jego srebrne części walały się po srebrnej posadzce. 
-Zgonie na to Tomma.-powiedziałem wyciągając do niej rękę,ale ona spojrzała na mnie  z  dezaprobatą -Oj no weź on mnie też czasem wkręca jak coś nabroi. Chyba nie chcesz tracić czasu.    
          Chwyciłem jej rękę lekko przyciągając do siebie ,spojrzała na mnie wymownie,ale wtuliła się w moje ramię.
Annabeth 
          Powinnam być w stosunku do niego bardziej stanowcza,ale nie mogłam.  Przez korytarz ,którym mnie prowadził przechodziło dużo osób. Począwszy od żołnierzy kończąc na służbie kuchennej. Co za tym idzie ? Czułam na sobie oczy wszystkich przechodzących osób . 
Niespodziewanie Percy mnie pociągnął na lewo w stronę posągu z goblinem. Przez niego o mało się ie przewróciłam. 
-Co ci odbija Jackson?-spytałam poirytowana jego zachowaniem,ale on jak to ma w zwyczaju dał mi znak ,żebym siedziała cicho. 
Wyjrzał za kamiennego filaru po czym wrócił i przekręcił goblinowi głowę co spowodowało ,że tu prze de mną przesunęła się ściana otwierając przejście. 
-Panie przodem.-zawołał rozglądając się dookoła. 
Musiałam mu zaufać choć po tym jak mnie pocałował miałam już pewność ,że to on . Za raz za mną wszedł szybko,a ściana znowu się zamknęła . Trochę mnie to przeraziło. 
-Spokojnie znam to miejsce jak własny domek w obozie.-powiedział nie mogąc się ustawić-Tylko na początku jest tak ciasno.
-Dla ciebie jest ciasno. Dla mnie jest idealnie.-powiedziałam chcąc mu lekko dopiec ,ale chyba mi nie wyszło.
Ściana,o którą się opieraliśmy idąc nie była czarna czy też brązowa lub szara. Była niebieska stworzona z minerałów.Podłoga była przezroczysta . Widziałam przez nią ziemie ,w której znajdowały się kamienie. Jeszcze kilka metrów przeszliśmy ciaśniąc by w końcu móc się rozpychać.

                      Korytarz z każdy krokiem stawiał się szerszy  ,aż w końcu szliśmy mostem . Zamek w oddali otaczały góry,a most porastał mchem i liliami. Czasem tylko mijaliśmy rzeźbę stworzoną z krzaka,która przedstawiała rycerza,
-Niezłych tu mają ogrodników.-cisza budziła we mnie strach. Nie lubiłam tak się czuć.
-Jeszcze lepszych rycerzy i rzeźbiarzy.-powiedział spoglądając na mnie-Wciąż nie wierzysz co ?
-No wiesz mini kilka dni za nim się do tego przyzwyczaję.-powiedziałam zastanawiając się jak to wszystko dalej będzie wyglądać-Chociaż i tak porozmawiam z Sally.
Zaśmiał się pd nosem wchodząc na mury mostu. Bogowie jak spodnie to nawet się nim nie nacieszę. Choć nie mam szans ściągnąć go na ziemię. Uśmiecha się tym głupkowatym uśmiechem.
-Perseuszu !-usłyszeliśmy doniosły głos kobiety,który niósł się echem.
Percy aż się poślizgnął,gdy podskoczył zaskoczony ,oboje obejrzeliśmy się za siebie.
              W naszą stronę szła kobieta ubrana w białą suknie,która powinna się za nią ciągnąć ,a wygląda jakby pływała za nią ,ale mniejsza ,o to im bliżej nas byłam tym lepiej  widziałam jej nieskazitelną bladą cerę  i spiczaste uszy ukryte pod idealnie spiętymi włosami. Jej czarne włosy można by porównać z kolorem włosów Percy'ego.
-Nie powinno jej tu być.-powiedziała uśmiechając się do mnie-Nie powinna o tobie tak wcześnie wiedzieć. Ostatnie dni dla półbogów były ciężkie mógłbyś jej oszczędzić  jeszcze jedną rozrywkę.
-Nie mogłem już się powstrzymać.-powiedział Percy skupiając się bardziej teraz na swoim obuwiu.
-Niech ci już będzie.-powiedziała machając ręką-Tylko nie zapomnij przyprowadzić jej później do sali tronowej. Teraz obradują czy zostają w zamku ? Czy też idą do obozu ?
Po tych słowach po prostu nas wyminęła znikając nam z oczu za filarem . Spojrzałam na Percy'ego ,którego wzrok cały czas utkwiony był w podłodze.
-A więc ten trzeci obóz to prawda?-spytałam na co on w końcu podniósł wzrok.
-Raczej tak.-powiedział znowu wchodząc na mur-Też niedawno o tym się dowiedziałem .
A więc Willow, Percy i Piper nie musieli ginąć . Z tej trójki zdołał się uratować tylko on. Stał z  wyciągniętą do mnie ręką no nie mogłam wejść na ten mur.
          Od razu chciałam z niego zejść staliśmy tam ,a pod nami rozciągała się przepaść. Percy chyba czując mój niepokój oplótł ręce wokół mojej tali.
Percy  
            Chyba to był błąd proponując Annabeth przechadzkę do mojego pokoju . Zważywszy ,że jest tam teraz mega chlew,a tu została parę metrów ,a nie mam wykrętu ani jakiegoś solidnego wykrętu. 
-On ci to zrobił ?-spytałem patrząc na jej bliznę na policzku. 
Moja dziewczyna jak oparzona jeszcze większą ilością włosów ją zasłoniła ,ale kiwnęła potwierdzająco głową. 
-Powinien już dawno gnić na polach kary.-w jej słowach było tyle nienawiści ,ale nie mogę jej się dziwić . 
-Nie jest taki zły za jakiego go wszyscy biorą.-powiedziałem wiedząc ,że i tak jej nie  przekonam. 
-Percy zawracamy.-powiedziała biorąc mnie za rękę .
-Co ?!-dobra tak naprawdę cieszyłem się w duchu ,że nie zobaczy tego bałaganu.
-Idziemy do Apollo.-powiedziała-A może ty masz gorączkę?
Miała mi już przystawić usta do czoła,gdy podłoga się pod nami trochę zatrzęsła. Powodując  u nas ,a przynajmniej u mnie bolesny upadek, bo mam nadzieję ,że Ann się wygodnie na mnie upadło. 
-Lecisz na mnie.-powiedziałem z zadziornym uśmiechem. 
-Idiota z ciebie .-powiedziała wstając.
-Oj nie bądź taka.-bez zastanowienie wziąłem ją na ręce-Trzeba sprawdzić co się dzieje. Nie marudź. 
 Annabeth 
       Percy nawet nie pozwolił mi zaprotestować. Wziął mnie na ręce. Nim się zdążyłam obejrzeć rozpędził się i nastała ciemność ,po której stanęliśmy  przed wielkimi metalowymi drzwiami . 
-Jak cię tak wniosę twoja mama mnie zabije ?-spytał nie puszczając mnie.
-Jeszcze się pytasz.-powiedziałam wykręcając mu się-Zetrze się w proch . 
-Dla ciebie mogę zaryzykować.-bajerant w końcu mnie postawił.  
Podeszłam do drzwi chcąc je uchylić by wejść ,ale dwaj żołnierze od wewnętrznej strony  je otworzyli. 
-Co się stało ?-spytał Percy bez ogródek nawet nie wchodząc. 
Czasem mu zazdroszczę ,że ma w sobie tyle odwagi ja bym nigdy się nie odważyła tak zapytać w prost. Podeszłabym do jego mamy. 
-Artemida zdradziła......
_________________________________________________________________________________
Uwierzcie mi na słowo  po tym rozdziale sama siebie nienawidzę .No ,ale co zrobić .Przecież wiadomo,że wy myśleliście ,że  to będzie hera . Każdy wie jak jej nie znoszę ,a Artemidę kocham . 
Kolejny jeszcze w tym tygodniu.
Radosnna

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 22 ,,Nie bij mnie''

Mów szep­tem, jeśli mówisz o miłości. 
William Shakespeare (Szekspir)


Annabeth 
            Przynajmniej nie należał do osoby żyjącej. Podskoczyłam jak oparzona. Przewracając zbroje na kamienne płytki. Rozwaliła się na części przez co ja potknęłam się o jedną z jej części i straciłam równowagę. Czyjeś silne ramie próbowało mnie złapać ,ale się nie udało. Obydwoje upadliśmy z hukiem. Mam przechlapane. Przynajmniej powinna mieć ,ale za raz wrzasków ,krzyków usłyszałam śmiech.
-Przepraszam.-zaczęłam się z pod tej sterty metalu wygrzebywać.
Jemu się pierwszemu udało,bo ja ostatniego czasu jestem niezdarą. Nachylił się na de mną z wyciągniętą ręką i wtedy ujrzałam jego piękne morskie oczy.
-Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.-powiedział uśmiechając się tym do mnie .
 I tak właśnie się czuję. Z niedowierzania nie mogłam zamknąć usta ,ale w końcu się opamiętałam . Nie mogłam też powiedzieć ,że to niemożliwe,bo Hazel, Beckendorf, Silena i Luke już złamali teorie ,że ze śmiercią można  wygrać .
-Ale jak ? Kiedy ?-miałam do niego tyle pytań,ale i nie tylko.
-Chodź tu Mondralińska.-powiedział pomagając mi wstać.
             Ciepło jego ciała spowodowało ,że wszystko we mnie pękło ,a łzy zaczęły mi płynąć po policzku niczym potok. Może znowu widzę dycha ,a może tym razem to prawda. W sumie  to ducha nie mogłabym dotknąć.
-Percy.-wyjąkałam sama nie wiedząc co robić.
-Jestem i nigdzie póki co się nie wybierał.-powiedział chwytając moją rękę-Jestem jak najbardziej żywy.
Na znak swoich słów. Położył moją rękę na swoim  sercu . Czułam jak  biło spokojnie . Uderzało. Jednym słowem ożył.
-Coś sztywna jesteś.-powiedział  śmiejąc się- Czyżby ciocia Em powstała i ją odwiedziłaś?
         Nie mogę uwierzyć z jaką łatwością on próbuje nawiązać śmieszną dyskusję. Wyglądał tak zwyczajnie ubrany w granatową bluzkę z krótkim rękawkiem i ciemne spodnie z materiału . Jego czarno białym trampką chyba coś się stało ,bo wyglądały dziwnie.  Jego oczy były pełne energii ,a czarne włosy rozwiewał wiatr. Zachowywał  się tak jakby nigdy nie był martwy.
-Z ciebie to naprawdę glon.-powiedziałam lekko się unosząc-Co ty sobie myślisz ?!
Nie wiedział o co mi chodzi. Na jego twarzy automatycznie pojawiło się zmieszanie.Jego ręka powędrowała do włosów.  Po prostu nie  wytrzymałam i uderzyłam go w ramię po czym dostał kuksańca w żebra.
-Hej to bolało.-powiedział z udawaną urazą-Mogę się posypać w każdej chwili.
Ooo tak mi go szkoda ,ale jego słowa jeszcze bardziej mnie zmotywowały. Wyciągnęłam mój miecz z kości smoka.
-Ej no weź.-rozłożył ręce jak do przytulenia-Inne dziewczyny ucieszyłyby się,gdyby ich martwy chłopak wrócił.
        Bogowie jaki on  słodki jest,gdy kompletnie nie wie o co mi chodzi. Jego oczy w kolorze morza normalnie spoczywają na każdej możliwej rzeczy byle  by tylko nie patrzeć na mnie . Byłby nawet w stanie do końca życia patrzeć w nicość.
-Inna dziewczyna od razu zadzwoniła by do psychiatryka byle by tylko po nią przyjechali.-powiedziałam podchodząc do niego bliżej.
Nie bał się mnie ,bo dobrze wie ,że chociaż byłabym na niego tak wściekła ,że Olimp by się trząsł nie jestem wstanie go skrzywdzić,gdybym go skrzywdziła bardziej ucierpiałabym ja,ponieważ go kocham.
-Racja ,ale ty nie jesteś zwyczajna, różnisz się nawet od półbogiń.-powiedział próbując odsłonić mi włosy z twarzy nie zwracając na miecz, który nas dzielił, po prostu uchyliłam się przed jego dotykiem-Jesteś córką Ateny i wiesz co ci powiem. Czasem reagujesz bardzo sztucznie i dziwnie.
Jakby odebrano tobie 50% emocji.
      Nie dość ,że płakałam ze wzruszenia to jeszcze teraz przez to ,że jestem na niego wściekła.  Zapomniałam  już jaki idiotą i kretynem może być. Nigdy nie umiał ugryź się w język.
Nim się obejrzałam w jego ręku spoczął miecz, którym ,,ładnie pomachał'' uderzając w mój płaz.
Mój miecz upadł z brzękiem na posadzkę,a ja zrobiłam się czerwona na twarzy,
-Wybacz kochanie ,ale w tym związku zawsze ja byłem lepszym szermierzem.-powiedział podchodząc do mnie- Ty pomimo ,że tonujesz swoje emocje nie umiesz nad nimi panować.
-Odsuń się o de mnie.-przemówiłam  drżącym głosem  wiedząc co chce zrobić, ale on nic sobie z tego nie zrobił.
Odgarnął mi włosy z poranionego policzka,odsłaniając bolesną bliznę . Lekko pogładził ją dłonią. Nasze oczy pierwszy raz od bardzo dawna areszcie i naprawdę się spotkały. Nie trzeba być jasnowidzem by wiedzieć co mu teraz chodzi po głowie. Nachylił się na de mną składając na moich ustach pocałunek.
       Niby może to być sen lub wizja. Przecież jego powrót nie jest niczym wyjaśnionym ,ale jeśli to jawa. Nie chce się z niej obudzić.
_________________________________________________________________________________Pisze ten rozdział od soboty :D Wiecie  brak weny i niechęć co wszystkiego co wyjdzie spod mojej ręki robią swoje. Musiałam usunąć jedną narrację ,bo ogólnie po przeczytaniu całości w ogóle mi się nie podobała .  No to do następnego .
Radosna

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 21 ,,Niespodziewany zwrot''

Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć.

Paulo Coelho 

Annabeth
Strzała śmignęła mi koło ucha. Poczułam na sobie śmierdzący oddech stwora . Moje oczy stały się szkliste ,chciałam wymiotować .Odwróciłam się prze de mną stal ork ,który był mojego wzrostu .Na jego twarzy malował się szyderczy uśmiech, który odsłaniał jego żółte zęby. Jego skóra jeśli to c go pokrywa można nazwać skórą jest zielona. Obślizgła po jego ręce spływał zielony śluz . Nie wytrzymałam i zwymiotowałam mu prosto na twarz.Ooo
Nie miałam wyboru musiałam mu wbić miecz prosto w serce . Jego ciało bezwładnie opadło do mycj stóp .
-Thalia !-zawołałam moją przyjaciółkę ,która gdzieś mi zniknęła .
No pięknie znowu gdzieś ją wywiało ,a mnie nie chce się z nimi samej walczyć . W grupie zawsze raźniej . W ogóle inni się porozbiegali jakby nie wiedzieli ,że w formacji siedzi siła . Może wypróbuje sposób Sally  siądę sobie  po turecku na polu walki i poczekam, aż ktoś łaskawie mnie uratuje. Tylko jest  jedna mała różnica we mnie nie kocha się potężny bóg mórz i super żołnierz . Westchnęłam  uderzając  na kolejnego stwora ,gdy prze de mną pojawił się wielki wilk . Jacob !!!
Świetne wyczucie czasu. Jego brązowa sierść najeżyła się . Skoczył do gardła jednemu z napastników rozszarpując jego szyję na kawałki . Pozwalając by krew  poplamiła mu jego sierść . Po czym zmienił się w człowieka.
-Muszę przestać  zadawać  się z wampirami.-powiedział podchodząc do mnie jakbyśmy nie byli atakowani –Przejmuję ich nawyki . To się staje przerażające.
W czasie, gdy on bawił się jednym ja pokonałam dwóch . No prawie jeden właśnie wstawał . Miałam już dokończyć działo ,gdy złapał mnie w pół.
-Nie przejmuj się nim.-mógłby mnie postawić-Za raz sam przyjdzie błagać byś go zabiła .
Czasami naprawdę  mnie przeraża . Poniósł mnie, aż nie dołączyliśmy do bogów .
-Co tu się dzieje ?-spytał Posejdon dźgając wszystkich złych dookoła trójzębem
-Miałam rację to zasadzka.-powiedziała moja matka tryumfalnie pomimo,  że znajdowaliśmy się w tragicznej sytuacji .
-Wolę cię jako wilka.-odezwała się Clarrisse podchodząc do nas.
Żmieżwiła naszemu przyjacielowi czarne włosy ,który przenosił ciężar  ciała to z jednej nogi  na drugo . Ekscytował się czymś jak małe dziecko . Chwilę później dołączył do nas Tom i Ares .
-Za raz się zacznie.-co się zacznie  ?
Nagle niebo się przejaśniło ,a później znowu pociemniało, mgła wokół nas znikła ,a ziemia się zatrzęsła . W uszach słyszałam szum ,a w oddali dochodziły do mnie krzyki przyjaciół.
Na niebie  dostrzegłam czarne płomienie .
Uuu jak w filmie  Fantazy .  Tak po tym pięknym widoku moje uszy bębenkowe zaczęły pękać . Usłyszałam jak i inni lamet feniksa ,który doprowadził do tego ,że zemdlałam .
Sally
                Musiałam ich jakoś z tam tond zabrać, a nic innego nie przychodziło mi do głowy . Moją kochaną siostrzyczkę również musiałam z tam tond zabrać . Wylądowaliśmy na dziedzińcu zamku żaden z półbogów się nie obudził . Za to czułam na sobie zdenerwowane spojrzenie Posejdona .
-Sally mam nadzieję ,że mi to jakoś racjonalnie wytłumaczyć.-powiedział pomagając wstać Amfitrycie.
-A co dokładnie?-powinnam od razu mu wytłumaczyć ,ale ….
-To wszystko.-powiedział  pokazując na mnie i na mój ubiór-Choć nie przeczę ,że ci w ty ładnie .
-No więc  tak urodziłam się by być feniksem, walczyłam, przyjaciele ginęli, wymazano mi pamięć ,zakochałam się ,przyszedł na świat Percy ,zaczął dorastać ,wpadła w  to coraz większe  kłopoty ,aż w końcu musieli przypomnieć mi kim jestem.-wiem ,że chodziło mu o bardziej dokładny opis co dzieło się w przeciągu kilki tygodni-Znowu się zakochałam, wróciła siostra , Percy poległ….
-W bardziej cywilizowany sposób tego się nie dało zrobić.-o właśnie o wilku mowa .Ciemnowłosy wyszedł na dziedziniec sprawdzając co z Annabeth .
                Po czym jego morskie oczy zaczęły przyglądać się nam . Spojrzałam na Posejdona ,który nagle pobladł i otworzył usta ze zdziwienia jak pozostali bogowie .
-Który w końcu ożył po czym musiałam znowu uczyć się wszystkiego o swoich zdolnościach.-czemu Percy nie wraca do zamku?- PERSEUSZU DO ZAMKU .TERAZ SIĘ Z NIĄ NIE MOŻESZ ZOBACZYĆ.
Annabet
                Obudziłam się leżąc przy Thali i Clarisse. Niedaleko nas też leży  Connor Hood. Skąd to wie? Czuje jego skarpetki . Podniosłam się do pozycji siedzącej, zakrywając włosami bliznę ,którą zafundował mi Lord Darknoss.
                Znajdowaliśmy się w Sali Tronowej . Centralnie naprzeciw mnie znajdował się tron, który oświetlały promienie słoneczne ,które wpadały przez witraż . W pomieszczeniu dominowały biało-szare barwy. Koło nas Sally ubrana w czarną, długą suknie tłumaczyła coś Posejdonowi. Nikogo więcej przytomnego tutaj nie było.
-Co się  dzieję ?-spytałam przerywając im rozmowę .
-Nic się nie dzieje skarbie.-powiedziała szatynka słodkim głosem-Jesteście bezpieczni .
-Co teraz ?-wolałam wiedzieć na czym stoję .
Sally i Posejdon wymienili ze sobą szybkie spojrzenia po czym oboje spojrzeli na mnie .
-Zostaniemy tutaj.-powiedział Posejdon-A teraz musisz rozejrzeć się po zamku ,bo nie możesz uczestniczyć w naradach . Inni śpią i my o tym wiemy ,a ty wiesz skąd mamy taką wiedzę ,więc oszczędź nam czasu .
Bez słowa wyszłam pozostawiając moich przyjaciół w Sali ,a zarazem sama udałam się na wycieczkę po nieznanym miejscu. Całkiem sama czując na sobie wzrok każdej mijanej osoby ,a zarazem czułam ,że ktoś inny z cienia mnie obserwuje . Przystanęłam przy jednej ze zbroi chcąc na chwilę ochłonąć .
-Te spojrzenia  wkurzają. Co nie?-zadrżałam ,bo nie wiedziałam do kogo należy ten głos.
________________________________________________________________________________

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości