piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 28 ,,Tylko spróbuj znowu gdzieś zniknąć''

Annabeth
Czy to dzień, czy to noc w tym miejscu jest zawsze ciemno. Włóczymy się bez końca. Ja nie znam tego miejsca tak dobrze, więc wyprowadzenie nas z tej dziury to Percy'ego zadanie. Ja mogę  tylko iść wiernie przy  nim.
- Przynajmniej nie jesteśmy w Tartarze.- powiedziałam w momencie, gdy przystanął na chwilkę.
- Chyba już wolę być w nim.- spojrzałam na niego jak na wariata, ale on w ogóle się tym nie przejął- Tam przynajmniej wiedzieliśmy gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy, a teraz nic.
Może pójdę za radą Piper i choć raz pozwolę by moje emocję w końcu się przebiły. Spoglądaliśmy na siebie w milczeniu.
- Wyjdziemy stąd.-szepnął mi do ucha- Bywaliśmy w gorszych opałach, a po za tym twoja matka osobiście nas odnajdzie by mnie zabić.
Hahaha. Niech Posejdon upewni się, że Atena nie ma dostępu  do piorunów Zeusa, bo po powrocie może stracić niedawno odzyskanego syna.
- Nie będzie, a po za tym to nie twoja winna. -z każdym kolejnym słowem czułam większy ucisk w sercu.
Zaczęło mnie boleć głowa, ale to zbagatelizowałam, zamiast tego przytuliłam się do Percy'ego, który z początku był zaskoczony, ale później objął mnie. Jednak wciąż był skoncentrowany. Był równie niespokojny jak ja.
- Jak nam się nie uda.-powiedział spokojnie - Uda się to Atenie. Ciekawe czy istnieje gorsze miejsce od Tartaru?
Mam nadzieje, że nie, a jeśli tak to nie chcę wiedzieć co  to za miejsce. Nie chce myśleć co by w nim żyło i czego by pragnęło.
Percy niespodziewanie znieruchomiał. Spojrzałam na niego, ale jego wzrok był wlepiony w coś przed nami. Postanowiłam  pójść zobaczyć co go tak zainteresował, że nie reagował na bodźce zewnętrzne. Grunt pod moim  stopami był słaby. Kamienie staczały się z wzniesienia. Stanęłam nad krawędzią, rozglądając się dookoła, ale nic ciekawego nie wiedziałam.
Co tu się dzieje ? To miejsce ma dziwny wpływ na nas. Ja zachowuje się jak nie powinnam, a Percy świruje. Mgła  unosiła  się dookoła mnie, gdy wracałam, więc moja czujność była większa, ale nie przewidziałam jednej rzeczy.
Jego palce zacisnęły się mocno ma mojej szyi, gdy powalił mnie na ziemię. Usiadł na mnie zaciskając mocniej palce na mojej skórze. Jego morskie oczy zmieniły się w czerwone rządne krwi.
Próbował złapać oddech, rzucałam się, ale niewiele mogłam.  Z każdą minutą traciłam siły. W końcu przestałam mu się opierać. Przed oczami miałam tylko jego twarz, z której płynęły kropelki potu. Jego czarne włosy pokrył biały pył.  
- Dlaczego ?!? – spytałam ostatnimi resztkami sił.
 Umrę z myślą, że on mnie zabił. To koniec. Czuje, że spadam w otchłań. Przez ziemię, która zaczęła  mnie pochłaniać. 
Percy
Niektóre rzeczy dzieją się za szybko, ponieważ nikt nie zdąża zareagować. Annabeth upadła tak nie spodziewanie. Szliśmy, w ciszy rozglądając, się dookoła czy kogoś tu przypadkiem nie ma, ale nie było żywej ani martwej duszy w pobliżu . Co prawda szła, przy mnie lekko spięta, ale każdy denerwował,  by się w takiej sytuacji.  W pewnym momencie jej ciało upadło bezwładnie na ziemię, którą lepiej nazwać breją, bo tak wyglądała.  Uklęknąłem przy niej . Besztając samego siebie. Gdybym ją posłuchał teraz siedzielibyśmy u mnie w pokoju i nadrabiali stracony czas, a nie podążali za jakąś zieloną mgłą.
- Hej Mądrlińska !- lekko nią potrzasnąłem , ale nie reagowała.
,,Na gacie Zeusa. Atena mnie naprawdę zamorduje.’’
Na szczęście córka Ateny oddychała,  co prawda jak staruszek, ale oddychała. Jej klatka piersiowa unosiła, się  delikatnie do góry i opadała.
Na przyszłość słucham,  Chejrona i mamę jak mi tłumaczą,  w jaki sposób udzielić, pierwszej pomocy .
                Szybko wykopałem z  mojego plecaka nektar chcąc  go jej jak najszybciej podać.
- On jej nie pomoże. – usłyszałem dobrze znajomy głos, aż za dobrze.
- Czego znowu chcesz ?-spytałem, jednak podając jej trochę boskiego jedzenia.
- Sprawiedliwości.-powiedział wściekły. Do tej pory mu nie przeszło, a mama jeszcze nie wymyśliła jak ukoić jego ból.
                Szron osiadł na gałęziach drzew ,a  wokół nas zrobiło się jeszcze zimniej niż było. Fajnie zamiast mnie krzywdzić, krzywdzi  Annabeth . Ona jest niewinna.
- Moja córka też była niewinna. – jego głos niósł się echem – Długo czekałem by się  na tobie zemścił  Perseuszu Jacksonie. Synu Posejdona.
- Myślisz , że ja nie mam poczucia winny. Klęczałem przy niej bezradny . Patrząc jak powoli i w cierpieniu odchodzi. – wiem, że on gdzieś tu jest  przygląda nam się- Zawiodłem ją.
-Tak jak zawiedziesz teraz swoją dziewczynę.- jego nie obchodziło to ,że ucierpi niewinna osoba zbyt bardzo zaślepiło ból.  Po stracie córki.
-Dlaczego ?-wyszeptała Annabeth.

                To były ostatnie słowa jakie od niej usłyszałem.  Jej klatka piersiowa przestała się unosił. Z pięknych ,  szarych oczu popłynęły ostatnie łzy. 

_________________________________________________________________________________O to rozdział 28.  Mam nadzieję, że mi go wybaczycie. Tylko proszę spokojnie. Wszystko kiedyś tam wyjaśnię. Jak wam mijają wakacje. Mam nadzieję, że kolejny rozdział napiszę szybciej niż ten. Co o nim sądzicie ? Czekam na waszą opinię :D 
Do następnego. 

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości