sobota, 26 września 2015

Rozdział 31 ,, A nie mówiłam''

,,Trze­ba do­kony­wać wy­borów. Człowiek może mieć rację i może się my­lić, ale mu­si de­cydo­wać, wiedząc, że dob­ro i zło by­wają wca­le nieo­czy­wis­te, a cza­sem na­wet że wy­biera między dwo­ma rodza­jami zła, że nie ma żad­nej rac­ji. I zaw­sze, zaw­sze wy­biera sam. ''
Terry Pratchett


Annabeth 
                         Marzę tylko o powrocie do domu. To miejsce sprawia, że  nie mogę spać. Choć na chwilę przymknąć oczy. Jednak na razie nie możemy. Percy każe mi się po ostatnich wydarzeniach nie wychylać. Mam tylko siedzieć w ich obozie  i czekać. Jeśli myśli, że go słucham to śni.  Nie było go i jakoś sobie radziłam, więc teraz nie zamierzam siedzieć cicho.  Choć zawsze jak są narady wolę się nie mieszać. Nie znam tego miejsca, więc nie będę się kłócić. Zwłaszcza z tą dziewczyną. Ona wie wszystko najlepiej.
               James w moim odbiorze wydaje się mieć najszlachetniejsze serce. Jest wysokim blondynem o jasnej karnacji i ciemnych oczach. Siedzi cicho i rzadko wyraża swoje zdanie, ale jak już coś powie każdy go słucha. Oliver jest męską wersją Clarisse. Dosłownie. Ma długie kasztanowe włosy, ostre rysy twarzy. Często maluje sobie wokół oczu czarną otoczkę. 
- Powinnaś coś zjeść.- powiedział Percy stojąc na de mną z glinianą miską. 
- Nie jestem głodna.- odpowiedziałam grzecznie na powrót wbijając wzrok w horyzont. 
Przysiadł przy mnie. Kładąc miskę przed nami, a sam położył swoją głowę na moim ramieniu.  
- Nie patrz tam.-mruczał mi do ucha- Nic tam nie ma, a w pustce można dostrzec rzeczy, których nie zobaczyliśmy normalnie. 
Miał rację przed nami rozpościerało się tylko ciemnie nie ma, które w pewnym sensie zlewało się z ziemią.  Nie było ani jednego jasnego punktu. Nie licząc naszego ogniska znajdującego się przed zimną grotą, w której mieszkaliśmy.  Czułam się jakbym dryfowała na morzu czarnej kleistej mazi. 
         Zielony płomień z nami pozostał, ale z każdym dniem bladł. Szkoda, że nas nie może wyprowadzić z tej krainy skoro już wprowadził. 
- Wyjdziemy stąd. Wyszliśmy z Tartaru to i teraz nam się uda. - nie wiem kogo on próbował pocieszyć mnie czy siebie, ale mu to nie wychodziło. 
- Przepowiednia może być kluczem.- szepnęłam, wiedząc, że każdy uważnie przysłuchuje się naszej rozmowie. 
W tym miejscu nie można było określić jaka jest teraz pora  roku, skąd wieje zimny wiatr. To jeden wielki labirynt, którego jedyna prosta droga prowadzi do przeklętego zamku. 
- Ona nam nie pomoże.- powiedział po chwili ciszy podnosząc głowę z mojego ramienia- To on ją wymyślił. Myślała, że uda mi się ją odnaleźć i zwrócić mu ją, ale zarówno my tu zostaliśmy uwięzieni jak i Bethanny. 
               Od kiedy to kwestionuje się przepowiednie i słowa córki Ateny. Ja potrafię przyznać się do błędu, ale tym razem mam rację. I dałabym się za nią zabić.  Szkoda tylko, że mój chłopak nie widzi cierpienia dwóch innych chłopaków. Spuściłam , głowę, skupiając swoją uwagę na moich rękach. 
- Ej.- trącił mnie w ramię- Tylko nie rób tej miny.
- Jakiej ?- spytałam nie wiedząc o jaką minę mu chodzi.  
Delikatnie dotknął, mojego podbródka zmuszając,  mnie do spojrzenia na niego. Całą twarz miał lekko usmoloną. Jego morskie oczy błyszczały. Lekko się schylił muskając ustami moje wargi. 
- Ty wiesz jaką.-powiedział wstając, przy okazji przewracając  glinianą miskę. 
               Miałam nadzieję, że da mi spokój, ale oczywiście nie mógł. Po tym całym koszmarze tutaj nie potrafię wyrzuć z głowy jego czerwonych oczów,podduszających mnie, ale nie powiem mu tego co wtedy widziałam. 
Wziął mnie na ręce, robiąc piruet. W oddalił usłyszeliśmy rozbawione głosy chłopaków i dźwięk tuczącego się garnka. 
- Co chcesz glonomóżdżku?- spytałam zarzucając mu ręce na szyję. 
- Nie oddalaj się ode mnie. -rzekł delikatnie mnie całując, tak jakbym zaraz miała pęknąć jak bańka mydlana- Zbyt długo cię nie było w moim życiu lub nieżyciu. 
Percy 
                Widok Annabeth siedzącej samotnie przy ognisku na zewnątrz, wpatrującej się w tą pustkę. Sprawił, że zapomniałem o natarczywym  tatuśku Bethanny. Jej szare oczy mnie wołały. Zbyt dużo rozmyślały. Gdybym mógł wrzucił bym ją teraz do wody, ale nie mogę. Pewnie by mnie za to zabiła.
- Nie chcę tego.-powiedziała wtulając się w moją szyję- Posłuchaj przepowiedni. Posłuchaj głosu serca. Znam cię, wiem, że mówi ci coś innego. 
Oj, Annabeth gdybyś ty znała tylko całą prawdę. Spojrzała byś na tą całą sytuację inaczej... jaśniej, a przede wszystkim inaczej  myślałabyś o mnie. 
- Percy....-powiedziała moje imię zaskoczona. 
- Tak?- co ją tak zszokowało?- Wpadłaś na jakiś genialny pomysł?
- Może.- odpowiedziała na moje pytanie, pozytywnie- Odwróć się. 
Zrobiłem jak kazała. I skamieniałem. Co ona od razu wykorzystała  i stanęła obok mnie. Ciemne niebo rozświetliła ognista strzała, której ogon ciągnął się od....
- A nie mówiłam.-powiedziała ściskając mnie- Przepowiednia. jest strzała znajdziemy łuk, który wpakuje nas w kłopoty po czym znajdziemy wyjście. 
Nie wiem, ile czasu tam stałem w osłupieniu, ale zdążyła w tym czasie przyjść reszta, 
Obiecałeś ......
_________________________________________________________________________________
Witam ! Z kolejnym rozdziałem, Scen zazdrości póki co nie ma. I raczej ich nie będzie, ale kto wie, Kolejny rozdział nie wiem kiedy się pojawi. Jadnak myślę, że gdzieś tak w październiku. Co sądzicie o tym rozdziale. Czekam na Waszą opinie. Do napisania. 


środa, 9 września 2015

Rozdział 30 ,, Kto to jest ?'''

,,To ty dajesz moc demonom, które zwalczasz''
Anthony de Mello 
Ananbeth

                Znajdowałam się w zimnej lodowatej wodzie, która wyglądała jak lawa. Moje serce biło powoli z braku sił. Nie oddychałam, ale miałam wrażenie, że żyje. Czułam ciepły dotyk rąk Percy'ego. Powinnam się go obawiać, ale serce podpowiadało mi inaczej, więc gdy przestałam czuć jego dłoni.. Poczułam, że spadam. Z każdą kolejną minutą było coraz gorzej. Podleciały do mnie harpie i zaczęły rozrywać moje ciało. Zaczynając od obdarcie mnie ze skóry. Wydałam z siebie okrzyk bólu, ale zabrzmiał on jak cichy jęk. Moja krew obryzgała zarówno je jak i zaczęłam się nią dusić.
,,Nie poddam się tak łatwo."-pomyślałam, ale byłam bezradna. 
Koniec jest długi by ktoś mógł cię uratować, ale gdy nie ma takiej osoby to kara bogów. Na samym dolej upadłam na czarną dzidę ze skrzydłami, która przebiła mnie na wylot. Dziwnie jest patrzeć z lotu ptaka na własną śmierć. Czułam jak ogień wyniszcza moje ciało. Z czoła lał mi się pot, a do mokrego ciała przykleiły się włosy. 


Percy


           Jeśli skocze potwierdzi to moje przekonanie, że zwariowałem. Zielona poświata postanowiła przystanąć. Położyłem Annabeth na ciemniej ziemi. W czasie drogi tutaj zdążyła stracić przytomność. Wolałem nie sprawdzać czy zdołam ją obudzić. Jej ciało było jak marionetka, więc jest jeszcze wśród żywych. To kraina potępionych. Zbyt późno połączyłem fakty z legendą. 
Stąd nie da się tak łatwo wyjść. Choć granice nie są chronione. To miejsce jest  śmiercią w czystej postaci. Tu człowiek traci zdrowe zmysły. Kraina ta składa się z samych kamiennych gór i pagórków. Tylko u stóp  świątyni  potępionych bogów. 
Rośnie sucha, zwiędnięta trawa, a granic chroni lawa, która nie tylko parzy, ale i wlewa w rany szaleństwo.
- Koniec przerwy- zakomunikowałem sam sobie. 
Blond włosa Mądralińska na szczęście oddychała już lepiej. Choć na jej ciele pojawiły się fioletowe sińce.
- Skacz Perseuszu.- fajnie, pogonić to mnie umie, ale sam za córką nie skoczy. 
,,Ateno. Pośpiesz się z tym zabijaniem mnie."-pomyślałem biorąc Annabeth na ręce. Nie mógłbym jej tu zostawić. Nie wybaczyłbym sobie tego nigdy. Powoli z ociągnięciem podszedłem do urwiska. Jeden krok i będziemy spadać. Nie będzie już odwrotu. Zamknąłem oczy, przyciskając Annabeth bardziej do siebie i uczyniłem jeden krok ku śmierci.  


Annabeth

                Poczułam powiew ziemnego wiatru, który uderzał w moją twarz. Powoli otworzyłam oczy i od razu ujrzałam  zbliżającą się czarną plamę, gdyby nie to, że czułam ciepły dotyk rąk Percy'ego wpadłabym w panikę, która spowodowałaby w moim przypadku multum pomysłów na minutę. Moja głowa by tego nie wytrzymała. 
- Co się dzieje?- spytałam w miarę dosłyszalnie- Czemu spadamy? 
Percy odwrócił mnie bardziej ku sobie. Tak ,  że przed oczami miałam jego morskie oczy. 
- Nie wiem.- odpowiedział,  ale wcale mnie nie pocieszając- Mam nadzieję, że by stąd wyjść nie by zginąć. 
Zamierzałam mu coś odpowiedzieć, ale musiałam zamknąć usta, ponieważ wlecieliśmy z dużym pluskiem do jakiegoś zbiornika wodnego. Percy zwolnił swój uścisk pozwalając mi wypłynąć. Ta woda nie była niebieska. Była czarna niczym smoła i gęsta maź. Z wody wyłonił się jako pierwsza. Zaraz obok mnie niemal natychmiast pojawił się ciemnowłosy. Kaszląc! Moje ciało przybrało czerwony kolor. Jednak teraz to było mało istotne. Podpłynął do mnie delikatnie przytulając się. Jego usta znalazły moje. Czułam jak trząsł się ze zdenerwowania. 
- Nigdy więcej nie odstawiaj mi takich numerów.- powiedział opierając swoje czoło o moje- Nigdy. 
- Percy!?- głos za mną brzmiał pewnie, ale dało się w nim wyczuć nutkę zaskoczenia.
Odwróciliśmy się przed nami stała wysoka dziewczyna o brązowych włosach i zielonych oczach. 
- Bethanny? - Percy wyglądał jakby zobaczył ducha. 
Podpłynął do brzegu nie puszczając mnie. Ja natomiast cały czas czułam na sobie pogardliwy wzrok dziewczyny. 
- Glonomóżdżku kto to jest?- spytał, wtulając się w niego chcąc się ogrzać. 


Sally
                Jacy oni mądrzy. Za radą bogów najlepiej zamknąć mnie w wieży i nie szukać mojego syna. Czarna sukni ciągnęła się za mną po  kamiennych płytkach. Na szczęście mam widok z balkonem. Dla mnie to nie problem przywołać mojego ogiera z piekła.

________________________________________________________________________________
Witam was w środku tygodnia! Z nowym rozdziałem.Coś czuje, że przez to akcja tej historii się wydłuży, ale co  tam. Ja lubię mieszać. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się w najbliższym czasie,




wtorek, 1 września 2015

Rozdział 29 ,,Nienawidzę urwisk''


Percy 
                Już wiem jak ona czuła się w tamtym momencie. Tylko, że ona nie miała tego poczucia winny. Czemu nie może się tylko na mnie zemścić, nie krzywdząc przy tym bliskich mi oczów ? Dobrze, zawiodłem, ale nie jestem bogiem. Mam prawo popełniać błędy. Mam prawo zawieść samego siebie. Nie mam na czole napisane ,, Jestem twoim aniołem  stróżem.'' Nawet całość by mi się nie zmieściła.  Jestem tylko półbogiem, a czasami mam wrażenie, że ludzie widzą we  mnie boga. Ja chce normalnie żyć... Z Annabeth.
- Tylko po to nas tu ściągnąłeś? By mi ją odebrać?- spytałem wściekłym głosem.
Ambrozja i nektar nie zadziałały.  W takim razie czy Apollo zdołał by ją uratować ? 
Z ciemnych chmur nie można  było wywnioskować czy będzie padać czy też nie, ale już po chwili ciężkie krople deszczu zaczęły obmywać nas z kurzu. Byłem  wściekły, a zarazem pozbawiony jakichkolwiek emocji. 
-Widzisz, jednak nie tylko po to cię ściągnąłem.-powiedział, w momencie kiedy na ziemi przy nas pojawił się, jego cień- Przepowiednia jest prawdziwa. Możesz jeszcze ocalić moją córkę.  
Zaśmiałem się pod nosem, Po tym co mi zrobił. Po tym co zrobił Ann. Ja mam uleczyć jego ciało. Sprawić, że zwrócę mu córkę by mógł odpokutować swoje grzechy. Jeśli to zrobię to tylko dla niej. Nie dla niego.  
-Tylko ty możesz przejść przez przeklęte ziemi.-ni stąd, ni  zowąd położył mi rękę na ramieniu. 
Automatycznie wstałem uruchamiając mój długopis. Wyglądał jak zwykły  śmiertelnik. Miał na sobie granatową koszulę i ciemne jeans. Jego twarz była posępna i jeszcze bardziej wychudzona. Skórę miał bladą jak u wampira.

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości