sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 34 ,,To była iluzja ?''

Percy
               Wszyscy patrzyli z osłupieniem w miejsce gdzie jeszcze chwilę temu była Annabeth.
- Ile czasu potrzeba by człowiek udusił się krwią?- James zadał bardzo ciekawe pytanie, na które ja nie chciałem znać odpowiedzi.
Nigdy stąd nie wyjdziemy nie ma z nami mózgu.
,, To tylko zły sen."- powtarzałem sobie w duchu, aż w końcu im mnie krew zaczęła, wciągać w nieznane mi miejsce, a może po to bym się pod nią udusił.
- Percy?- spytała przerażona Beth, ale było już za późno.
Wziąłem ostatni duży wdech. Myślałem, że zacznę się dusić, ale nic z tych rzeczy nie wydarzyło się. Po prostu przeleciałem przez nią jak przez portal. Upadając obok Annabeth, która starała się usunąć małe kropelki krwi ze swoich jasnych włosów.
- Wymyśliłaś już rodzaj mojej śmierci? - spytałem chcąc wyczuć w jakiej jestem sytuacji.
Spojrzała na mnie bez żadnych emocji. Jej szare oczy było lekko zaszklone.
- Porozmawiamy o tym jak się stąd uwolnimy.- powiedziała dając spokój swoim włosom.- Musimy dostać się z powrotem do reszty.
Jej ton głosu był tak obojętny, że aż dało się w nim wyczuć chłód. Siedzieliśmy tak przez chwilę w ciszy na fioletowej podłodze. Odważyłem się Tylko dotknąć jej dłoni, która leżała przy mojej ręce. Była dziwnie fioletowa.
- Wolę nie wiedzieć dlaczego ona mnie tak nie znosi.- przerwała długą, niepotrzebną ciszę między nami.
  Długo biłem się z myślami czy poruszać ten temat tutaj, czy jak już wrócimy. Miałem jej już o wszystkim powiedzieć, gdy jak nazłość dołączyła do nas reszta. To jest trochę swoją drogą podejrzane.
- Są dwie drogi.- zaczęła Ann, gdy  reszta ogarnęli się.- Musimy się rozdzielić, któraś na pewno prowadzi do wyjścia.

Annabeth 
           Co oni by be ze mnie zrobili? Nie wiem. Pewnie by jakoś daliby sobie radę, ale dłużej by im zeszło. Wyszło tak dziwnie, że ja musiałam iść sama. Na szczęścia James dał mi jeden ze swoich mieczy. Oddalając się od nich czułam na sobie wzrok Percy'ego. Przyszło mi samej przemierzać ciemne korytarze, brudząc czerwony dywan. Na granatowych ścianach widniały portrety dam i mężczyzn. Każdy z nich był elegancko ubrany. Co jakiś czas mijałam okna, ale były one od zewnętrznej strony zagrodzone drutami.
- Nie powinnaś sama się włóczyć po tak dużym zamczysku. - słysząc ten głos, aż podskoczyłam.
Powoli jak duch wyłonił się z cienia. Jego twarz nie była już pewna i dumna jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Była zmęczona i wychudzona.
- Znowu ty.- powiedział wywracając oczami.- Czego tym razem chcesz ?
- Opuść ten miecz głupia dziewczyno.-powiedział wyciągając w moją stronę dłoń, ale ja jeszcze mocniej zacisnęłam dłonie na rękojeści.
- Zawsze to samo.- rzekł sięgając po swój miecz, który wysunął się z jego pochwy z charakterystycznym dźwiękiem.
Szermierze ze mnie marły, ale w ostatnim czasie się podszkoliłam i może dzięki temu jakoś uda mi się po raz kolejny ocalić życie.
      Tylko bez strachu on się nim karmi. Jak jakaś zwierzyna. Skąd tacy ludzie się biorą ? Hera ich rodzi czy co ?
Byłam przygotowana na jego cios, ale tego nie mogłam przewidzieć. Nawet wyrocznia by tego nie zobaczyła. Rzucił mi swój miecz pod moje nogi. Broń upadła odbijając się od kamiennej podłogi.
Spojrzałam na niego lekko zdezorientowana. Nie zamierzałam się schylać po tą broń. Mógłby mieć gdzieś jeszcze jeden nóż czy coś w tym rodzaju i dźgnąć mnie w plecy.
- Nie patrz tak na mnie tym tępym wzrokiem dzieci Zeusa.- powiedział co podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. -Sally mnie po was przysłała. Martwi się, więc jakbyś mogła podnieść już ten miecz i pomóc mi znaleźć swojego nieogarniętego chłopaka.
Świat schodzi na psy. Bardziej ufam Darknossowi niż Percy'mu.
Schyliłam się po jego miecz, który był  jednym z najlepiej wykutych mieczy jakich widziałam w swoim krótkim w życiu. Był lekki, a jego ostrze było tak ostre, że samo przejechanie po  jego gładkiej powierzchni metalu rozcinało skórę.
- Pierwsza go ukatrupię. - powiedziałam oddając mu broń.
Percy 
           Nie da się nie zauważyć, że moje ADHD  daję o sobie bardziej znać, gdy nie ma przy mnie Annabeth. Idąc na końcu nie mogłem nawet na chwilę skupić swojej czujności. Przyglądałem się srebrnym zbroją rycerzy. Czasem trafiały się złote. Wojenne trofea  na stały symetrycznie... 
Bogowie.... 
Zazwyczaj to Annabeth zwracała uwagę na takie rzeczy, a nie ja.  Co ja na robiłem ? Po co wracałem ?
Skoro mnie ostrzegano. Te słowa cały czas siedzą mi w głowie i nie mogę w żaden sposób ich z niej wyrzuć.
Miłość oceanu przeklętą się stanie. Gdzie miecz pokoju nastanie tam szum fal ucichnie, by mrok zalał wieczne wody.

- Percy !- powiedział Oliver machając mi ręką przed oczami. - Musisz rozwalić te  drzwi. 
Przez chwile nie wiedziałem o co chodzi. Chwila minęła za nim ponownie wróciłem. Staliśmy przed wielkimi metalowymi drzwiami, na których wyrzeźbione były tortury. 

Annabeth 
      Szybko znaleźliśmy nasze zguby. Jednak zabronił mi do nich podejść. Przewidywał ich każdy najmniejszy ruch. 
- Czemu nie możemy po prostu po nich iść? - spytałam wiedząc, że nie wiem wszystkiego. Percy mi nie powiedział...
-  Bo to pułapka, ta małpia księżniczka nie lubi jak jej się odmawia, a tatusiek da jej wszystko.-rzekł kończąc rysować okrąg. 
Czekaliśmy tylko jak Percy zniszczy te drzwi.  Teraz tylko musimy narysować znak śmierci. 

Percy 
               Na szczęście w pobliżu była woda i bez problemu nad nią zapanowałem. Przynajmniej nad tym jeszcze nie straciłem kontroli.
- Wiesz, Jackosn z ciebie to naprawdę egoista. Też chciałem rozwalić.- powiedział Oliver, gdy drzwi opadły z hukiem, a wokół nas  uniósł się kurz. 
- Co do ....- zaczął James, ale nie było mu  dane skończyć. 
Nie było dane nikomu się odezwać ani ruszyć. 
Annabeth 
Raz się żyje. Przynajmniej powinno tylko raz. To była ułamki sekund, od których zależało moje życie. Darknoss po prostu wepchnął mnie do środka tego kręgu i otoczył  swoją mroczną mocą przez co nic nie wiedziałam. Unosiłam się w powietrzu. Słysząc jakieś głosy. 

***
- To była iluzja ? -spytałam idąc w białym długim płaszczu pomiędzy zbożem. 
Moje włosy bezwładnie opadały mi na  ramiona. Szedł przede mną. Niosąc cel naszej podróży. 
- To od ciebie zależy czym była.- powiedział odwracając się  w moją stronę. 
Patrząc tak na niego zastanawiałam się gdzie zniknął. I  nie potrafiłam sobie tego przypomnieć. W ten wszystkie okoliczne ptaki poderwały się do lotu, a z oddali dobiegło nas wycie. 
- Załóż kaptur...
_________________________________________________________________________
Hej. Wolę nie sprawdzać kiedy dodałam ostatni rozdział. Także mam mam nadzieję, że ten wam się spodoba. Oczywiście czekam na waszą. I również liczę na to, że znajdę czas by rozdziały się tutaj pojawiały częściej. W  końcu to moje pierwsze ,,dziecko.''


Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości