niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 35 ,,Powrót''

,,Im większe w człowieku wewnętrzne roz­bi­cie, poczu­cie włas­nej słabości, niepew­ności i lęk, tym większa tęskno­ta za czymś, co go z pow­ro­tem sca­li, da pew­ność i wiarę w siebie. ''
Antoni Kępiński


Annabeth
             Nie wiele pamiętam po wskoczeniu do wiru. Nie licząc krzyku Percy'ego i wizji bądź snu. Kto to wie czym to było, ale się nie kleiło. W każdym bądź razie chciałabym się podnieść, ale niemożliwy ból głowy mi to utrudnia. Słyszę, szepty czyjeś kroki i widzę promienie słoneczne, ale nie mogę się ruszyć. Na dodatek czuję jego ciepły, delikatny dotyk, ale sama bym go teraz zabiła. Nie wiem, czy nie żyje, czy to sen na jawie. Jednego jestem tylko pewna, że promienie słońca zaczęły znikać, a ja sama poczułam, że odpływam w nieznanym kierunku.
***
           Dziwnym trafem obudziłam się na pomoście w obozie herosów. Dookoła mnie nie widziałam nikogo. Słońce powoli zachodziło za horyzont, więc niebo przybrało pomarańczowo- złoty odcień z małymi szarymi chmurami na jego tle. Tafla jeziora była idealnie gładka. W obozie było dziwnie cicho. Nie słyszałam chichotu córek Afrodyty, pieśni dzieci Apolla, czy też uderzających o siebie mieczy potomków Aresa. Wyciągając nogi z wody zdałam sobie sprawę, że są suche.  Coraz dziwniej. W końcu nie jestem córką Posejdona. Postanowiłam się trochę rozejrzeć. W obozie było zbyt idealnie by mógł być prawdziwy. Gęsta zielona trawa była równo przystrzyżona. Nie walały się na niej rzeczy obozowiczów. W miejscu pracy dzieci Hermesa było gorąco jak zawsze, ale nie unosił się dym. Rzeczy były poodkładane ma swoje miejsca, ale piece były jeszcze ciepłe. W alei domków również nie była ani jednej żywej duszy.
                Zero obozowiczów, zero nimf, Zero harpii. Instynktownie sięgnęłam po mój miecz, ale nie było go przy moim biodrze. Został mi tylko pawilon jadalny do sprawdzenia, więc gdy doszłam do niego i nie usłyszałam, śmiechów straciłam nadzieje. Weszłam do niego nie oczekując niczego. Na drewnianych stołach stało jedzenie. Na środku palił się płomień i stał ołtarz, na którym leżała ...
                To był ten element, który nie pasował do układanki. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Leżała z otwartymi oczami w patrzącymi w sufit, na którym było coś napisane w obcym języku. Na głowie miała małą koronę. Czarna suknia opadała jej na podłogę, a w ręki trzymała trójząb.
Pierwszy raz od bardzo dawna nie wiedziałam co z sobą zrobić. Musiałam zapamiętać te litery, jednak miałam mało czasu, ponieważ wokół mnie rozproszył się płomień, którego nie mogłam ominąć.
Już po mnie...
***
                  Obudziłam się z krzykiem odtrącając czyjaś dłoń.  Na początku miałam problemy z oddychaniem. Nie mogłam przełknąć śliny. Wręcz dusiłam się nią.
- Już spokojnie.- mówiła do mnie głaszcząc mnie po plecach. - Już po wszystkich.
Powoli moje serce wracało do normalnego rytmu. Leżałam na dużym łóżku przykryta białą pościelą. Przez okno wpadały ciepłe promienie słoneczne. Gdy nasze oczy się spotkały rzuciłam jej się na szyje. Miała na sobie prostą niebieską sukienkę. Włosy spięte w warkocz.
Uśmiechała się, ale przestała udawać, że wszystko jest w porządku. Była czymś zaniepokojona i zmęczona. Worki pod oczami dodawały jej lat, lecz wciąż nie wyglądała na swój wiek.
- Coś się stało?- spytałam mając przed oczami obraz z pawilonu.
- Dużo się wydarzyło podczas waszej nieobecności.- mówiła spokojnie.- Dużo niedobrego. Wojna trwa, a jej koniec jest bliski.
_________________________________________________________________________________Hej ! Nie patrzmy ile nie było rozdziału. Cieszmy się ostatnimi rozdziałami i epilogiem. Nie obiecuję, że rozdziały będą pojawiać się regularnie, ponieważ  mam konkursy, ale postaram się, by tal było.
Radosna

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości