piątek, 18 marca 2016

Rozdział 36 ,,Chwila spokoju''

        ,,Jest moc w człowieku [...], która mu pow­stać każe, cho­ciaż rad by spocząć, i wie­rzyć znów w to wszys­tko, co wczo­raj złudą się je­no oka­zało marną, i chcieć zno­wu te­go, cze­go mu sto ra­zy życie już pragnąć zakazało. ''

Jerzy  Żułowski
Annabeth 
             Nie mogłam nawet ruszyć palcem. Ludzie pojawiali się u mnie i znikali, a ja musiałam czekać, aż dostanę zgodę  na wyjście z pokoju. Nie żebym była więźniem, ale ta 'misja' i przejście osłabiła nas fizycznie jak i psychicznie.
Większość czasu siedziałam na łóżku i czytałam bądź obserwowałam widok z okna, który rozpościerał się na całą krainę. Nad lasem górowały góry, a w dolinach wody rzekł płynęły w odległe strony.
                 Mój pokój był jak dla mnie za duży. Można w nim pomieścić cały domek Aresa. Pachniało w nim leśną polaną. Ściany były białe jak płatki śniegu, lekko chropowate. Wisiał na niej tylko jeden obraz przedstawiający plener wodospadów. Jest lekko przerażający, ponieważ wodospadów jest namalowanych na nim trzy, ale tylko w jednym jest czysta nieskazitelna woda. W dwóch pozostałych woda była czerwona, ponieważ ludzie wrzucali do niej ciała. i wyławiali, gdy już  były  czyste. Przynajmniej tak można przypuszczać dokładnie analizując ten obraz.

                 Powinnam była się ubrać w jakieś wygodne ciuchy, w których mogłam bym walczyć, ale mi się nie chce, a w mojej piżamie nie mogę siedzieć.
- Annabeth wstawaj!- Rzekła Sally wchodząc do mojego pokoju, chyba to jej głos.- Będziesz miała resztę życia na przeczytanie tutejszych bibliotek.
Zarzuciłam kołdrę do tyłu odsłaniając się na promienie słoneczne. Moje włosy były potargane przez biała pościel, która je uciskała. Promień światła skierowałam na jej byty, które przysłaniała zielona suknia i świeciłam nią, aż do jej szyi. Nie chciał jej oślepić, więc wyłączyłam gdy dotarłam do jej naturalnych ust,
- Na razie uczę się tego języka. - Powiedziałam lekko urażona.
- Musisz wstać, - rzekła  siadając na moim łóżku - inaczej będą koło ciebie skakać jak koło małego dziecka. Naciągać ci mięśnie policzków, przebierać, czesać, planować dzień, a to wszystko przez to, że się izolujesz.
                Sally chyba wie o czym mówi. Zawsze była samodzielna,a tutaj nie może nic zrobić bez wiedzy kogoś innego, a jak zrobi to i tak każdy wie. Nie może poprzez stroje wyrazić  siebie, nawet musi uważać na to co mówi.
- Zrobię to. - Powiedziałam odkładając książkę. - Co z resztą ?
- Sama się przekonaj.- Odpowiedziała mi wstając i podchodząc do łóżka.
Dzisiaj ubrali ją w zieloną suknię bez rękawów. Wyhaftowano na niej motywy kwiatów z jaśniejszego materiału.
               Czemu nie sprawdziła wcześniej co mi przyniosła ? Jaka ja czasami jestem głupia jak na dziecko Ateny.  Sally dała mi w prezencie białą krótką sukienką z wyciętymi kwiatami od dołu. Czemu naszła mnie myśl, że w pierwotnym zamyśle to ona miała być jej właścicielką i wykorzystała okazję.
Szybko się w nią przebrałam i uczesałam włosy w kucyk, by jak najszybciej wrócić, do nauki, ale znowu ktoś mi przerwał.
Tym razem usłyszałam pukanie do drzwi,a po chwili w pokoju znalazła się czarna czupryna głowy.
- Można ? - Spytał głosem, w którym wyczułam skruchę.
- Pewnie.- Powiedziałam odkładając książkę.
Usiadł na łóżku w tym samym miejscu gdzie Sally. Przez kilka chwil patrzał na mnie jak na jakiegoś ducha.
- Myślałem, że zmienił cię w coś. - Wypalił nagle, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi. - To by wytłumaczyło dlaczego mnie nie wpuścili. Teraz mam mętlik w głowie.
                Syn Posejdona miał na sobie krótkie jeansowe spodnie i szarą bluzkę. Na jego szyi widniał naszyjnik obozu Herosów. Chwycił moją dłoń i wsunął w nią moją jedyną  i pierwszą pamiątkę  Obozu, w którym praktycznie żyłam całe życie.
- Dziękuję. - Powiedziałam zaciskając na nim moje palce.
- Mogę tu zostać ? - Spytał robiąc w tym samym czasie minę małego szczeniaczka.
Przytaknęłam głową sięgając, po moją książkę. Nie zwracając uwagi na Syna Posejdona ciekawa jego  relacji.
Nie musiałam na nią długo czekać. Po chwili położył się przy mnie tuląc do mojego brzucha.
***
             Obudził mnie ryk potworów przez co przez przypadek uderzyłam Percy'ego łokciem w oko. W pokoju panował półmrok, ale płomienie ognia odbijały się na jasnej ścianie.
- Percy ??? - Nie musiałam mu nic mówić. - Masz mój miecz...

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości