niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 38 ,,Ruiny.''

Os­woić de­mony znaczy zniszczyć je. 
Katarzyna Nosowska

Percy 
           Wszyscy wokół mnie zamarli kiedy usłyszeli krzyk mojej mamy. Najszybciej z osłupienia ocknął się Posejdon, który ledwie wyrobił się na zakręcie. Później Hades i Zeus oraz Annabeth, a na końcu ja. Nogi się pode mną ugięły. Nie potrafiłem się ruszyć. Tylko patrzyłem z szeroko  otwartymi oczami  w otwarte drzwi. 
- Percy...- Dopiero głos Annabeth jako tako odsunął  ode mnie strach i pozwolił mojemu mózgowi na wolnych obrotach podjąć jakąkolwiek decyzję.
- Nie mogliśmy się urodzić w lepszych czasach?- Nie wiedziałem, czy śmieć się, czy płakać.
        Ostatecznie to ona pociągła mnie za rękę i pobiegliśmy za wielką trójcą, która w pewnym momencie musiała zmienić się w jakieś zwierzęta, bo ślady ich butów zniknęły. Równie dobrze mogli się teleportować co to dla nich. Mogą wszystko, ale już za miecz podczas wojny nie chwycą. Ujmując to prościej: stali się wygodni przez  te kilkanaście lat.
 Po drodze mijaliśmy kilka oddziałów rycerzy, którzy byli w  totalnej rozsypce. Dosłownie. Potykaliśmy się o ich broń, a oni sami leżeli gdzie się dało. Jeden nieprzytomny na posągu. Drugi głową był w ogrodzie. Trzeci był jakimś cudem przyklejony do ściany, a reszta była w jeszcze gorszych pozycjach. Nie każdy z nich uszedł z życiem.
         Na ścianach zauważyliśmy ślady pazurów przeróżnych zwierząt. Zdarzała się też krew.
- Wygląda na to, że my byliśmy po tej bezpieczniejszej stronie w zamku. - Podsumowała Annabeth lekko przerażona tym widokiem biorąc pod uwagę fakt, że dużo  ludzi uważało zamek za twierdze nie do zdobycia i tak też opowiadana ludziom.
- Zazwyczaj nasi przeciwnicy tylko zabijali, - ciągnęła dalej swoją wypowiedź- a teraz wygląda jakby też torturowali niewinnych ludzi.
Miała racja, ale nic z tym faktem nie mogliśmy zrobić. Nie powinnyśmy się tym zagnębiać tylko jakoś wybrnąć z sytuacji jak zwykle.
Córka Ateny podeszła do ściany i przejechała dłonią po wgłębieniu, które pozostawił jakiś stwór, a mnie, aż nosiło. Co prawda krzyk mojej mamy ucichł, ale chciałem już w tej chwili wiedzieć czy wszystko z nią w porządku, a nie analizować od razu co się stało.
- Annebeth możemy...- Przerwałem,bo zauważyłem, że w naszą stronę biegł Jacob i Christin, których nie spodziewałem się, ale widocznie wrócili szybciej z ich tajnej misji.
Christin miała włosy spięte w koński ogon po oczami duże sine worki i na policzku nową bliznę po jakimś sztylecie.
W dłoni trzymała zwój, więc jej miecz spoczywał na plecach w pochwie. Na jej czarnej zbroi zauważyłem kilka nowych wgnieceń, a Jacob był jeszcze w postaci wielkiego potężnego wilkołaka.
- Nie zdążyliśmy na czas, - powiedziała rozglądając się dookoła siebie- choć znaleźliśmy to co musieliśmy nie udało nam się do nich dotrzeć na czas. Miasto stało już wtedy w płomieniach, a na najwyższych wieżach wisiał już  jego chorągiew.  Widzę, że tu też nie mieliście łatwo.
Na szyi Annabeth dopiero tworzyły się duże sine siniaki podobnie na rękach. Ja chyba wcale nie wyglądałem lepiej.
- Nie. - Odpowiedziałem. - Nie widzieliście  może mojej mamy?
Moi przyjaciele tylko pokręcili przecząco głową  i skupili się na Annabeth, która wciąż robiła coś przy ścianie. Jej prawa dłoń zacisnęła się w pięść.
- Szukali tu czegoś. - Powiedział odwracając się w naszą stronę. - I nie udało im się.  Tylko czego tak rozpaczliwie potrzebuje Bóg Chaosu?
My niestety wiedzieliśmy, ale nie udzieliliśmy jej na to pytanie odpowiedzi. Możemy w końcu iść zobaczyć co z moją mamą?
         Nie zdając sobie z tego sprawy  zacząłem w miejscu tupać cicho nogą. Christin i mojemu futrzakowi też się śpieszyło tylko czekaliśmy na moją dziewczynę, którą po prostu w pewnym momencie chwyciłem za rękę i pociągnąłem w stronę sali tronowej, w której większość osób się  zebrała.
Ona wyglądała najgorzej. Tron był całkowicie zniszczony. Symbole rodu podpalone. W jednym miejscu w ścianie pojawił się duże okno. Moja mama leżała blada na podłodze. Jej głowa spoczywała na kolanach Amandy, której lekko leciała krew z jednej ręki. Tom trzymał moją mamę za rękę, a Posejdon stał nad całą trójką. Przez chwilę myślałem, że nie żyje tak nisko unosiła się jej klatka piersiowa. Ukląkłem przy niej po czym lekko się pochyliłem i pomimo bólu powiedziała mi coś czego nie chciałem w tej chwili usłyszeć.





niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 37 ,,Chaos atakuje.''

Witam. I  oto nastał dzień, w którym to na blogu pojawił się rozdział i będą się kolejny części już pojawiać regularnie chyba, że coś mi wypadnie, ponieważ chce skończyć tą historię w czasie wakacji. 
,,Bo ten, kto raz nie złamie w so­bie tchórzos­twa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni.''
Andrzej Sapkowski

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości