niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział 39 ,, Wiedziałeś?''



Witam, nie wiem czemu, ale pisząc ten rozdział cały czas myślałam, że pisze trzydziesty ósmy, nie trzydziesty dziewiąty, ale pora skończyć tą historię. Zmienić początek, by nowy czytelnik się nie przeraził. Miłego czytania.




         Nikomu nie było do śmiechu. Większość osób się przegrupowały. Inni zbierali rannych, a jeszcze inni przygotowywali się psychicznie do tego co ma nastąpić. Nie było czasu na posprzątanie po ostatnim ataku. Teraz liczyła się każda minuta a nawet sekunda. Percy i Annabeth pomagali młodszym z uzbrojeniem. Clarisse latała od dowódcy do dowódcy, ale znaleźli się i tacy, którzy w tym całym zamieszaniu potrafili ukryć się w najwyższej wieży i obserwować gwiazdy tak jak syn Hermesa.
Szukał w nich kogoś i nie potrafił znaleźć.
- Nie pomagasz innym? - Kiedy usłyszał nieznany mu głos podskoczył z przerażenia.
Dał się podejść jak małe dziecko. Chciał dyskretnie sięgnąć po swój miecz, ale mu nie wyszło.
- Spokojnie. - Powiedziała.- Oszczędzaj siły na jutro.
Z powrotem przełożył nogi przez okno i stanął w pokoju. Wpatrując się, w blondynkę o ostrych rysach twarzy, w brązowej zbroi z łukiem w ręce.
- Kim jesteś? - Spytał nie tracąc czujności.
- Artemis. - Odpowiedziała podchodząc bliżej. - Nie przeszkadzaj sobie.
       Usiadła na parapecie i przełożyła nogi przez okno tak jak chwilę temu Luke. Jej spojrzenie powędrowało w ciemnie niebo, na którym na palcach jednej ręki można by było zliczyć gwiazdy. Na tę chwilę wiał orzeźwiający wiatr.
- Też kogoś straciłam.- Odezwała się po chwili.- I zadręczanie się nic nie da. Może to głupio zabrzmi w tym przypadku, ale to jej nie zwróci życia. Nikt jej tu nie potrzebuje, a więc i jej nie zwrócą.
- I po co mi to mówisz?- Spytał opierając się o zimne mury.
- Nic nie może cię rozpraszać kiedy się tam znajdziemy.- Odpowiedziała nawet na niego nie spoglądając. - Przyniesiesz jej najwięcej dumy, walcząc o to za co ona oddała życie, a uszczęśliwisz ciesząc się z każdego dnia jaki ci pozostał.
Luke nie był wstanie dostrzec łez jakie się zebrały w oczach jasnowłosej. Chciała mu pomóc, by nie przechodził przez to, co ona musiała przeżyć w ciągu ostatnich paru miesięcy.
***
              W oczach syna Posejdona rzadko można dostrzec strach. Widział i przeżył tyle czego nie doświadczyło większość półbogów , a dzisiaj nawet ślepy wyczułby, że się czegoś obawia.  Szedł wraz z swoje dziewczyną w milczeniu przez korytarz gdzie   co jakiś czas ktoś ich mijał. Mieli się spotkać z Christiną i Jacobem, gdyż musieli im powiedzieć coś na osobności. Przerywając im pracę z młodszymi i mniej doświadczonymi potomkami bogów.
W całym zamku słuchać było  uderzenia młota o metal.  Ciche szlochanie niektórych, a korytarze, które zachwycały każdego, zwłaszcza nocą, kiedy to pochodnie wskazywały drogę i oświetlały piękne złote absydy, dziś tylko pogrążał ludzi w smutek.
Annabeth przez całą drogę ćwiczyła swój nadgarstek. Próbowała ukryć ból, ale nie wychodziło jej to za dobrze.
- Wszystko w porządku?- Spytał Percy zerkając na nią dyskretnie.
- Można tak powiedzieć.- W jej głosie nie było słychać chęci do życia. - Żyje.
  W końcu doszli do wyznaczonego miejsca spotkania. Percy w stosunku do Annabeth rwał się, by dowiedzieć się co mają mu do powiedzenia przyjaciele, ale córka Ateny stanęła parę metrów przed drzwiami.
- Annabeth...
***
              Sally stała na murach zamku samotnie wpatrując się w cichy dziś las. Co jest rzadkością w tej części krainy, ale wkrótce miało się  to zmienić, ponieważ  niebawem mury tego zamku opuszczą pierwsze odziały i całkowicie zagłuszą mieszkańców lasu. Wystraszą i zaciekawią. Niektórzy może nawet pójdą za wojskiem.
         Wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy i poruszał delikatnie gałązkami drzew. Dla kobiety wciąż było niepojętne kim jest i kim była. Instynktownie wie jak się ma zachować, ale to jest sprzeczne z jej naturą. Dawne życie pamiętam jak przez mgłę. Jakby to było inne jej wcielenia, a ona sama żyła wieki temu. To wszystko nie ma sensu.
- Niektórzy nie mogą w spokoju przeżyć swojego życia. - Rzekł Posejdon pojawiać się  znienacka  za jej plecami.
Musiała opanować swoje emocję i odwrócić się w jego stronę mając nadzieję, że nie zobaczy jej łez.  Nie jest ślepy, ale ludzie czasem nie widzą czegoś co leży bądź stoi przed nimi.
- Chyba jednak naszym losem ktoś jeszcze rządzi. - Była całkowicie pozbawiona emocji. Na szczęście przy bogu mórz nie musiała udawać.
Stał przed nią gotowy już  do bitwy. W swojej może nie najładniejszej zbroi, ale najsilniejszej. Z siecią przerzuconą prze ramię. Na srebrnej powierzchni można było dostrzec małe wgniecenia i  rysy po mieczu. Za plecami miał ukryty trójząb.
- Niektórzy po prostu muszą spełnić swoje przeznaczenie. - Odezwał się po chwili patrząc w krajobraz znajdujący się za nią.
- Chyba nie mam po co pytać jakie jest moje przeznaczenie, bo nie usłyszę od Ciebie odpowiedzi. - Była prawie pewna, że je zna, ale raczej nie powinna drążyć tematu.- W takim razie powiedź mi chociaż czy wiedziałeś?
            Po wypowiedzenie swoich słów dopiero zdała sobie sprawę jak absurdalne pytanie  zadała. Przecież to był jeden  z najpotężniejszych bogów.
-  Wiedziałem. Tylko czasem lepiej udawać, że o niczym nie miało się pojęcia. Nawet jak sekret wyjdzie na jaw. - Od zawsze widział, że była niezwykła dlatego tak bardzo go onieśmielała.
Nie potrafił tego wytłumaczyć ani się nie starał. Podszedł do matki swojego syna bliżej, ale ona odsunęła się od niego i ponownie spojrzała na las przed nimi.
Posejdon nie odszedł. Stał przy niej do końca. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości