poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 40 ,,Wiem jak możemy to zakończyć''.

,,Na po­mysły wpa­damy często. Znacznie rzadziej na rozwiązanie.''
Zbigniew Waydyk 
Hej. Dziś publikuję już ostatni rozdziały tej historii. Nie musicie się martwić, że nie wyjaśnię nic co zaczęłam w tej historii. Epilog powinien był długi i  zamknie tą historię raz na zawsze. Miłego czytania. 




              Annabeth patrzała ze złością na Percy'ego kiedy zakładał swoją zbroje. Większość armii była już w Nowym Jorku. Herosi mieli jako ostatni opuścić zamek.
- Nie wierze, że im uwierzyłeś. - W końcu się odezwała, ale nie przestała piorunować go wzrokiem.
Chłopak o kruczy włosach spojrzał na ścianę znudzonym wzrokiem i odwrócił się w stronę swojej dziewczyny.
- Myślałem, że zamknęliśmy temat.-Powiedział podchodząc do niej bliżej.- Ufam jej, ale w naszej sytuacji należy wszystko sprawdzić dla bezpieczeństwa.
Annabeth wywróciła oczami rozdrażniona jego postawą i tym co usłyszała. Percy westchnął w akcie rezygnacji i poprawił jej naramiennik.
- Oboje wiemy, że jest niemożliwe to by ona była w stanie to zrobić.- Spróbował jeszcze raz uspokoić swoją dziewczynę. - Tak, więc jest to tylko formalność. Lepiej wymyślmy jak pokonać Chaos. Nie mamy przepowiedni. Nie ma ludzkiego nosiciela. Nie da się go uśpić. Nie ma słabości.
Pomimo tego, że głos ma opanowany da się wyczuć, że jest roztrzęsiony. Córka Ateny bez słowa się w niego wtuliła.
***
              Bogowie widzieli wiele wojen. W wielu uczestniczyli zanim ich duma się nie uniosła. Teraz po wielu latach ponownie stają w orężu bojowym w centrum miasta, a u ich stóp stoją wojownicy z różnych krain. Gotowi oddać życie w ich sprawie, bo zdają sobie sprawę, że kiedy jeden świat upadnie kolejne polecą jak kostki domina. Łucznicy poukrywani byli na dachach wieżowców. Syn Posejdona stał z tyłu, z Annabeth, Jacobem i kuzynką. Wszyscy czekali na znak od dowódców. Tom i Clarisse stali na samym przodzie wydawało się, że mieli najtrudniejsze zadanie ze wszystkich.
Kiedy w końcu pierwsza zapalona strzała przecięła niebo. Cisza, która panowała zniknęła. Zastąpił ją hałas, stukot kopyt, krzyki i wycia. Dwie armie ruszyły na siebie z jedną myślą nie dać się zabić. W powietrzu uniósł się kurz. Percy cały czas czekał na znak od przyjaciela tymczasem starając się pokonać jak najwięcej potworów. Był jednym z najlepszych szermierzy, ale i on spotykał silniejszych od siebie dlatego cieszył się, że ma jeszcze żywioł wody w zanadrzu bez niej byłoby mu o wiele trudniej. Nie miałby takiej odporności i kontroli nad wodą, a na niego zawsze ktoś polował. Przyparty do muru znowu pokusił się o mały wyścig z potworami do rzeki. One zawsze się na to łapały. Nawet nie musiał do niej wchodzić. Stojąc nad ich brzegiem i czekając, aż zaatakują i wzbierał wodę, która jak nie widzialna ręka chwytała swoją zdobycz i ciągnęła na dno.
- Zniknęły.- Powiedziała Christina, która dopiero co z ich kochanym Wilkołakiem uratowała mu życie. skacząc  na jedną z gorgon.
- Annabeth się to nie spodoba.- Rzucił tylko i zaczął wypatrywać swojej dziewczyny. W międzyczasie oczywiście zadawał ciosy nieprzyjaciela, którzy stanęli mu na drodze.
             Kątek oka zauważył jak Artemis walczyła ramię w ramię z Luke'm. Miecz i łuk to dobre połączenie w takich starciach. W końcu ją znalazł
Razem z rodzeństwem i paroma posągami starali się utrzymać z daleko zdrajców z obozów. Kiedy go zauważyła chciała do niego podejść, ale ktoś złapał ją za rękę i od razu tego pożałował, bo jego nas nigdy nie będzie wyglądać tak samo.
- Wiem, gdzie poszły.- Powiedziała szybko.-Widziałam jak się oddalały i myślę, że przyda nam się wsparcie.
***  
Dużo czasu stracili na zebranie odpowiedniej grupy. W międzyczasie nad ich głowami zaczęły latać budynki. Bogowie urządzili sobie siatkówkę z potworami ich wielkości. Dosłownie. Jak małe dzieci. Również ciekawość wśród walczących budziło to co kombinują najlepsi herosi. Większość chciała iść z nimi, ale Jacob sprytnie im odradzał podążanie za nim. Artemis nie zgodziła się iść z nimi. Wolała dbać o ich bezpieczeństwo i osłaniać ich oraz wywalczyć im trochę czasu. Również zaczęło się ściemniać i większość wojsk Chaosu się wycofało. Zostały tylko ci, których życie jest już spisane na straty, a i tak zdołają przetrzymać jeszcze dobrą stronę na polu bitwy. Sprawić, że opóźni się zbieranie rannych i będą mieli mniej czasu na odpoczynek.
              Annabeth prowadziła ich do pewnego czasu. Później straciła orientację, ale na szczęście mieli swojego włochatego przyjaciela, który zdołał jakimś cudem odnaleźć trop Thalie wśród wielu innych zapachów. 
- To było szczęście.- Szeptał cicho Nico do grypy- Albo trafimy w ślepy zaułek i nikogo tam nie będzie. 
Wszystkich dzisiaj zaskoczył Nico di Angele gadał jak najęty. Jakby ktoś go nakręcił. Nie dało się mu zamknąć buzi jak w grupie powyżej sześciu osób. 
- Nico, sprawdź czy ich tak nie ma tylko bądź ostrożny. - Poprosił go Percy. 
Nie minęła chwila,a chłopak znikną za pomocą cienia, a wszyscy w wokół odetchnęli z ulgą. Jeśli tam są miał pozostać, w pomieszczeniu, w ukryciu i czekać na nich. Praktycznie wszyscy mieli broń w gotowości, z której ociekała jakaś ciecz, a wielki wilczur miał za to  sierść brudną nie wiadomo już dokładnie od czego. 
Kiedy zrobili kolejny krok przed ich stopami pojawiły się strzały odgradzając im dalszą drogę, a zaraz po nich pojawiły się przed nimi łowczynie. Skoczyły z wyższego pietra. W końcu znajdowali się w budynku, który się walił. a sufit już dawno się zawalił. Wokół nich leżała sterta gruzu i pyły, która nie jednego powodowało o swędzenie nosa. 
- Nie chętnie to przyznaje,- zaczęła Clarisse zaciętym tonem- ale Jackson miał rację. Zdradziłyście. 
Dziewczęta od Artemidy nic nie odpowiedziały tylko uśmiechnęły. Wyglądały jak marionetki, za które ktoś pociąga sznurkiem. Rzuciły się na nich, ale nie mogły nikogo uderzyć, ani trafić. Nawet osoba, która jest chora i ma gorączkę dałaby sobie z nimi radę, choć obolały i osłabiony. W tym wypadku herosi i wilkołak robili wszystko, by je tylko obezwładnić bez robienia im krzywdy. 
             Sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy Nico przeleciał przez ścianę i przewrócił Christine, a zanim pojawiły się inne towarzyszki Artemidy, którego już były bardziej celne i na własnej skórze przekonała się o tym Clarisse, które strzała przebiła pancerz i ugodziła ja w ramię. Wtedy też Annabeth postanowiła nie zwlekać i niezauważona przeszła do kolejnego pomieszczenia, w którym spotkała Thalie, jak dobrze, że jeszcze miała ze sobą czapkę od matki. 

***
      Sally cały dzień dziś opatrywała rannych na Olimpie. Posejdon nawet nie pozwalał jej się zjechać kilka pięter niżej. Miała ręce pełne pracy i kilku młodszych od jej dzieci potomków bogów. Nawet na budynku, który prowadził na Olimp dało się dostrzec skutki tej wojny. Na szczęście tragedii jeszcze nie było i wszystkie ściany jeszcze stały. Sally Jackson zaopatrzono w zbroję i dwa miecze na wszelki wypadek,gdyby jakieś nieproszone potwory wdarły się tam gdzie nie powinny, ale nie dano jej niczego czym mogłaby się bronić przed siostrą. Własnie niosła miskę z wodą, kiedy poczuła jakby ktoś ugodził ją sztyletem w brzuch, ale nic takiego nie miało miejsca, a i tak miska z wodą upadła, a ciemnowłosa ledwie trzymała się na nogach. 
            Percy był przerażony kiedy odkrył, że jasnowłosej nie ma z nimi. Cała grypa z impetem wpadła do kolejnej sali, ale nikogo nie zastali, więc dalej ruszyli wyżej, na kolejne piętro po ledwie trzymających się schodach. I co tam ujrzeli przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Annabeth stała nad ciałem Thalie. Z jej ciała wystawał tylko sztylet, a z nosa płynęły stróżki krwi. Pusty wzrok miała wbity w sufit. 
 Blondynka powali się odsunęła od łowczyni. Z jej rąk ciekła krew. Włosy miał już w całkowitym nieładzie była blada jak ściana, a w jej głowie rozbrzmiewało parę słów. 
- Wiem jak możemy to zakończyć....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości