poniedziałek, 12 września 2016

Epilog


          Dedyk dla wszystkich czytelników, bo bez Was nie byłoby tej historii.
Dziękuję. 
             Kiedy Herosi wracali do ich miejsca spotkania. Annabeth nie potrafiła powstrzymać łez. Płynęły po jej policzku i spadały na zniszczoną już ziemię. Wszyscy sądzili, że była w takim stanie za sprawą Thalie, ale prawda była całkiem inna. Ten ból był wywołany przez niesprawiedliwy osąd jakiego dokonać będzie musiał ten, którego serce bije w rytm oceanu.
- Bardzo fajnie. - Powiedziała sarkastycznie Clarisse.- Mordujmy swoich braci.
- Nie przeszkadzało Ci to przez dwie wojny. - Dogryzł jej Nico, ale nie miał racji. Szli cicho rozglądając się dookoła. Potwory w każdej chwili mogły złamać umowę. Chłopak o kruczych włosach próbował dojść do swojej dziewczyny, ale ta milczała jak zaklęta. Wielki wilkołak u ich nóg lizał jej rękę. 
- Jak na osobę, która właśnie dowiedziała się jak zakończyć wojnie nie wyglądasz na radosną.-Powiedział ktoś z tyłu, a po chwili wszyscy usłyszeli jego cichy lęk. 
- Już niedaleko.-Powiedziała bez emocji Annabeth.
 Idąc kilka kroków przed resztą.
***
Kiedy prawie wszyscy weszli do podziemnej świątyni Annabeth położyła rękę na ramieniu swojego chłopaka. 
Herosi,którzy odnieśli najmniej obrażeń podpierali ścianę, rani siedzieli na schodach, a polegli leżeli na zimnej posadzce przykryci czystymi materiałami. Z sali obrad do śmiertelników docierały do zgromadzonych odgłosy kłótni. 
- Nie skomentuje tego.-Powiedział Nico i wycofał się do innych półbogów. 
               Jasnowłosa rozejrzała się dookoła siebie i jako pierwsza weszła do pieczary bogów,bo teraz inaczej nie można tego nazwać. Jako jedyną widok kłócących się bogów u boku kobiety, która kołysała się na nogach nie zdziwił. U jej stóp klęczała Amfitryta i razem uciskały ranne w jej pasie. 
Percy szybko podbiegł do swojej mamy łapiąc ją za ramię. 
- Jak do tego doszło? - Zadał naprawdę głupie pytanie w końcu dookoła trwała bitwa, w tej chwili było zawieszenie broni.
- Właśnie też próbuję też to ustalić.- Powiedział Posejdon, a w jego głośnie nie było ani krzty łagodności. - Twoja kochana matka milczy, a Zeus nie chce mi wytłumaczyć co robił gród jego strzał w jej  boku.
 - Ona musi zginąć,-przerwała Annabeth zwracając na siebie uwagę wszystkich obecny- ale nie twoich rąk. Musi zrobić to ten, którego serce bije wraz z oceanem. To od niej się zaczęło i na niej musi się zakończyć.  Po tym wszystko się skończy jakby nigdy się nie wydarzyło

         Zeus wyprostował się posyłając swojemu bratu miażdżące spojrzenie pełne zwycięstwa. Wyciągając  w stronę Perseusza miecz.
Ciemnowłosy syn Posejdona pobladł, ale z drżącymi rękami wziął miecz  od pana olimpu. Spoglądając, to na matkę, to na ojca.
- Dlaczego?- Tylko tyle był w stanie z siebie wydusić. Nie mogąc zrozumieć tej ofiary.  Nie mogąc pojąć dlaczego teraz świat sobie o niej przypomniał.
- Może dlatego, że to nie jest prawdziwy Feniks Czerni, a Sally Jackson nigdy nie miała siostry. Po prostu szukali osobowości podobnej do wielkiej wojowniczki sprzed wieków, a znaleźli jej reinkarnację i zaczęli bawić się jej wspomnieniami, naginać fakty, a króla tak pochłoniętego  tęsknotą za swoją przyjaciółką był w stanie zapomnieć o tym, że to tylko mistyfikacja, by odnaleźć jej ostatni element broni z wykorzystaniem silnej woli twojej matki, a ciemność to wykorzystała i nałożyła klapki na oczy nawet wielkim i nieśmiertelnym bóstwom.
Kiedy dziewczyna skończyła mówić nawet Zeus nie potrafić ukryć swojego zaskoczenia. Przerzucał wzrok z Sally na Aragorna, na którego dotąd nikt nie zwracał uwagi.
Odziany w swoją czarną zbroję i płaszcz, wyciągnął spod niej najlżejszy miecz jaki kiedykolwiek  powstał, i w którym można było się przejrzeć, a na jego metalu wygrawerowano jej imię.
- To nie musi być chłopak. - Swoje słowa skierował do Posejdona.- Tylko to może nas uratować. Wiem, że to niesprawiedliwe i na mnie i na moich towarzyszy spadać odpowiedzialność za to wszystko, ale inaczej nie mogłem postąpić.
Bóg mórz przez długą chwilę wpatrywał się w mozaikę na ścianach po czym przeniósł wzrok na Sally Jackson, która w ciszy słuchała tego wszystkiego i w jej brązowych oczach nie dostrzegł strachu. Miał jej przebaczenie...
- Zabierzcie stąd wszystkich. - Zarządził zamieniając się ze swoją żoną miejscami, która wzięła jego syna pod ramię i wyprowadziła z sali. Jej turkusowy  płaszcz zbierał kurz z posadzki. Jedyną osobą, która pozostała na miejscu była córka Ateny, która podała rannej kobiecie jej wisiorek w kształcie serca...
         Kiedy drzwi zamknęły się z cichym dźwiękiem nastała nieprzyjemna cisza, ale czasem dwoje ludzi nie potrzebuje słów, by siebie zrozumieć. Czasem nie przeszkadza im cisza, która niektórych przeraża. Posejdon odpiął od swojej zbroi białą peleryną ze złotymi wykończeniami.
- Zawsze wiedziałem, że było w tobie coś wyjątkowego.- Powiedział przytulając po raz ostatni żywą Sally Jackson do siebie i ucałował ją w czoło.
- Czuwaj nad nim...- Zdążyła powiedzieć nim zimne ostrze zatopiło się w jej ciele, a wokół nich zaczął unosić się złoty był.
Na jej twarzy ponownie pojawiły się runy, którą z każdą minutą ciemniały,  kiedy jej ciało przybierało coraz to bladszy odcień. Oddech Sally Jackson stawał się coraz płytszy, a klatka piersiowa minimalnie unosiła się. Iskierka siły i wiary, którą dzieliła się z innymi kiedy sama była w trudnej sytuacji zgasła, gdy  wydała z siebie ostatni oddech bóg mórz pozwolił sobie na ludzkie emocję i po jego twarzy spłynęły łzy. Łzy, których nie chciał ukrywać ani nie mógł kontrolować.
Oto dowód miłości, która umiera, by przenieś ją do lepszego świata...
Percy 
         Widziałem już wiele okrucieństw, widziałem już wiele ofiar, wiele wykorzystywań ludzi, ale tego nie mogłem pojąć i nie tylko ja. Kiedy serce mojej matki stanęło wszyscy jakby pogrążyli się w śnie i śnili o tym  samym. Widzieli jak ciała Toma, mojej kuzynki oraz ich rodziców rozpadły się  w pył. Słyszałem krzyk mojej siostry proszącej o pomoc, a teraz stałem w jednym z balkonów, z królem, którego miałem za wuja, podziwiałem, a okazało się, że on był mi obcy, a wielu moich przyjaciół nigdy nie istniało. Ci, którzy zostali stali się mi obcy z wyjątkiem Jacoba.
Aragon miał na sobie szaty żałobne, koronę zostawił w sali tronowej nawet swój miecz  co było nierozsądne wiedząc, że w pobliżu jest Posejdon, mój ojciec. Dziś był piękny dzień, zbyt piękny na pogrzeb. Na niebie świeciło słońce i nie było ani jednej chmury, ptaki dookoła nas śpiewały. Wokół panował istny raj. Piękna zieleń i kwiaty, których zapach zapanował w całym sadzie.
- Chciałem to zatrzymać, ale okazało się, że było za późno.- Mówił do mnie, a ja słuchałem pozbawiony uczuć. - Chciałem się od Was odciąć, ale zdałem sobie sprawę, że nie mogę, bo staliście się moją rodziną. Rodziną, której nie mogłem ochronić. Wiec, że mój dom zawsze będzie twoim domem.
Co mogłem mu odpowiedzieć na te słowa? Na tę chwilę nic. Nie wie co ze sobą zrobię. Gdzie pójdę.
- Dziękuję, że dałeś schronienie półbogom.- Zmieniłem temat.- Odbudowa obozów jeszcze potrwa.
- Pewnie, choć tyle mogę zrobić. - Odrzekł, przez chwilę jeszcze przy mnie stał po czym wiedział, że zbliża się ten czas. Położył mi rękę na ramieniu i odszedł.
Nie musiałem długo czekać, by zauważyć wychodzących z pałacu ludzi niosących kwiaty między drzewami, a zaraz za nimi wyszedł pochód z ciałem mojej mamy ubranej w czarną sukienkę i biały płaszcz,  na jej spiętych włosach zauważyłem jeden diadem Amfitryty, a na białym calumie  dostrzegłem znak pana mórz.
Nie potrafiłem tam teraz być. Czasem się zastanawiam czy to dobrze, że nam pozostawili pamięć po tych wszystkich wydarzeniach. Sam już nie wiem czy umarłem,czy nie.
- Niezły cyrk, nie.- Za swoimi plecami usłyszałem moją dziewczynę.
Annabeth była ubrana w czarną prostą  sukienkę w ręce trzymała białą różę. Podeszła do mnie stając przy mnie.
- Nie było innego wyjścia, prawda?- Spytałem widząc, że Legolas spogląda na nas z dołu. Nie wyglądał za dobrze jak każdy z nas.
- Nie. - Jej głos przeszył prawdziwy ból.
Obserwowaliśmy z góry całą ceremonię i tak później sam się z nią pożegnam. Wrzucę do morza bukiet jej ulubionych kwiatów i podziękuję na osobności za wszystko co dla mnie zrobiła. Żałuję tylko, że nie usłyszała tego za życia.
- Nie planujesz uciec, prawda?- Cierpiała, było przygnębiona i martwiła się o mnie.
- Nie, nie mogę jej tego zrobić. - Odrzekłem jasnowłosej  chwytając jej dłoń, którą położyła na kamiennym balkonie. - I tobie...
_______________________________________________________________________

Nie wiem co teraz czuję. Dużo emocji, ale na pewno wśród nich jest pustka. Poświęciłam tej historii dwa lata, to był mój pierwszy blog, pierwsze dziecko, z którym teraz się rozstaję. Rok temu finał tej historii miał wyglądać inaczej. Ten epilog jeszcze wczoraj miał wyglądać inaczej, ale coś mnie wzięło dzisiaj i wyszedł jak jeden wielki rozdział.  Dziwnie się czuję, mam jeszcze inne blogi, ale z tym byłam związana najbardziej. Pozostało mi tylko podziękować za to, że byliście tutaj. Chcieliście czytać to opowiadanie. Dziś zamykam pewien rozdział w swoim życiu. Po raz ostatni tutaj, Radosna.
P.S. Nie kończę jednak, ze światem Percy'ego Jacksona. 

2 komentarze:

  1. Nie zabilas jej nie moglas. Rozdzial super nie kazdy konczy z takimi zakonczeniami

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Andro wyspa twórczości